Czy po rewolucji w zarządzie PKN premier weźmie się za inne spółki? Doradcy wątpią, choć, ich zdaniem, jest kogo wymieniać.
Przedstawiciele firm doradczych unikają oficjalnych komentarzy dotyczących zapowiedzi premiera Marka Belki w sprawie zmian w zarządzie PKN Orlen. Wypowiadając się anonimowo, nie pozostawiają na szefach Orlenu suchej nitki.
— Oceniam ten zarząd fatalnie. Profesjonalizm jest tym ludziom całkowicie obcy. To żenujące, żeby osoby pozbawione merytorycznego przygotowania kierowały taką firmą — mówi przedstawiciel jednej z dużych kancelarii prawnych.
Według doradców, argument, że firma pod rządami Zbigniewa Wróbla osiągnęła w ubiegłym roku rekordowe wyniki, przywoływany w obronie kontrowersyjnego prezesa spółki, jest naciągany.
— Ubiegłoroczne wyniki Orlen zawdzięcza przede wszystkim sytuacji na światowym rynku paliwowym. Gdyby w tym czasie kierował nim profesjonalny zarząd, byłyby dużo lepsze. To kierownictwo nie zrobiło nic lub prawie nic w zakresie fundamentalnego porządkowania spółki — uważa jeden z ekspertów.
Nasi rozmówcy mają zastrzeżenia do formy, na jaką zdecydował się premier, ale wszyscy są przekonani o czystości jego intencji.
— Jeśli nawet decyzja premiera nie jest całkiem wolna od podtekstów politycznych, to i tak jestem przekonany, że podstawowe motywy są merytoryczne. Marek Belka nie zaryzykowałby reputacji, by przez kilka miesięcy załatwiać partykularne interesy polityków. Mam nadzieję, że to początek przyglądania się ,,znajomym królika” rozsianym po różnych państwowych spółkach — mówi doradca.
Drugi z ekspertów jest raczej sceptyczny.
— Nie spodziewam się, że po załatwieniu sprawy z Orlenem, nastąpi hekatomba w zarządach innych spółek. A szkoda, bo bardzo by się przydała — dodaje prezes.
Zdaniem ekspertów, pewne kontrowersje może budzić zaproponowanie na stanowisko prezesa Orlenu Pawła Gricuka z JP Morgan, w którym pracował Marek Belka.
— Z drugiej strony, trudno, żeby premier rekomendował na szefa koncernu kogoś, kogo nie zna. Poza tym Paweł Gricuk jest fachowcem, finansistą i z pewnością nie pozwoliłby, by z kasy spółki wypływały pieniądze, jak to się dzieje teraz — dodaje ekspert.
Najpoważniejszy zarzut pod adresem premiera dotyczy aroganckiego zachowania skarbu państwa (SP) jako akcjonariusza.
— Kolejny raz mniejszościowy udziałowiec, nie pytając o zdanie pozostałych, arbitralnie zmienia zarząd spółki publicznej. Już pora, żeby SP pozbył się tych akcji, a jeśli nie chce całkowicie utracić kontroli nad spółką, niech zachowa złotą akcję i wpływa na decyzje strategiczne — uważa ekspert.