Zaczęło się jak w bajce, ale w jednej chwili zmieniła się ona w wielomiesięczny horror zakończony wątpliwym happy endem.
Wieczorem pod luksusową rezydencję w Berkeley w Kalifornii zajechał biały cadillac. Donald DeFreeze, Bill Harris i Angela Atwood sforsowali drzwi i zaskoczyli parę narzeczonych — Patricię Campbell Hearst, dziedziczkę prasowego imperium Hearsta, i 26-letniego doktoranta filozofii Stevena Wooda. Owiniętą w niebieski szlafrok kąpielowy Patricię napastnicy wrzucili do bagażnika. Wood stawiał opór, więc go dotkliwie pobili kolbą broni.
Rewolucjoniści amatorzy
Porwania dokonała grupa o dziwnej nazwie Symbiańska Armia Wyzwolenia (Symbian Liberation Army). Określali się jako rewolucjoniści, ale cele polityczne mieli dość mgliste. Ameryka wówczas wrzała: trwał kryzys paliwowy, gęstniała atmosfera wokół prezydenta Nixona w związku z aferą Watergate, dogasała wojna w Wietnamie. Powstawały setki radykalnych grup, takich jak Weather Underground lub Czarne Pantery. Niektóre walczyły jedynie słowem, organizując demonstracje. Inne sięgały po pistolety i bomby. Łączył ich przeciwnik: amerykański establishment.
Późniejsze śledztwo FBI wykazało, że korzenie SLA sięgają kalifornijskiego więzienia Vacaville i stworzonego w nim Kulturalnego Stowarzyszenia Czarnych. Tam powstał program armii, który przewidywał walkę z rasizmem, seksizmem, kapitalizmem, faszyzmem, indywidualizmem, własnością i konkurencją.
Na krwawym szlaku
Pierwszą ofiarą tej wojny stał się Marcus Foster, czarnoskóry kurator oświatowy z Oakland w Kalifornii. Został zastrzelony w listopadzie 1973 r. w odwecie za plany kuratorium wprowadzenia identyfikatorów dla uczniów. SLA uznało to za faszystowski pomysł inspirowany przez CIA.
Hearst została następną ofiarą, z pewnością najgłośniejszą. Czy rzeczywiście ofiarą? Pierwsze przekazy od SLA zawierały żądanie, aby jej ojciec Randolph Hearst rozdał najuboższym mieszkańcom Kalifornii wartą setki milionów dolarów żywność. Przekazanie oryginalnego okupu trudno uznać za udane. Przy ciężarówkach z żywnością w East Oakland doszło do zamieszek. Byli ranni.
Wkrótce przekazy od SLA stały się jeszcze dziwniejsze. Patty Hearst wyrzekła się w nich rodziny i dotychczasowego życia. Przyjęła rewolucyjne imię Tania. Manipulacja? Wątpliwości znikły 15 kwietnia 1974 r. Na filmach ochrony (na zdjęciu u góry), które zarejestrowały napad na bank Hibernian w San Francisco, można było bez trudu rozpoznać jedną z uczestniczek — Patty Hearst uzbrojoną w karabinek M-1.
Miesiąc później ochrona usiłowała zatrzymać dwóch członków SLA w sklepie w Los Angeles. Bez powodzenia, ale policja wpadła na trop szajki. Po jednej z największych obław w historii miasta (400 policjantów wspomaganych przez agentów FBI) Don DeFreeze, który przyjął tytuł marszałka pol-nego SLA, i pięciu jego druhów zostaje osaczonych w domu na południowych przedmieściach Po kilkugodzinnym oblężeniu wszyscy zginęli. Patty i kilku niedobitków SLA przebywało w tym czasie w motelu niedaleko Disneylandu i oglądało masakrę w TV.
Mały happy end
We wrześniu 1975 r., 19 miesięcy od porwania, w ręce FBI wpadła również Patty Hearst. Podczas pierwszego przesłuchania, gdy śledczy zapytali ją o zawód, odpowiedziała: miejski partyzant (urban guerilla).
Podczas procesu obrona pod wodzą Lee Baileya usiłowała wykazać, że Patty poddano praniu mózgu. W pierwszych tygodniach po porwaniu miała być torturowana i jej przyłączenie się do grupy spowodowała odmiana tzw. syndromu sztokholmskiego. Prokuratura żądała sześciu lat więzienia. Sędzia skazał ją na siedem. Wkrótce prezydent Jimmy Carter zastosował akt łaski i zredukował wyrok do dwóch lat, a wiele lat później Bill Clinton ostatecznie ją ułaskawił.
Miało to jedynie znaczenie formalne, bo Hearst od dawna przebywała na wolności. Ma męża, byłego policjanta i ochroniarza. Napisała dwie książki. Wystąpiła w kilku epizodycznych rolach. A historia jej porwania do dziś inspiruje dziesiątki autorów i filmowców.
