Tak jak oczekiwałem, Rada Polityki Pieniężnej obniżyła stopy. Podobnie jak w poprzednich miesiącach decyzja była bardziej wynikiem spadku bieżącego wskaźnika inflacji niż zmian w prognozach rozwoju sytuacji gospodarczej w kraju. Od wielu miesięcy członkowie RPP mówią o czającym się za rogiem wzroście inflacji, ta zaś nieustannie spada. Nie przeszkadzają w tym nawet dramatycznie wysokie ceny ropy naftowej, których możliwość wzrostu jest każdorazowo używana przez bank centralny jako zagrożenie dla utrzymania inflacji na niskim poziomie.
Na szczęście rada zaczyna powoli dostrzegać zależność między wysokim bezrobociem, niską dynamiką płac, spadkiem oczekiwań inflacyjnych ludności i niskim poziomem optymizmu konsumentów a presją inflacyjną. Dodatkowo z wypowiedzi członków rady zaczyna wyzierać wzrost obaw o możliwość spadku inflacji poniżej zera. Scenariusz ten jest tym bardziej prawdopodobny, że wzrost cen ropy jest wynikiem nie tylko zagrożenia wojną w Zatoce Perskiej, ale także bardzo ostrą zimą w USA, która doprowadziła do spadku zapasów tego surowca. Trzeba jednak pamiętać, że mający duży udział we wzroście cen ropy czynnik pogodowy powinien z każdym miesiącem wpływać na obniżenie cen tego i innych surowców energetycznych. Czynnik pogodowy powinien także wpływać na obniżenie premii wojennej.
W tej sytuacji i w obliczu ciągle zniżkujących cen żywności — w pierwszej połowie lutego spadły one w relacji do pierwszej połowy stycznia o 0,2 proc., co w skali roku przekłada się na spadek o 3,8 proc. — możemy szacować, że roczna stopa inflacji w lutym wyniosła 0,3 proc. To zaś implikuje, że obniżenie się rocznego wskaźnika inflacji poniżej zera jest w perspektywie najbliższych dwóch miesięcy niemal pewne. I trudno liczyć, by w obliczu spadających cen dóbr takich jak odzież i obuwie czy meble i wyposażenie mieszkań, mogły temu procesowi przeciwdziałać zaklęcia Leszka Balcerowicza, prezesa NBP, uważającego, że ryzyko deflacji jest śladowe.
Szczęśliwie dla polskiej gospodarki deflacji i słabemu popytowi konsumpcyjnemu i inwestycyjnemu towarzyszy silny wzrost eksportu — w styczniu o 22,4 proc. (po skorygowaniu różnic kursowych o 8,8, proc.). Jednocześnie mamy do czynienia z niższą dynamiką importu, który w styczniu, w wyrażeniu dolarowym, był wyższy o 14,4 proc. (realnie o 0,8 proc.).