Dotacyjny as idzie na giełdę

opublikowano: 25-01-2021, 20:00

Biotechnologiczny Captor Therapeutics, który pozyskał około 175 mln zł dotacji na projekty lekowe, szykuje się do debiutu na GPW. Badania potrwają jeszcze lata.

Przeczytaj tekst i dowiedz się:

  • Na jakim etapie są projekty, nad którymi pracuje Captor
  • Czym te projekty różnią się od prac prowadzonych przez inne notowane na giełdzie biotechnologiczne spółki
  • Na co radzi zwrócić uwagę analityk przy ocenie inwestycyjnej Captora

Na warszawską giełdę przestały wchodzić firmy z tzw. starej gospodarki. Dziesięciu ostatnich debiutantów wywodziło się z branż: growej, energii odnawialnej, handlu internetowego oraz biotechnologii i technologii medycznych. W tym roku będzie podobnie.

Do debiutu na głównym rynku szykuje się Captor Therapeutics, biofarmaceutyczna spółka z bazą badawczą we Wrocławiu, która do tej pory na rozwój projektów lekowych zawarła umowy na około 175 mln zł dotacji. Prospekt emisyjny w Komisji Nadzoru Finansowego złożyła jeszcze we wrześniu i wciąż czeka na jego zatwierdzenie, dlatego przedstawiciele Captora nie mówią jeszcze oficjalnie, ile pieniędzy chcą pozyskać z oferty publicznej. Tłumaczą natomiast, czym się zajmują.

– Mamy obecnie w portfolio pięć projektów lekowych na etapie przedklinicznym, z czego trzy znajdują się już w fazie optymalizacji cząsteczki wiodącej. Spółka wcześniej pozyskała w kilku rundach pieniądze od prywatnych inwestorów oraz wiele dotacji z grantów publicznych – mówi Tom Shepherd, prezes Captora.

Dzięki pieniądzom od inwestorów giełdowych spółka chce finansować kolejne etapy badań w prowadzonych już projektach lekowych i rozpocząć następne prace badawczo-rozwojowe, a także „skuteczniej wykorzystywać“ otrzymane do tej pory dotacje i środki inwestycyjne.

- Nasze projekty będą monetyzowane dzięki umowom partnerskim z dużymi spółkami farmaceutycznymi i biotechnologicznymi – mówi Tom Shepherd.

Zyski z degradacji

Na warszawskiej giełdzie jest już notowana jedna biotechnologiczna spółka z Wrocławia — Pure Biologics, która niedawno, po emisji o wartości 54 mln zł, przeskoczyła z NewConnect na duży parkiet. Prezesem i znaczącym akcjonariuszem Pure Biologics jest Filip Jeleń, który do kwietnia 2020 r. kierował obiema spółkami. Współzałożycielami i znaczącymi akcjonariuszami Captor Therapeutics są również m.in. Michał Walczak, członek zarządu i szef naukowy, oraz Sylvain Cottens, który pełni funkcję pierwszego wiceprezesa ds. chemii.

– Prezentujemy inne podejście niż spółki biotechnologiczne, które są już notowane na warszawskiej giełdzie. Koncentrujemy się na celowanej degradacji białek (TPD), czyli mającej znaczny potencjał terapeutyczny innowacyjnej technologii usuwania konkretnych dysfunkcyjnych białek, których obecność w organizmie jest powiązana z określonymi chorobami – mówi Tom Shepherd.

Biotechnologiczny internacjonalizm:
Biotechnologiczny internacjonalizm:
Captor Therapeutics zatrudnia obecnie około 80 osób, z czego połowa ma tytuł doktora. Prace badawcze prowadzi w laboratorium we Wrocławiu, ma też biuro w Szwajcarii, skąd spółką kieruje Tom Shepherd — szkocki menedżer z 30-letnim doświadczeniem w zarządzaniu firmami biotechnologicznami oraz kilkoma dużymi rundami finansowania i transakcjami sprzedaży licencji lekowych na koncie.

Według przedstawicieli Captora celowana degradacja białek ma potencjał, aby stać się przełomową technologią w medycynie – jej mechanizm działania ma przezwyciężać dotychczasowe ograniczenia powszechnie stosowanych leków, w rodzaju inhibitorów lub leków biologicznych, np. przeciwciał i białek terapeutycznych. Firmy pracujące nad terapiami TPD liczą na to, że takie leki będą m.in. mniej toksyczne i będą mogły być wykorzystywane w leczeniu odpornych na inne terapie nowotworów.

– Istnieje wiele potencjalnych celów terapeutycznych dla leków opartych na TPD. Ponadto metody wykorzystujące technologię TPD można łączyć z innymi terapiami. Praktycznie wszystkie terapie opracowane od pojawienia się przemysłu farmaceutycznego opierają się na tzw. małych cząsteczkach lub lekach biologicznych, które oddziałują na około 700 celów terapeutycznych. To zaledwie jedna piąta wszystkich potencjalnych celów terapeutycznych, które można wykorzystać do opracowywania leków. Ze względu na niepowtarzalne i zupełnie odmienne podejście technologia TPD może zostać zastosowana do dużej części niebadanych dotychczas celów terapeutycznych i dlatego pole do rozwoju nowych terapii opartych na TPD jest bardzo szerokie – tłumaczy Tom Shepherd.

Lekowa kolejka

Potencjalne leki, nad którymi obecnie pracuje Captor, mają być stosowane przede wszystkim w leczeniu nowotworów i chorób autoimmunologicznych. Najbardziej zaawansowane projekty to CT-01 — ma ma być wykorzystywany w leczeniu raka wątrobowokomórkowego (trzeciego pod względem umieralności wśród nowotworów) oraz CT-02, który może znaleźć zastosowanie m.in. w leczeniu zespołów mielodysplastycznych, ostrej białaczki szpikowej, a także tocznia, czyli choroby autoimmunologicznej.

- Nie ma obecnie skutecznego leczenia raka wątrobowokomórkowego, a choroba jest zazwyczaj diagnozowana bardzo późno. Pracujemy nad innowacyjnym podejściem terapeutycznym w ramach programu CT-01 – na rynku nie pojawił się jeszcze żaden konkurencyjny lek celujący w niewłaściwie działające białka, które chcemy degradować z wykorzystaniem naszej cząsteczki – mówi prezes Captora.

W przypadku raka wątrobowokomórkowego potencjalny rynek, według przedstawicieli spółki, jest wart ponad 2,2 mld USD.

- To najmniejszy rynek spośród naszych głównych wskazań. Obecnie dostępne leki nie są skuteczne, a przeżywalność pacjentów jest bardzo niska. Skuteczny lek przeciw tej chorobie nowotworowej znacząco zwiększyłby rozmiar rynku – mówi Tom Shepherd.

W projekcie CT-02 spółka atakuje cel terapeutyczny znany w przebiegu chorób, na które istnieje już kilka leków.

- Sądzimy jednak, że nasz lek może mieć mniej skutków ubocznych niż obecne terapie. W taki sposób chcemy budować portfolio – z jednej strony mieć w nim cząsteczki atakujące zupełnie nowe cele, a z drugiej opracowywać leki, które przezwyciężają ograniczenia istniejących terapii dla już rozpoznanych celów molekularnych. Takie zróżnicowane portfolio ma ograniczać ryzyko niepowodzenia projektów – mówi Tom Shepherd.

Okiem eksperta
O czym musi pamiętać inwestor biotechnologiczny
Michał Ficenes
zarządzający portfelami ochrony zdrowia w Skarbiec TFI

Ocenę inwestycyjną spółek biotechnologicznych na wczesnym etapie rozwoju należy zacząć od członków zarządu - tego, jakie mają doświadczenie, track-record przy innych projektach i na ile ufamy ich zapowiedziom. Zarząd w tej branży ma ogromne znaczenie. Następnym krokiem jest analiza projektów badawczych i technologii, na której skupia się spółka. Sprawdzamy, czy na innych giełdach notowane są już firmy zajmujące się podobnymi mechanizmami działania - a jeśli tak, to jak sobie radzą, czy podpisywały już umowy partneringowe z większymi firmami farmaceutycznymi i jaka jest ich wartość. Należy ostrożnie podchodzić do całkowitej wartości rynku na poszczególne choroby, jeżeli dana spółka nie określiła jeszcze dokładnie, jaka jest docelowa grupa pacjentów, których zamierza leczyć. Gdy poszukujące kapitału spółki są na bardzo wczesnym, przedklinicznym etapie prac, liczy się przede wszystkim technologia i innowacyjność mechanizmu działania, która może być atrakcyjna dla poszczególnych partnerów.

Lata badań

Projekty Captora wymagają jeszcze kilku lat prac badawczych, nim będą mogły wejść w etap badań klinicznych.

– W przypadku najbardziej zaawansowanych cząsteczek, CT-01, CT-02 i CT-03 planujemy wejść w fazę badań klinicznych na ludziach w 2023 r. Jeśli chodzi o dwie kolejne cząsteczki w naszym portfolio, będziemy potrzebowali co najmniej kolejnego roku, by dojść do takiego etapu – mówi Tom Shepherd.

Prezes Captora podkreśla, że platforma technologiczna spółki pozwala na szybkie generowanie kolejnych projektów lekowych wczesnych faz.

- W rezultacie, gdy jeden z projektów w naszym pipeline zostanie przekazany na licencji do partnera, zastąpimy go nowym projektem pochodzącym z platformy TPD. Przy obecnej wielkości firmy pięć do sześciu wewnętrznych projektów prowadzonych jednocześnie, plus dwa lub trzy projekty we współpracy finansowane przez partnerów to liczba optymalna – mówi Tom Shepherd.

Efekty na sprzedaż

Leki wykorzystujące mechanizm TPD wzbudzają coraz większe zainteresowanie dużych koncernów farmaceutycznych. W ciągu ostatnich dwóch lat kilkanaście transakcji zakupu praw do tych cząsteczek było wartych łącznie prawie 11 mld USD. Tylko w 2020 r. francuskie Sanofi kupiło prawa do dwóch potencjalnych leków w umowach wartych 4,5 mld USD (w tzw. biodolarach, czyli rozłożonych na lata płatnościach, uzależnionych od osiągania kolejnych kamieni milowych w pracach nad lekami).

Prezes Captora nie chce deklarować, na którym etapie spółka będzie sprzedawała prawa do projektów lekowych większym firmom.

– To zależy od konkretnego projektu. Oczywiście im późniejszy etap prac, tym większą wartość umowy można uzyskać, ale samodzielne prowadzenie projektu do takiego etapu rozwoju wiąże się również z koniecznością ponoszenia wyższych kosztów. Nie wykluczamy sprzedaży licencji lub praw do niektórych cząsteczek jeszcze w fazie przedklinicznej, choć w przypadku niektórych projektów optymalnym terminem byłoby zrobienie tego na początku pierwszej fazy badań klinicznych – przed rozpoczęciem bardzo kosztownych badań drugiej i trzeciej fazy – mówi Tom Shepherd.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane