Na firmy rozpoczynające działalność na austriackim rynku czekają pułapki. Głębokie, ale łatwo je przeskoczyć.
Wciąż to Polska jest bardziej atrakcyjna dla Austriaków niż Austria dla nas. W Polsce działa około 500 firm austriackich, podczas gdy naszych przedsiębiorstw w Austrii jest około 20-30.
Jak podkreśla Jerzy Jędrzejewski, radca — kierownik wydziału promocji handlu i inwestycji Ambasady RP w Austrii, chociaż wiele polskich firm bez większych problemów działa na austriackim rynku, to nadal zdarzają się przykłady popełniania błędów. Wynika to ze specyfiki tego rynku.
Chodzi o ograniczenia na rynku pracy, które nałożyła Austria na obywateli nowej Unii, przenosząc część niemieckich rozwiązań na swoje podwórko. Tutaj, podobnie jak w Niemczech, Polacy nie mogą pracować bez odpowiedniego pozwolenia, a więc i wykonywać niektórych usług, np. budowlanych, ogrodniczych czy ochroniarskich.
— Zdarzają się przypadki, kiedy firma podpisuje kontrakt, po czym okazuje się, że nie będzie go w stanie zrealizować, bo nie ma wymaganych zezwoleń dla pracowników. Wiąże się to często z dużym opóźnieniem i stratami — opowiada Jerzy Jędrzejewski.
Obostrzenia rynku pracy w Austrii nie są jednak tak restrykcyjne jak w Niemczech. Sektor budowlany nie jest kontyngentowany, ale i tak wymaga się zezwoleń na pracę. Wydaje je tamtejszy urząd Arbeitsmarktservice (AMS). Jego główna siedziba, obejmująca zasięgiem działania całą Austrię, znajduje się w Wiedniu. Poza tym AMS ma także oddziały regionalne w każdym z landów. To od niego powinni zacząć zainteresowani tamtejszym rynkiem przedsiębiorcy.
— Należy zwrócić się najpierw do regionalnego AMS w landzie, gdzie przedsiębiorca chce wykonywać usługi. Jedynie w przypadku wątpliwości lub sporów pomocny może być wiedeński oddział AMS — radzi Jerzy Jędrzejewski.
Jednak i tu pojawiają się problemy. Szereg dokumentów do wypełnienia po niemiecku może być barierą nie do przejścia. Szczególnie dla tych, którzy z AMS-em mają do czynienia pierwszy raz. Proces uzyskiwania zezwoleń może przez to znacznie się wydłużyć. Wtedy warto skorzystać z pomocy… zleceniodawcy.
Według Jerzego Jędrzejewskiego jest to najlepszy i sprawdzony sposób. Plusem jest, że zleceniodawca rekomenduje wówczas firmę, wypełnia lub pomaga wypełnić niezbędne dokumenty poprawnie i szybko. Minus jest jeden — nie zawsze łatwo znaleźć zleceniodawcę, który chce wziąć to na siebie.
Ale na to też jest sposób.
— Świetnym, ale lekceważonym przez polskie firmy, wyjściem znalezienia solidnego austriackiego partnera jest udział (niekoniecznie jako wystawca) w targach — komentuje Jerzy Jędrzejewski.
Mowa tu głównie o największej i najbardziej prestiżowej imprezie tego typu w Austrii — Real Vienna. Zleceniodawcy można poszukać także na mniejszych targach, ich pełna lista znajduje się na stronie www.messe.at.
Kolejnym z pojawiających się problemów jest podwójne opodatkowanie. Zgodnie z przepisami oba kraje mogą uznać daną osobę za swego rezydenta podatkowego. Dla osób fizycznych pracujących w Austrii problem rozwiązał się już w 2009 r. Przestała wtedy obowiązywać tzw. metoda proporcjonalnego odliczania (dochód osiągany za granicą był opodatkowany w Polsce, ale od należnego podatku odliczało się podatek zapłacony za granicą).
Jak mówi Andrzej Remin, adwokat prowadzący kancelarię w Austrii, obecnie obowiązuje tzw. metoda wyłączenia z progresją. To znaczy — w Polsce wyłącza się z podstawy opodatkowania dochód osiągnięty za granicą (a więc w Austrii). Natomiast dla ustalenia stawki od pozostałego dochodu (osiągniętego w Polsce) stosuje się stawkę podatku właściwą dla całego dochodu.
Sytuacja komplikuje się, w przypadku polskich przedsiębiorstw budowlanych wykonujących prace w Austrii. W międzynarodowych umowach podatkowych przyjmuje się zasadę, że jeśli przedsiębiorstwo nie będzie prowadziło działalności w innym państwie poprzez zlokalizowany w nim zakład, to nie będzie płaciło podatków w tym państwie.
— Jeśli przedsiębiorca polski prowadzi w Austrii działalność gospodarczą przez "zakład" przez okres nie dłuższy niż 12 miesięcy, to nie ma niebezpieczeństwa, że dochody zakładu zostaną opodatkowane w obu krajach. Problemy zaczynają się dopiero wtedy, kiedy działalność zakładu przekracza okres 12 miesięcy — tłumaczy Andrzej Remin.
Co zatem zrobić?
— Polak pracujący u Austriaka powinien zwrócić się pośrednio przez swojego pracodawcę do urzędu skarbowego (Finanzamt) i spróbować wyjaśnić sytuację na miejscu. I to zaraz na początku swojego zatrudnienia. Natomiast przedsiębiorca wykonujący kontrakty w Austrii powinien zwrócić się do swego doradcy podatkowego lub adwokata. Nie wyobrażam sobie, żeby polskie przedsiębiorstwa prowadzące międzynarodową działalność robiły zeznania metodą "chałupniczą", nie korzystając z profesjonalnej pomocy. Jeśli tego nie zrobią, to konflikty z urzędem skarbowym są już wtedy niejako zaprogramowane — kon-kluduje Andrzej Remin.