Harald Sinozęby przyjął chrześcijaństwo tysiąc lat temu, a Skandynawowie wciąż nie nazywają Bożego Narodzenia Kristmesse, jak wiernym przystało.
Yuletide — czas świąteczny. To określenie występuje w staroangielskich kolędach, jednak dla Anglosasów, przekonanych przez hierarchów kościelnych, Boże Narodzenie to od dawna: Christ’s Mass — Msza Chrystusa. Z Duńczykami nie poszło tak łatwo. Woleli zostać przy pogańskim Jul, Yule lub Géol, a do obchodów Bożego Narodzenia włączyły się istoty ze skandynawskich sag — nieduże stworzonka zwane nisser: krewni skrzatów, elfów i chochlików. Raz w roku opanowują cały kraj — widać je w witrynach sklepów, na parapetach i ścianach domów, uczepione koniuszkami palców ram obrazów... Niektórzy spóźnieni biesiadnicy zaklinają się nawet, że wracając z gwiazdkowych przyjęć, spotkali nisser w autobusach i pociągach. Poznali je po stroju przypominającym nieco odzienie św. Mikołaja: szarych spodniach lub spódnicach, drewniakach i szpiczastych czerwonych czapkach. Jednakże jedynym poważnym dowodem na istnienie nisser są wylizane do czysta miski po ryżowej owsiance — duńskie dzieci od wieków stawiają ją skrzatom na strychu, by obłaskawić nieco te złośliwe stworzenia.
Oczekiwanie
Już 1 grudnia zaczyna się odliczanie do Gwiazdki. Każdego dnia, aż do Wigilii, dzieci otwierają jedno okno adwentowego kalendarza. Znajdują tam czekoladkę, niedrogą zabawkę... Coś, co umili im dłużący się czas.
Dorośli czekają na Boże Narodzenie, paląc świece adwentowe z zaznaczonymi liczbami od 1 (na górze) do 24 (na dole). Zapalają je raz dziennie, „spalając” tylko jeden dzień. A świeca pokazuje, ile czasu zostało do świąt. Równie popularne są wieńce adwentowe z zielonych gałązek ozdobionych czerwonymi wstążkami. Wtyka się w nie cztery świece — jedną na każdą z czterech ostatnich niedziel adwentu. Przedświąteczne dni to także czas wysyłania pocztówek — wszak Dania to pierwszy kraj, w którym wprowadzono, w 1904 r., specjalne bożonarodzeniowe znaczki. Dochód z ich sprzedaży przekazywany jest „Domom Znaczków Świątecznych”, czyli na rzecz dzieci w trudnej sytuacji życiowej. Ale przedświąteczną atmosferę celebruje nie tylko poczta. Włączają się nawet... duńskie browary! Już w połowie listopada na ulice wyjeżdżają konne wozy Tuborga i Carlsberga. Udekorowane girlandami i duńskimi flagami, rozwożą Julebryg — specjalnie warzone świąteczne piwo, rozdawane za darmo przez załogę w czapkach Mikołajów. Bożonarodzeniowy Tuborg zawiera 5,7 proc. alkoholu, a Julepilsner — produkowany przez Carlsberga od lat 20. XX w. — tylko 4,6 proc. Również Aalborg Akvavit, by nie zostać w tyle za konkurencją, przygotowuje co roku limitowaną serię świątecznego sznapsa. Jednak napitkiem najlepiej rozgrzewającym w ciemne, chłodne, przedświąteczne dni jest glogg — mocne grzane wino z hojnym dodatkiem namoczonych w sznapsie rodzyn-ków, migdałów, cynamonu i goździków.
Migdałowy król
Zanim Duńczycy zasiądą do świątecznych posiłków z rodziną, czeka ich uroczysty obiad w pracy. Te imprezy wzbudzają jednak pewne kontrowersje, bo rzadko zaprasza się na nie zamężne i żonatych. Pewnie dlatego, że firmowy obiad, zaczynający się po południu, może trwać i do świtu dnia następnego! A potem trzeba przeżyć jeszcze kilka przedświątecznych obiadów z rodziną i przyjaciółmi, no i wigilijną wieczerzę. Posiłek ważny, choć nie postny — króluje pieczeń wieprzowa ze skwarkami, pieczona kaczka albo gęś nadziewana jabłkami i suszonymi śliwkami, a do tego słodka i kwaśna czerwona kapusta, ziemniaki w karmelowej polewie z cukru, dżem oraz drylowane ogórki marynowane na słodko. I deser — gotowany ryż w bitej śmietanie z wanilią, posiekanymi migdałami i gorącą wiśniową polewą. Biesiadnicy, niezależnie od tego, czy lubią słodkości czy nie, pochłaniają kopiaste porcje tego specjału, bo tradycja nakazuje pani domu wrzucić do ryżu jeden cały migdał. Jego szczęśliwy znalazca otrzymuje specjalny „migdałowy prezent”. Po kolacji wszyscy rozpakowują podarki, ułożone pod choinką udekorowaną m.in. prawdziwymi świecami, a nie elektrycznymi lampkami, duńskimi flagami i koszyczkami pełnymi czekoladek. Rodzina, trzymając się za ręce, chodzi wokół choinki śpiewając kolędy. Podczas świątecznego obiadu na stoły wjeżdżają zaś śledzie, marynowany łosoś, pasztet z wątróbki, kaczka na słodko, pieczeń wieprzowa i ryżowy pudding, popijane piwem i sznapsem. Obiad w pierwszy dzień świąt jada się w domu, natomiast 26 grudnia rodzina udaje się na kulinarną orgię do krewnych lub przyjaciół. W miastach kursują wtedy specjalne autobusy i pociągi, by świętujący obywatele nie próbowali siadać za kierownicą po alkoholu.
