Najlepszym barometrem nastawienia inwestorów zagranicznych do akcji polskich blue chipów jest kurs PLN/USD - nie mają wątpliwości eksperci towarzystwa zarządzającego funduszami zamkniętymi. Zbieżność notowań tej pary z WIG20 jest bardzo duża.
"Dla inwestorów dolarowych (np. z USA) wpływ na stopę zwrotu na polskiej giełdzie mają dwie zmienne: cena akcji w złotych oraz kurs walutowy złotego wobec dolara w momencie otwarcia i zamknięcia pozycji. Działają oni głównie na akcjach dużych polskich firm, które są płynne. W szczycie paniki po wybuchu wojny na Ukrainie dolar kosztował 5 zł, obecnie jest to 3,5 zł. Amerykański inwestor, który kupił akcje dowolnej polskiej spółki na jesieni 2022 r. i trzyma je do dzisiaj, na samym kursie walutowym zyskał ponad 40 proc." - napisano w liście zespołu Opoka TFI do inwestujących.
Kiedy więc zagraniczni inwestorzy zaczną dochodzić do wniosku, że trend na walucie się zmienia, będą bardziej skłonni sprzedawać akcje. Opoka TFI zwraca uwagę, że w ostatnich dniach w mediach rekordowo często przewijało się słowo "debasement", które można przetłumaczyć jako psucie waluty.
"Nic nie zmienia się w naszym podejściu do walut. Dalej jesteśmy bardzo wstrzemięźliwi w prognozowaniu ich kursów. Tym, co chcemy wyłącznie przekazać, jest coraz większe prawdopodobieństwo, że słabość dolara doczeka się w tym roku wyraźniejszej, dłuższej przerwy. Jest to jeden z dodatkowych istotnych czynników, który może wpłynąć negatywnie na zachowanie polskich największych spółek. W przypadku firm małych i średnich nie musi to mieć większego znaczenia" - dodają eksperci.
Złoto nie jest oczywistą polisą
Ich zdaniem na drastyczne zmniejszenie prawdopodobieństwa dalszych dużych spadków dolara (co byłoby korzystne dla akcji polskich blue chipów) w średnim terminie wskazuje maniakalne zachowanie cen metali szlachetnych.
"Każda narracja traci na znaczeniu, gdy zbyt liczna grupa spekulantów chce zbyt szybko zarobić duże pieniądze" - uważają zarządzający Opoka TFI, którzy jesienią ubiegłego roku trafnie przewidzieli przerwę w złotej hossie. Do jej kontynuacji, a także szalonych zwyżek srebra, nadal podchodza z rezerwą.
"Na jesieni ubiegłego roku przestał nam się podobać zysk do ryzyka na metalach szlachetnych, czemu dawaliśmy wyraz wypowiadając się w mediach społecznościowych. Warto teraz dodać, że w obecnej sytuacji złoto nie powinno być traktowane jako oczywista polisa od negatywnych zdarzeń. Jest ekstremalnie wysoko wycenione w relacji do innych realnych aktywów, w tym pozostałych surowców. Zbyt duże jest również natężenie krótkoterminowej spekulacji, które zbliża obecnie kruszce do zachowania rynku kryptowalut czy innych mocno rozchwianych aktywów" - napisano w liście do inwestujących.
Brak pesymistów jest nagatywny dla rynku
W wątku dotyczącym polskich akcji podkreślono, że na moment pisania listu towarzystwo nie miało w portfelach funduszy ani jednej spółki z WIG20.
"Patrzymy na wyceny największych polskich spółek i nie znajdujemy żadnych atrakcyjnie wycenionych papierów. (...) Odsetek negatywnie nastawionych inwestorów odzwierciedlony w badaniu SII osiągnął na początku stycznia najniższy poziom w historii. Brak pesymistów jest negatywem dla rynku. Potencjalny rozejm na Ukrainie, który jest coraz bliżej, zapewne również zwiększa prawdopodobieństwo negatywnego przesilenia na polskiej giełdzie – analogicznie jak kilka miesięcy po wybuchu wojny doszło do przesilenia pozytywnego i ukształtowania dna notowań" - dodano.
Taki był odsetek giełdowych pesymistów w ankiecie Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych w tygodniu zakończonym 8 stycznia. W ostatniej ankiecie niedźwiedzi było 22 proc.
