Era kłopotów i oskarżeń

Marcin Goralewski
opublikowano: 2005-11-22 00:00

Prawdopodobnie w ten czwartek członkowie wpisanej do KRS rady nadzorczej Polskiej Telefonii Cyfrowej (PTC), operatora Ery, jeszcze raz spróbują wejść do siedziby spółki.

— Liczę, że przedstawiciele Deutsche Telekom opamiętają się i przyjdą na spotkanie — mówi Ryszard Pospieszyński, widniejący w KRS członek zarządu PTC.

Kontrolę nad biurami największego operatora komórek sprawuje wykreślony z rejestru i popierany przez Elektrim i Deutsche Telekom (DT) zarząd. Zdaniem jego przedstawicieli, wpis w KRS nie rozstrzyga konfliktu. Zarówno DT, jak i Elektrim twierdzą, że w myśl wiedeńskiego trybunału to polska spółka jest właścicielem 48 proc. PTC i ma prawo do wyboru rady nadzorczej i zarządu.

Elektrim Telekomunikacja (ET), kontrolowany przez francuski koncern medialny Vivendi, także rości sobie prawo do spornego pakietu. To jego przedstawiciele zostali niedawno uznani przez sąd rejestrowy. ET argumentuje, że wyrok wiedeński nie jest uznany na terenie Polski, inaczej też go interpretuje.

Ważną rolę w konflikcie gra Falck, agencja chroniąca biura PTC.

— Nie przyjmują żadnych argumentów. Tłumaczę im, że mogę wejść do budynku, bo jestem wpisanym do rejestru członkiem zarządu. A oni chcą, by na wejście pozwolił mi drugi udziałowiec PTC, czyli Deutsche Telekom — tłumaczy Ryszard Pospieszyński.

Jego zdaniem, do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji trafiła już skarga na Falcka.

— Pozwiemy też ich do sądu — zapowiada członek zarządu PTC.

Zarzuty wysuwa też druga strona konfliktu. Wczoraj w siedzibie operatora zorganizowano konferencję prasową poświęconą sytuacji PTC, w tym nowym faktom dotyczącym domniemanego wyprowadzania przez ET znacznych środków finansowych z operatora.

— To śmieszne — ucina Ryszard Pospieszyński.

— Znaleźliśmy umowy, na podstawie których przedstawiciele ET wykonywali fikcyjne usługi dla PTC. Żądamy zwrotu 1 mln USD — mówi Witold Pasek, rzecznik PTC.

Chodzi o usługi doradcze. Bliźniaczą umowę PTC podpisała z DT.

— Tej nie kwestionujemy, bo jest bardzo dobrze udokumentowana. Panowie z ET wystawiali faktury nawet za spotkania, podczas których nie wiadomo o czym rozmawiano. Koszt jednej wizyty to 2 tys. EUR — tłumaczy rzecznik PTC.