Czytasz dzięki

Deweloperzy liczą na samorządy

opublikowano: 16-04-2020, 22:00

W trosce o miejsca pracy branża apeluje o ograniczenie budowlanej biurokracji. Skutkami pandemii na razie się nie martwi, ale może być gorzej.

Udział budownictwa w PKB, bezpośredni i pośredni, jest szacowany na 16 proc. Sektor jest jednym z najistotniejszych pracodawców, tworzy setki tysięcy miejsc pracy i odpowiadaj za istotną część wpływów samorządowych — tak Polski Związek Firm Deweloperskich (PZFD) uzasadnia apel do lokalnych włodarzy. Ich proinwestycyjna postawa może ochronić miejsca pracy.

„Apelujemy o stworzenie i stosowanie jak najprostszych procedur uzyskiwania decyzji administracyjnych, o przyspieszenie uzgodnień, racjonalność w procedurach podziału zadań i kosztów budowy infrastruktury, o zmianę nastawienia i podziału na »nasze miejskie« i »wasze prywatne«” — napisał PZFD.

Nieprzyjazna administracja

O tym, że tryb wydawania pozwoleń na inwestycje budowlane jest dla branży istotną barierą, deweloperzy mówią od dawna.

— Obecnie procesy administracyjne, związane m.in. z uzyskaniem pozwolenia na budowę czy użytkowanie budynków mieszkalnych, są niezwykleskomplikowane i czasochłonne. Rynek pod względem administracyjnym jest teraz mocno nieprzewidywalny. Stanowi to jedną z kluczowych barier rozwoju branży. Przeciągające się postępowania negatywnie wpływają na ceny mieszkań, bo wydłużają czas realizacji inwestycji — powiedział Zbigniew Juroszek, prezes Atalu w kwietniowej sondzie portalu Dompress.

Czy apel PZFD, podpisany przez piętnaście organizacji z branży nieruchomości, zapowiada koniec prospetity na rynku?

— Epidemia koronawirusa odbija się negatywnie na każdym sektorze gospodarki, w tym na branży budowlanej. Trzeba jednak zaznaczyć, że jej skutki są dużo łagodniejsze niż w przypadku branży turystycznej czy gastronomicznej. Obecnie nie mamy sygnałów, by jakiekolwiek budowy były wstrzymywane. Deweloperzy zrestrukturyzowali działalność w taki sposób, by bezpiecznie kontynuować rozpoczęte inwestycje zgodnie z założeniami. Wprowadzono system zmianowy, także w porze nocnej i podczas weekendów. Mimo wyjazdu wielu pracowników z zagranicy nie ma dużych niedoborów kadrowych, które mogłyby istotnie zakłócać prace — mówi Przemysław Dziąg, radca prawny PZFD.

251dc9e0-90f6-11e9-bc42-526af7764f64
To musisz wiedzieć dziś rano
Codzienny newsletter z najważniejszymi informacjami dla inwestorów.
ZAPISZ MNIE
To musisz wiedzieć dziś rano
autor: Kamil Zatoński
Wysyłany codziennie
Kamil Zatoński
Codzienny newsletter z najważniejszymi informacjami dla inwestorów.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Przyznaje, że epidemia weryfikuje plany zakupowe klientów — część z nich wstrzymuje się z decyzją o kupnie mieszkania.Spowoduje to zatrzymanie wzrostu cen.

— Nie przewidujemy jednak znaczących zmian na rynku w dłuższej perspektywie. Uważamy, że jego atrakcyjność zostanie zachowana, a nieruchomości będą bezpieczną lokatą kapitału. Uwarunkowane jest to jednak utrzymaniem niskiego bezrobocia oraz dostępnością kredytów — zaznacza Przemysław Dziąg.

Inna perspektywa

Innego zdania jest Tomasz Bojęć, partner zarządzający w think.co. Uważa, że mieszkaniówka „nie odpiera ataku wirusa” tak dobrze, jak przedstawiają to deweloperzy.

— Nie ma jeszcze rzetelnych danych, ile mieszkań faktycznie sprzedano, a z ilu transakcji klienci wycofali się na etapie zaliczki. Wielu kupujących w lutym i na początku marca jeszcze nie było zmuszonych do podjęcia ostatecznej decyzji, co samo w sobie dowodzi, że rynek nie pozostał niewzruszony. Przed uderzeniem koronawirusa żaden deweloper nie zgodziłby się czekać na ostateczną wpłatę dłużej niż dwa tygodnie. Dziś firmy zgadzają się na wydłużenie tego okresu do miesięcy. Widać też pierwsze jaskółki spadku cen — to „promocje”, czyli obniżki o 5-8 proc., o które byłoby trudno w czasach hossy sprzed pandemii — mówi Tomasz Bojęć.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dominika Masajło

Polecane