Chemiczna Qemetica kontrolowana przez Sebastiana Kulczyka osiąga ok. 4 mld zł przychodów rocznie i wie, czego jej potrzeba do dalszego rozwoju.
– Chcemy inwestować w Polsce, choć ostatnio przejęliśmy fabrykę w USA. Warunki biznesowe są tam po prostu lepsze, co należy brać pod uwagę. Powinniśmy w Polsce pomyśleć o zachętach wspierających inwestycje przemysłowe – mówi Adam Gniazdowski, menedżer ds. regulacji w Qemetice.
Z postulatem wystąpił na czwartkowym spotkaniu poświęconym Paktowi dla przemysłu, czyli inicjatywie uruchomionej przez kilka podmiotów, m.in. przez Qemetikę i think tank Instytut Reform. Pakt dla przemysłu wpisuje się w plany Komisji Europejskiej, która 4 marca zamierza opublikować Industrial Accelerator Act (IAA), czyli dokument wspierający rozwój europejskiego przemysłu.
Czy przemysł dostanie to, czego potrzebuje?
Dekarbonizacja na aucie
Losy IAA dobrze pokazują zmianę nastrojów w europejskich gospodarkach. Jeszcze w zeszłym roku dokument nosił nazwę Industrial Decarbonisation Accelerator Act i jego priorytetem miało być przyspieszenie cięcia przez przemysł emisji CO2. W drugiej połowie 2025 r. słowo dekarbonizacja z nazwy jednak wypadło, a dziś – jak słyszymy – dekarbonizacja może nawet przestać być priorytetem.
– Chodzi jedynie o wprowadzenie większej równowagi pomiędzy dekarbonizacją i rozwojem – mówi nasz rozmówca zbliżony do Komisji Europejskiej.
Inny dodaje, że kontrowersje budzi kwestia local contentu i tego, jak wesprzeć popyt na produkty wytworzone w Unii Europejskiej.
Rozmowy z państwami członkowskimi są tak trudne, że – zdaniem osób znających sprawę – publikacja IAA 4 marca wcale nie jest pewna, spodziewane jest raczej kolejne opóźnienie.
Jednocześnie nie brakuje sygnałów, że europejski przemysł coraz mniej chętnie podejmuje dekarbonizacyjne wysiłki.
„Net Zero is Dead” – brzmi tytuł niedawnego artykułu agencji Bloomberg. O ile ambicje osiągnięcia zerowej emisyjności w gospodarkach słabną, o tyle zainteresowanie odnawialną energią – i w ogóle energią – rośnie.
Duński dziennik Børsen, siostrzana redakcja PB, donosił zaś niedawno, że tamtejszy rząd rozważa przesunięcie daty odejścia od wydobycia ropy i gazu – ustalonej na 2042 r. – na później.
Pesymiści obok optymistów
– To już podzwonne – tak inicjatywy wspierające polski i europejski przemysł ocenił Janusz Turski ze Stowarzyszenia Papierników Polskich.
Jako przedstawiciel branży energochłonnej uważa, że przemysłowi nie należy współczuć, tylko mu nie przeszkadzać. A najlepiej dać mu równe warunki konkurencji w skali globalnej. Patrzy jednak na to z pesymizmem.
Z optymizmem na wszelkie pakty i dokumenty zachęcające do kupowania wyrobów europejskich patrzy zaś Adam Miernik, szef Tomteksu z Tomaszowa Mazowieckiego produkującego tkaniny wełniane.
– Czytając o tych inicjatywach, pomyśleliśmy, że warto jeszcze zawalczyć o istnienie naszego zakładu – mówił Adam Miernik.
Jego firma nie ma konkurencji w kraju, staje za to do walki z konkurencją z Chin i Indii.
– Od trzech lat nie podnosimy cen, ale gdybyśmy tylko zwiększyli skalę produkcji, to dalibyśmy radę utrzymać się na rynku. 80 proc. rzeczy robimy z polskiej wełny i szkoda nam tych wszystkich hodowli – deklarował Adam Miernik.
– Obawiam się, że bez ceł nie uchronimy przemysłu polskiego i europejskiego. Trzeba działać natychmiast, nie ma tu o czym dyskutować – odpowiadał mu Grzegorz Wiśniewski z Instytutu Energetyki Odnawialnej.
Brak chętnych na zielone wapno
Alina Masse, przedstawicielka Stowarzyszenia Przemysłu Wapienniczego, apelowała o wprowadzenie instrumentów finansowych, np. gwarancji, które ułatwiłyby przemysłowi sprostanie wyzwaniu dekarbonizacji. Rynek samodzielnym wysiłkom nie sprzyja.
– Klientów zainteresowanych zielonym wapnem nie spotkałam na rynku zbyt wielu – mówiła z przekąsem.
Nie chodzi jej o to, by państwo finansowało inwestycje, ale by pomogło uzyskać kredyty od banków.
– A ja mówię: dlaczego miałoby nie finansować? Państwo ma różne ograniczenia, ale może też coś robić. Mogłoby pomyśleć o lepszym rozdysponowaniu środków z ETS – kontrował Adam Gniazdowski z Qemetiki.
