Polska jest największym placem budowy w Europie — to hasło od kilku lat jest powtarzane przez rządzących polityków. Fakt — rynek kontraktów na szybkie trasy przekracza znacznie 60 mld zł. Jednak w tej beczce miodu jest łyżka dziegciu. A raczej chochla...
— Kończymy analizę danych za 2010 i 2011 r., przekazanych przez firmy budownictwa drogowego. Już dziś — na podstawie wstępnych szacunków — można powiedzieć, że około 70 proc. firm na realizacji kontraktów ponosi straty, a około 30 proc. wychodzi na zero albo ma niewielkie zyski — mówi Wojciech Malusi, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa (IODP), która zrzesza ponad 200 firm. OIDP wspólnie z firmą konsultingową Arcata Partners co roku przygotowuje branżowe raporty, oceniające wyniki przedsiębiorstw także spoza organizacji na podstawie bilansów i ankiet wypełnianych przez prezesów.
— Wyniki są bardzo złe. Pytamy na przykład o rentowność kontraktów oraz o wartość rynku, czyli wielkość zamówień, i na tej podstawie liczymy wskaźnik koniunktury. W 2011 r. sięgnie -60 pkt, podczas gdy w najlepszym, 2006 r., sięgał 60 pkt — szacuje Jacek Stefański, jeden z założycieli Arcata Partners. Idealny model rentowności i portfela to + 100 pkt, katastrofa nastąpiłaby przy -100 pkt.
— Obecne dane wskazują, że zamówienia przestają rosnąć, a rentowność wciąż spada — ocenia Jacek Stefański. W 2006 r., kiedy wskaźnik był najwyższy, inwestycje w drogi krajowe były na poziomie 7,8 mld zł. Wówczas jednak firmy drogo wyceniły usługi, a Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad dostawała oferty znacznie przekraczające kosztorysy. W 2008 r. sytuacja zaczęła się zmieniać. Dyrekcja wydała na drogi 13,6 mld zł, ale firmy zaczęły składać oferty nawet o połowę niższe od kosztorysu.
— Wzrost zamówień zneutralizował wówczas spadek rentowności i w 2008 r. wskaźnik koniunktury wyniósł zero — opowiada Jacek Stefański.
Jednak już dwa lata później, choć wartość robót drogowych wzrosła do prawie 20 mld zł, wskaźnik został oszacowany na — 20 pkt. W realizację weszły tzw. kontrakty za pół ceny. Pogorszenie koniunktury widzą też inni.
— Analizujemy dane głównie dużych firm. Ze wstępnych szacunków wynika, że sprzedaż wciąż rośnie, ale rentowność rzeczywiście spada. Coraz niższe są także portfele zamówień — ocenia Marek Michałowski, szef Związku Pracodawców Budownictwa i przewodniczący rady nadzorczej Budimeksu. Brak pieniędzy w branży — mimo gigantycznych kontraktów — widać coraz wyraźniej. — Pojawiają się zatory płatnicze — ostrzega Marek Michałowski.
OKIEM PREZESA
Problemy na horyzoncie
DARIUSZ BLOCHER
prezes Budimeksu
W 2012 r. skala robót jest porównywalna z tegoroczną, ale brak zamówień nawet na projektowanie oznacza problemy w 2013 r. Jeśli natomiast chodzi o porównanie portfela i rentowności, w przypadku Budimeksu w przyszłym roku jego wartość będzie spadać szybciej niż rentowność, a w przypadku branży myślę, że oba wskaźniki będą się obniżać porównywalnie.