Czytasz dzięki

Dolar dojrzał do odbicia

Mocny przechył w pozycjonowaniu inwestorów oraz wygasanie czynników wspierających euro przemawiają za umocnieniem dolara do wspólnej waluty, ale też do złotego

Obliczany przez giełdę ICE indeks dolara, który pod koniec marca chwilowo znalazł się najwyżej od grudnia 2002 r., osłabł od tamtej pory o 11 proc. Wiele wskazuje na to, że potencjał tego ruchu, towarzyszącego od początku obecnemu rajdowi na rynkach aktywów korzystających na poprawie koniunktury, jest już na wyczerpaniu.

W ubiegły wtorek indeks opisujący wartość dolara znajdował się najniżej od kwietnia 2018 r., a kurs euro do amerykańskiej waluty pierwszy raz od prawie dwóch i pół roku wyszedł ponad pułap 1,20 USD. W kolejnych dniach wartość dolara zaczęła jednak odbijać od dna. Wszystko dzięki lepszemu od oczekiwań odczytowi indeksu koniunktury w amerykańskim przemyśle ISM oraz słownym interwencjom przedstawicieli EBC zachęconym siłą euro.

Wystarczyło, że Philip Lane, główny ekonomista EBC, przyznał, że kurs wspólnej waluty ma znaczenie dla decyzji EBC w sprawie polityki pieniężnej, by inwestorzy zareagowali ucieczką od euro w kierunku dolara.

Pozytywy już w cenach

Umocnienie euro do dolara może być podatne na głębszą korektę także ze względu na ogromny przechył w pozycjonowaniu inwestorów, którzy gremialnie obstawiają dalsze osłabienie amerykańskiej waluty. Kurs euro do dolara windowały w ostatnich miesiącach bezprecedensowa stymulacja fiskalna w Europie, opanowanie epidemii COVID-19 oraz słabość dolara na światowych rynkach. Jednak pogorszenie perspektyw mogłoby zaskoczyć inwestorów, skutkując głębszą korektą.

„Kurs euro do dolara dojrzewa do korekty, w miarę jak poprawa w danych gospodarczych się cofa, korzystny wpływ niższego kosztu pieniądza słabnie, a silny optymizm inwestorów tworzy potencjał do cofnięcia. Zważywszy że wiele dobrych wiadomości jest już w cenach, o dalsze zwyżki euro do dolara może być ciężko” — komentuje w nocie analitycznej Laura Cooper, strateg walutowy agencji Bloomberg.

Zestawienie spływających odczytów danych ekonomicznych z oczekiwaniami wypada w UE coraz słabiej na tle USA — dodaje specjalistka.

Prognozy wyników spółek na Starym Kontynencie stoją w miejscu, choć za oceanem są podwyższane. Jednocześnie wyczerpał się jej zdaniem potencjał wspierającego euro wyrównywania się rentowności obligacji po obu stronach Atlantyku (w ostatnich latach znacznie wyższe rentowności w porównaniu z innymi regionami świata przyciągały kapitał do USA).

„Załamanie różnic w realnych rentownościach, które wywołało rajd na euro, sprowadziło je najniżej od siedmiu lat, w okolice zaledwie 10 punktów bazowych, jednak tam się zatrzymało. Tym samym euro traci ważne źródło wsparcia” — uważa Laura Cooper, dodając, że zmiany w polityce pieniężnej Fedu i EBC wydają się już z nawiązką zdyskontowane przez rynek walutowy.

Oczekiwania co do polityki pieniężnej obu instytucji stabilizują się, a prognozowane tempo wzrostu ich bilansów jest podobne. Bilans banku we Frankfurcie powinien zwiększyć się do końca 2021 r. z równowartości 55 do 70 proc. PKB, czyli tylko nieznacznie mniej od bilansu Fedu. Tylko 2-procentowe umocnienie euro z ostatnich dwóch miesięcy przełożyłoby się na obniżenie prognozy inflacji bazowej o 0,1-0,2 pkt proc. — szacuje specjalistka.

W tej sytuacji nie może dziwić, że oczekiwania inwestorów co do inflacji w strefie euro napotkały trudności z trwałym powrotem powyżej 1,25 proc., podczas gdy w USA przekroczyły 2,15 proc.

Korekta na horyzoncie

Zdaniem Laury Cooper przesadzone, przynajmniej w krótkim horyzoncie, mogą okazać się obawy o pogorszenie fundamentów dolara. Ryzyko związane z bliźniaczymi deficytami niwelują nadmierne oszczędności w sektorze prywatnym. Ryzyko związane z wyborami wydaje się uwzględnione w cenach, zważywszy że rynki predykcji już od marca wskazywały na zwycięstwo Joe Bidena.

„Przy braku poważnej alternatywy dolar nadal jest główną walutą rezerwową świata, a wsparciem dla niego są nawroty awersji do ryzyka na globalnych rynkach” — ocenia specjalistka Bloomberga.

W momencie gdy wiele czynników przestaje grać na korzyść euro, skrajny przechył w pozycjonowaniu inwestorów może być zapalnikiem, który uruchomi korektę na głównej parze walutowej świata. Inwestorzy spekulacyjni mają skłonność do gry zgodnie z obowiązującą na rynku tendencją, co dotychczas napędzało umocnienie euro do dolara. Jednak wskaźniki pozycjonowania już teraz pokazują, że inwestorzy zaczynają się wycofywać z obstawiania pogłębiania się osłabienia dolara.

„Średnioterminowe perspektywy euro nadal są dobre. Europejskie akcje powinny zyskiwać, jeśli wygaśnięcie stymulacji fiskalnej i ryzyko polityczne za oceanem doprowadzą do odpływów kapitału z USA. Jednak po tak znaczącym umocnieniu euro jak obserwowane w ostatnich miesiącach o kontynuację może być ciężko” — podsumowuje Laura Cooper.

Tymczasem o wyczerpywaniu się, przynajmniej w krótkiej perspektywie, potencjału osłabienia dolara można mówić także w kontekście jego notowań do złotego. Wskazuje na to sytuacja techniczna wykresu pary USD/PLN, gdzie ostatnie 10 lat umocnienia opisywał wznoszący się kanał. Trwające od końca marca osłabienie dolara, który od szczytu do ostatniego dołka stracił wobec złotego aż 65 groszy, sprowadziło notowania pary do wsparcia, jakim jest dolne ograniczenie formacji. Nawet jeśli zakładać, że w dłuższej perspektywie siła dolara będzie niemożliwa do utrzymania, to korekcyjne umocnienie się kursu amerykańskiej waluty w kierunku pułapu 4 zł wydaje się bardzo prawdopodobne.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane