Denny paragraf

Jacek Konikowski
opublikowano: 25-06-2008, 00:00

Urzędnicy chcą pieniędzy za użytkowanie dna. Przez statki, które nad nim pływają.

Zaczęło się od promu Świbno. Stał sobie w Gdańsku-Przegalinie przy nabrzeżu. Prom należy do Żeglugi Gdańskiej. Nabrzeże jest dzierżawione. Pewnego dnia do armatora przyszła faktura na 2,3 tys. złotych. Niewielka kwota wzbudziła wielkie emocje, które podgrzała kolejna faktura, tym razem prawie na 8 tys. złotych. Za cóż przyszło płacić?

Na podstawie wydanego przez siebie zarządzenia Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Gdańsku (RZGW) obciążył armatora za „bezcumowy postój” jego statku „na gruntach pokrytych wodami, stanowiących własność Skarbu Państwa”. Słowem, za użytkowanie dna. Dotychczas RZGW pobierał opłaty za cumowanie do nabrzeża. Teraz za stanie nad państwowym dnem. 50 groszy za dobę postoju metra kadłuba. Jak statek czy łódka „użytkują dno”, domyśla się każdy, kto oglądał „Titanica”. Jednak nie o wraki chodzi, lecz o jednostki pływające. A tych Żegluga Gdańska ma sporo. Każda „użytkuje dno”, więc za każdą trzeba by zapłacić. A wtedy niewielka kwota zamienia się w pokaźną, która, zdaniem prezesa Żeglugi Gdańskiej, pociągnęłaby jego firmę na dno. Tym razem dosłownie. Więc prezes się zaparł. Nie zapłaci. Nie tylko dlatego, że szkoda mu pieniędzy i ma dosyć kolejnych podatków. Twierdzi, że urzędnicy łamią prawo i pieniądze im się nie należą.

— To samowola urzędnicza, która hamuje rozwój żeglugi śródlądowej będącej w naszym kraju w stanie agonalnym — denerwuje się Jerzy Latała, prezes Żeglugi Gdańskiej.

Paragraf 20

Zanosi się na długotrwały spór, bo RZGW wcale nie myśli ustąpić z „opłat dennych”. Na stół kładzie paragrafy i przekonuje, że prawo wodne i ustawa o gospodarce nieruchomościami są po jego stronie.

— Artykuł 20 prawa wodnego stanowi, że grunty pokryte wodami, stanowiące własność skarbu państwa, niezbędne do prowadzenia określonych przedsięwzięć, oddaje się w użytkowanie za opłatę roczną. Przepis obejmuje również odpłatne oddanie w użytkowanie tych gruntów dla prowadzenia przedsięwzięć związanych z działalnością usługową, służącą do innych celów niż uprawianie rekreacji, turystyki, sportów wodnych czy amatorskiego połowu ryb. Zdaniem RZGW, postój statków Żeglugi Gdańskiej wiąże się ściśle z prowadzoną przez nią działalnością, więc opłaty denne się należą. Stawki wynikają z rozporządzenia Rady Ministrów z 18 stycznia 2006 r. w sprawie wysokości opłat rocznych za oddanie w użytkowanie gruntów pokrytych wodami — argumentuje Igor Wierzbicki, radca prawny RZGW Gdańsk.

Wtóruje mu Krajowy Zarząd Gospodarki Wodnej, zaznaczając, że grunty, czyli dno, w portach czy w kanałach nie są w rozumieniu prawa wodnego gruntami pod wodami płynącymi, tym samym podlegają ustawie o gospodarce nieruchomościami.

Dlatego RZGW podpiera się ustawą z 21 sierpnia 1997 r. o gospodarce nieruchomościami, zezwalającą mu na nakładanie opłat za „potrzebę korzystania z urządzeń wodnych, w stosunku do których dyrektor regionalnego zarządu wykonuje uprawnienia właścicielskie Skarbu Państwa”. Wówczas wystarczy, że RZGW wyda zarządzenie określające ich wysokość.

Ale czy dno to „urządzenie wodne”? Sprawdziliśmy. Artykuł 18 prawa wodnego nic o tym nie mówi. Dnem z pewnością nie jest „budowla i urządzenie hydrotechniczne”. Nie przypomina ono też studni, „wylotu urządzenia kanalizacyjnego” czy choćby „urządzenia służącego do szczególnego korzystania z wód”, bo żeglarzy, co jak co, ale dno szczególnie nie zachęca do pływania. Więc dlaczego mieliby za nie płacić?

Kapitan nie odpuści

— Podatek denny to bezprawie bronione przez urzędników ministerialnych — nie odpuszcza Jerzy Latała.

Ostro. Bo prezes też ma swoje argumenty.

— RZGW obciążyło nas opłatami na podstawie wydanego przez siebie zarządzenia, tymczasem zarządzenie nie jest źródłem prawa powszechnie obowiązującego. Nie można na jego podstawie nakładać na obywateli i firmy jakichkolwiek opłat czy podatków. To domena ustaw — przekonuje Latała.

Jednak w ustawie prawo wodne, w art. 92 ust. 2, stoi jak byk, że dyrektor RZGW ma uprawnienia do wydawania rozporządzeń. Słowem, nie zarządzenie, lecz rozporządzenie.

— W sprawie opłat dennych nawet rozporządzenia nie mógłby wydać, bo nie ma ku temu podstaw prawnych. Ustawa przewiduje takie opłaty jedynie w przypadku gruntów przeznaczonych do oddawania w użytkowanie, a my przecież nie dzierżawimy od państwa dna. Ustawa nic nie wspomina o opłatach za postój statków na gruntach skarbu państwa, które nie podlegają oddawaniu w użytkowanie, jak również za bezumowne korzystanie z gruntów, które podlegają oddawaniu w użytkowanie — dowodzi Latała.

Prawnicy trzymają stronę prezesa Żeglugi Gdańskiej.

— Rzeczywiście, art. 20 prawa wodnego stanowi na korzyść armatora. W mojej opinii nie ma podstaw prawnych do pobierania od Żeglugi Gdańskiej tzw. opłat dennych. W przeciwnym razie każdy, nawet prywatne łódki, musiałby płacić opłaty za pływanie nad dnem rzek i jezior, co przecież sprowadza się do jakiegoś paradoksu — potwierdza adwokat Barbara Ratnicka-Kiczka z Gdańska, specjalistka prawa wodnego.

Co ciekawe, obie strony powołują się na ten sam przepis w ustawie, ale interpretują go na swoją korzyść.

Sprawa zatacza zresztą szersze kręgi, bo miesiąc temu na biurku premiera Donalda Tuska znalazła się skarga prezesa Latały na opłaty denne. Pismo trafiło pod rozwagę rządowych prawników.

— Niech mi ktoś wyjaśni, dlaczego spośród ośmiu istniejących w naszym kraju RZGW dwa lub trzy stosują ten podatek w różnej wysokości, pozostałe stosowały go w przeszłości, potem zaniechały i znowu wznawiały. To ma być prawo? — dziwi się prezes Latała.

Tak to bywa, gdy jeden przepis można interpretować na dwa sposoby.

Prezes Żeglugi Gdańskiej nie jest jedynym, który walczy z problemem opłat dennych. Podobne pismo od gdańskiego RZGW trafiło również do Przedsiębiorstwa Budownictwa Wodnego w Tczewie. Firma została obciążona 5 tys. złotych za cumowanie zimą jej lodołamaczy przy nabrzeżu nad Martwą Wisłą, na Wyspie Sobieszewskiej. Lodołamacze stoją tam co roku, aby w razie konieczności szybko kruszyć lodowe zatory na Wiśle i zapobiec tym samym zalaniu Żuław. Być może wkrótce ich tam nie będzie.

A gdyby tak zmodyfikować feralny przepis i w nowelizacji ustawy dopisać jeszcze jeden: wszystkie statki i jachty po wejściu na mieliznę podlegają opodatkowaniu podatkiem od nieruchomości albo jeszcze odważniej — samolot lecący nad ziemią musi płacić opłatę „ziemną”, gdyż leci nad terenem należącym do skarbu państwa. To żart. Choć z drugiej strony, warszawiak czy poznaniak, jadąc nad morze, płaci za oddychanie tamtejszym powietrzem, więc może to zwykłe dziennikarskie czepianie się? W każdym razie: wyobraźnia naszych urzędników, którzy wymyślili opłaty denne, jest bezdenna. I chyba nie tylko ona. n

Knajpa zapłaci

Opłaty denne nie dotyczą prywatnych jachtów czy motorówek. Kowalski może bez obawy śmigać swoją omegą po Mamrach czy Wiśle, pod warunkiem że nie prowadzi wówczas działalności gospodarczej. Aczkolwiek w kwestii jachtów czarterowanych urzędnicy mają rozdarte serce. Obiekty pływające, ustawione w celu prowadzenia w nich działalności gospodarczej, na przykład gastronomicznej lub handlowej, płacą miesięcznie 2 zł (plus VAT) za każdy metr dna, nad którym stoją. Dotyczy to między innymi pływających ogródków piwnych przy Wybrzeżu Kościuszkowskim w Warszawie. 2 zł to i tak niewiele w porównaniu z tym, ile płacą rybacy za postój swoich kutrów — 8,5 zł za metr „zajętego” dna.

Wyskocz na Bornholm

Największy statek Żeglugi Gdańskiej Lady Assa zabiera na pokład ponad 700 pasażerów. Odbywa rejsy wycieczkowe z Darłowa, Kołobrzegu i Ustki do Nexo na Bornholmie. Trasę z Ustki pokonuje w 4 godz. 25 min, z Darłowa w 3 godz. 45 min, a z Kołobrzegu w 3 godz. i 30 min. Bilet w jedną stronę kosztuje 100 zł.

Flota podliczona

8

Tyle statków ma Żegluga Gdańska.

500

Tyle pasażerów zmieści się na każdym z czterech katamaranów przewoźnika.

9

Tyle wodolotów ma w swojej flocie Żegluga Gdańska.

Z nimi sobie popływasz

Żegluga Gdańska jest największą firmą przewozową w żegludze przybrzeżnej. Właściciel i prezes zarządu Jerzy Latała to oficer marynarki handlowej z doświadczeniem zdobytym w zachodnich firmach. Po latach zastoju na rynku przewozów pasażerskich firma oferuje międzynarodowe połączenia wodolotem z Elbląga, Krynicy Morskiej i Fromborka do Kaliningradu oraz z Kołobrzegu, Darłowa i Ustki na wyspę Bornholm. Utrzymuje regularne połączenia po Zatoce Gdańskiej oraz Zalewie Wiślanym. Hitem są rejsy wolnocłowe z Gdańska i Gdyni do Bałtijska, w czasie których pasażerowie korzystają z różnorodnych form rekreacji. Firma oferuje także wynajem jednostek do organizacji bankietów i przyjęć okolicznościowych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Konikowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu