Dostawa nie lubi poniedziałków

Słabo na początku tygodnia, najlepiej po wypłacie i wciąż przez telefon — tak działa rynek jedzenia z dowozem. Wszyscy chcą na nim być

Segment jedzenia w dostawie stanowi obecnie około 5 proc. wartego 25 mld zł rynku HoReCa — podaje Stava, firma z własną flotą kurierów, która wyspecjalizowała się w realizacji takich zamówień na rzecz restauracji.

Chwali się współpracą m.in. z Pizzą Hut, Subwayem czy Salad Story. Raport Stavy o rynku dowozu jedzenia jest pierwszym tego typu. Firma opiera wnioski na analizie kilkuset tysięcy dowozów ze 160 restauracji. — Segment dowozów rośnie rocznie o około 10 proc., a cały rynek gastronomiczny o 5 proc. — podaje Grzegorz Aksamit, wiceprezes Stavy.

Drogi internet

Wciąż pojawiają się nowi gracze. Wielkie przygotowania do usług dowozu ogłaszał m.in. Sfinks, właściciel takich marek jak Sphinx, Chłopskie Jadło i Wook. Podawał, że negocjuje przejęcie portalu, który miałby przynieść gastronomicznej grupie synergie „w zakresie usługi delivery”. AmRest, rozwijający sieci m.in. pod szyldami Pizza Hut, KFC i Burger King, poinformował w kwietniu, że chce zostać większościowym udziałowcem pizzaportal.pl, bo pozwoli mu to dotrzeć do nowych klientów i zwiększy dostępność ofert swoich restauracji. Stava podaje jednak, że zamówienia składane przez internet, pomimo aktywnych działań reklamowych portali, stanowią niecałe 40 proc. zleceń dostawy jedzenia.

— Przyczyną mogą być wysokie prowizje pobierane od restauracji przez pośredniczące portale. W przypadku głośnego ostatnio UberEats prowizja wynosi aż 30 proc., a w przypadku portali nieobsługujących dowozu (np. Pyszne. pl, PizzaPortal) prowizja to zazwyczaj 10-12 proc. Dodatkowo restauracja musi zorganizować dowóz na własny koszt, więc placówki, dla których dowozy nie są jedynie dodatkiem do biznesu, starają się za wszelką cenę pozyskać klienta bezpośrednio — twierdzi Grzegorz Aksamit.

Przejadanie wypłaty

Szczyt telefonicznych i internetowych zamówień to pora lunchu w dniach roboczych, czyli 11-12.

— Najniższe średnie rachunki klienci płacą w poniedziałki, a najwyższe w piątki. W poniedziałki najmniejsza jest też liczba zamówień — to najmniej opłacalny dzień dla restauratorów, więc niektórzy rezygnują z pracy w poniedziałek — mówi Grzegorz Aksamit. Słupki rosną też po 10. dniu każdego miesiąca.

— Kiedy większość Polaków dostaje wypłaty, widać wyraźny skok liczby zamówień jedzenia z dowozem. Czasami to zjawisko zaburzone jest innymi czynnikami, jak pogoda czy święta. Istotny jest też dzień tygodnia, na który przypada wypłata. Liczba zamówień w pierwszy weekend „po” jest średnio o 12 proc. wyższa niż w weekend „przed” — mówi wiceprezes Stavy.

OKIEM BRANŻY

Hamburger na kółkach

KRZYSZTOF KŁAPA

dyrektor ds. korporacyjnych w McDonald’s Polska

Przeprowadzone w Polsce testy sprzedaży jedzenia z dostawą wykazały, że to dla nas segment z bardzo dużym potencjałem. Kończymy przygotowania do wprowadzenia takiej usługi na stałe, zaczniemy w najbliższych tygodniach od niewielkiej puli restauracji. Potem będziemy dołączać kolejne. Największym wyzwaniem jest logistyka — dostarczenie produktu w jak najkrótszym czasie w sposób, który zapewni tę samą jakość co w punktach stacjonarnych. Mamy tę przewagę, że sieć restauracji w Polsce jest duża, więc odległości do klientów są relatywnie małe. Ponadto mamy globalne know-how — w Azji dostawy w McDonald’sie realizowane są od wielu lat. Wejście w ten kanał sprzedaży to szansa m.in. na dotarcie do klientów w innych porach dnia, niektórym wieczorami nie chce się wychodzić z domu po jedzenie. To też odpowiedź na coraz mocniejszy trend convenience.

OKIEM BRANŻY

Pizza na miejscu

IWONA OLBRYŚ

prezes Telepizzy w Polsce

Ostatnie lata to okres dynamicznego wzrostu na rynku dostawy. Widać duży ruch i można liczyć na taką tendencję przez kilka kolejnych lat. Debiutują tu kolejni gracze gastronomiczni, ale też powstają firmy wyspecjalizowane tylko w usługach dowożenia. To kwestia wygody klienta i coraz większego pośpiechu. Dla nas dostawa to 70 proc. sprzedaży. Jest to od lat stabilnie rosnąca część naszej działalności. Stała się jednak bardziej kosztowna niż w ubiegłych latach. Podczas gdy niektórzy dopiero wkraczają do tego kanału, my rozwijamy inne obszary biznesu. Ostatnie dwa lata to inwestycje w rebranding, zmianę wizerunku naszych restauracji, zakup foodtrucków i nowe lokale w galeriach handlowych, aby zwiększyć także sprzedaż jedzenia na miejscu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Branża spożywcza / Dostawa nie lubi poniedziałków