Epitafium dla diesla

Marcin BołtrykMarcin Bołtryk
opublikowano: 2016-09-29 22:00

Przyszłość motoryzacji to prąd. Etapem przejściowym będą hybrydy. Znaczy już są. Paryska wystawa motoryzacyjna nie pozostawia co do tego wątpliwości

Pierwsza edycja salonu samochodowego w Paryżu odbyła się w 1898 r. Kilka lat później z pewnością pokazywano tu pierwsze auta elektryczne, ale dopiero od teraz auta elektryczne (lub hybrydowe) pokazują niemal wszyscy. I wszyscy upatrują w nich przyszłości motoryzacji. Mercedes jako pierwszy w historii wepchnął pod maskę auta osobowego silnik Diesla.

REWOLUCJA:
REWOLUCJA:
Nikt nie ma wątpliwości, że przyszością motoryzacji jest prąd. Różnice polegają wyłącznie w określeniu terminu rewolucji. Według jednych, ma to nastąpić za 5, według innych za 15 lat. Niemal wszyscy jednak są już gotowi i mają w ofercie choćby hybrydę. Na zdjęciu koncept zapowiadający nową markę Mercedesa, linię elektrycznych aut premium. Auto ma około 500 KM i zasięg równy mocy — 500 km.
Bloomberg

Teraz spod masek wyciągną do normy Euro. Do gry wchodzi prąd. Diesel pod maską osobówki był przełomem. W latach 30. ubiegłego wieku Mercedes 280D (pierwsza osobówka z silnikiem wysokoprężnym) miała agregat o pojemności 2,6 l i mocy 45 KM. 20 lat później w popularnych „pontonach” (model o fabrycznym oznaczenu W120) montowano już silniki o pojemności 1,8 l i mocy 40 KM. Diesle ceniono za trwałość i niskie zapotrzebowanie na paliwo („pontony” z dieslem zużywały około 6,5 l na 100 km). Wtedy nikt nie liczył emisji CO 2 czy NO X.

Kolejne lata rozwoju tych silników i postępy czynione przez inżynierów rozkochiwały w dieslach kolejne pokolenia, a postęp to godny odnotowania. Współczesna klasa E z dwulitrowym silnikiem wysokoprężnym (E220d) z dwulitrowego silnika wyciąga 194 KM i potrzebuje średnio 5-5,5 l paliwa, by pokonać 100 km. Pomyślcie. Czterokrotny wzrost mocy przy zachowaniu czy nawet zmniejszeniu zapotrzebowania na energię. I to wszystko pod ostrzałem norm Euro.

Wszystkko jednak wskazuje na to, że kres możliwości rozwoju diesla jest bardzo bliski. — Kolejne normy nakładają na producentów coraz trudniejsze do realizacji zadania. Diesle stają się coraz bardziej skomplikowane i drogie. Kolejna odsłona normy Euro 6 [Euro 6.2, która zacznie obowiązywać w 2019 r. — przyp. red.] może sprawić, że dla wielu producentów diesel po prostu przestanie być opłacalny — mówi Jacek Pawlak, prezydent Toyota Motor Poland.

Inżynierowie różnych producentów przyznają, choć nieoficjalnie, że nie będą w stanie spełnić wymogów nowych norm. Czy to koniec diesla w autach osobowych? Może nie definitywny, ale początek końca na pewno. Skąd kłopoty ze spełnieniem wymogów? By diesel mógł je spełnić, konieczne jest instalowanie różnych systemów oczyszczania spalin.

To powoduje, że całość jest coraz bardziej skomplikowana, droga i nie gwarantuje sukcesu. Z badań przeprowadzonych przez zespół amerykańskich i brytyjskich naukowców wynika, że aż 97 proc. aut z silnikami Diesla nie spełnia norm emisji szkodliwych substancji. Dodajmy, że badaniu poddano auta oficjalnie spełniające normę Euro 5 (obowiązuje od 2009 r.) i Euro 6 (od 2014 r.). Efekt? Na 263 auta poddane testom w limitach swoich norm zmieściło się …7.

Co więcej — niektóre z aut przekraczały normy 13-krotnie. Organizacja przeprowadzająca ten test nie sugeruje, że producenci, których samochody w rzeczywistych warunkach przekraczają limity, złamali prawo. Problemem są dopuszczone prawem warunki laboratoryjne, w których odbywają się pomiary. Jak dowiodły badania, nie mają one nic wspólnego z rzeczywistym użytkowaniem samochodów. Innymi słowy — diesel jest pod ścianą. Ścianą swoich możliwości.

Dalej będzie prąd. I choć Mercedes nadal w diesla wierzy, to intensywnie przygotowuje się do szykującej się rewolucji. Prof. Dr Thomas Weber, odpowiedzialny za dział rozwoju Mercedesa, zapytany o przyszłość diesla w Europie odpowiada, że jest on nadal najbardziej wydajną i ekonomiczną alternatywą dla tych, którzy jeżdżą dużo.

W Polsce sprzedaje się około 30 proc. samochodów z silnikami Diesla. Tendencja jest spadkowa — 10 lat temu diesli było 60 proc. Dzieje się tak z uwagi na dynamiczny rozwój małych jednostek benzynowych oraz alternatywnych napędów: hybrydowego i elektrycznego. I choć globalny udział aut na prąd nie przekracza 1 proc. ogółu sprzedaży, nikt w Paryżu nie ma wątpliwości, że to właśnie ten rodzaj napędu jest przyszłością motoryzacji.

— Oczywiście czeka nas jeszcze etap przejściowy, zanim całkowicie przesiądziemy się do aut elektrycznych. Będą to, i w zasadzie już nim są, hybrydy — mówi Jacek Pawlak. Toyota dawno temu postawiła na napędy hybrydowe i rozwój pojazdów z ogniwami paliwowymi (Mirai). Nie tak dawno temu kierunek „prąd” ogłosiła grupa VW, a paryskie stoisko Mercedesa dowodzi, że także on ma zamiar obrać ten kierunek. Premierę na stoisku Mercedesa miały elektryczne odmiany smartów i zupełnie nowa marka — EQ, która koncepcyjnym modelem EQ Generation zapowiada całą linię elektrycznych pojazdów premium.

— Mercedes-Benz „Generation EQ” pokazuje, w jaki sposób samochody elektryczne mogą wkrótce zająć lewy pas — mówi dr Dieter Zetsche, szef koncernu Daimler. © Ⓟ