Fabryka życie warta

Agnieszka Janas
30-09-2005, 00:00

Sanacyjna Polska równa się zacofany kraj. Temu stereotypowi z czasów PRL zaprzecza choćby rozwój przemysłu farmaceutycznego.

Stanisław Klawe, właściciel fabryki farmaceutycznej d. Mgr Klawe w Warszawie przy Karolkowej, stał się bohaterem legendy. Do września 1939 r. był przewidywalnym i szanowanym przedsiębiorcą, dziedzicem tradycji Henryka Klawego, założyciela laboratorium Chemiczno-Farmaceutycznego (1860 r.), jednego z pierwszych zakładów farmaceutycznych w stolicy. Po wkroczeniu Niemców zakład udzielał schronienia i dawał pracę ludziom zagrożonym wywozem do III Rzeszy. Miał strategiczne znaczenie i dla konspiracji warszawskiej. Tymczasem w maju 1940 r. Stanisław Klawe sprzedał go okupantom.

— W księdze wieczystej odnotowano przepływ pieniędzy między stronami transakcji. Ale nie ma tam informacji, że sprzedający otrzymał tę kwotę. Mógł ją zatrzymać nabywca — mówi Mirosław Mazurek, szef biura zarządu Polfa Warszawa, który zajmował się powikłanymi sprawami własnościowymi zakładów położonych na obszarze dawnej fabryki przy Karolkowej.

Dlaczego Stanisław Klawe pozbył się tak ważnych zakładów? Nagła potrzeba? Szantaż? Terror? Odpowiedzi brak. A legenda? Pracownicy Polfy Warszawa opowiadają, że Janina Klawe, żona właściciela, była Żydówką, a sprzedaż zakładów — upozorowana na legalną transakcję — to łapówka za jej życie i wolność. Logiczne, ale…

— Po wojnie takie działania, jako zawarte pod przymusem, można było unieważnić, lecz właściciel nie podjął takich starań — przyznaje Mirosław Mazurek.

Może Klawe po prostu nie wierzył już w możliwość odzyskania zakładów z rąk powojennych władz. Jedno pewne: Janina Klawe przeżyła okupację.

Morze pigułek

Do końca XIX wieku produkcja leków na ziemiach polskich odbywała się głównie w aptekach. To z nich na początku XX wieku przedsiębiorczy właściciele zaczęli tworzyć małe zakłady produkcyjne. Około roku 1910 na obecnych ziemiach Polski działało 15 fabryczek (większość w stolicy), które zatrudniały 278 osób. Warszawa szczyciła się jednak znacznie dłuższą tradycją wytwarzania leków (sięgała ona 1824 r.). Wtedy powstały: Instytut Wód Mineralnych Sztucznych, utworzony przez Samuela Elsnera, Jana Żelazowskiego, Henryka Spiessa, Ferdynanda Ulbrichta i Ignacego Lesińskiego oraz Fabryka Płodów Chemicznych — założona przez Henryka Spiessa w podwarszawskim Tarchominie.

Dziś tradycję przemysłu farmaceutycznego w stolicy kontynuują dwa zakłady. Jednym z nich jest Polfa Tarchomin — dziedziczka Fabryki Płodów Chemicznych Henryka Spiessa. Przedsiębiorstwo zaczęło odnosić sukcesy za rządów syna założyciela — Ludwika. W 1886 r. „Przegląd Techniczny” uznał zakład za najbardziej rozwinięty wśród przedsiębiorstw tego typu na ziemiach polskich. Wtedy też zmieniono nazwa zakładów. Marka Ludwik Spiess i Syn oznaczała jednego z najpopularniejszych, do II wojny światowej, producenta leków w Polsce. Już w 1922 r. akcjonariusze podnieśli ją z wojennych zniszczeń. To zasługa m.in. Francuzów, do których wówczas należała większość walorów spółki. Międzywojnie to czas najdynamiczniejszego rozwoju. Po II wojnie zakład nie uniknął nacjonalizacji, a w 1961 r. — wszedł w skład Zjednoczenia Przemysłu Farmaceutycznego Polfa.

Inny staruszek — Polfa Warszawa — to spadkobierca tradycji wielu fabryk w stolicy. Powstała po II wojnie wskutek likwidacji prywatnych firm i przenoszenia ich produkcji do zakładów rodziny Klawe przy Karolkowej. Poszczególne zakłady łączono ze sobą, co de facto oznaczało ich likwidację. Władze komunistyczne stosowały też swoistą formę dzierżawy. Dzierżawiona fabryka traciła niezależność i przechodziła na własność państwa, czyli zasilała Polfę. Najstarszymi firmami wchodzącymi w skład zakładów przy Karolkowej były spółki związane z rodziną Klawe, w tym założony w 1899 r. Motor.

Szwajcarskie patenty

Zakłady Spiessa to nie jedyna spółka z kapitałem zagranicznym działająca w Polsce. Od początku XX wieku znane i do dziś istniejące fabryki leków otwierały tu przedstawicielstwa handlowe oraz zakłady produkcyjne. Jednym z pierwszych była szwajcarska firma Roche. W 1923 r. Roche uruchomił w stolicy przedstawicielstwo, a 9 lat później — zdecydował się na budowę fabryki pod Warszawą.

Po II wojnie światowej majątek Szwajcarów znacjonalizowano. W warszawskim biurze spółki przy Rakowieckiej mieści się dziś ambasada Danii.

Więcej szczęścia miała druga szwajcarska spółka — Ciba. Rozmowy z komunistycznymi władzami dotyczyły jej zakładu w Pabianicach. Fabrykę tę założyli w 1889 r. Ludwik Schweikert i Robert Resiger. 10 lat później nawiązali oni kontakty handlowe ze spółką z Bazylei — Gesellschaft für Chemische Industrie (Ciba): zaowocowały one powstaniem Pabianickiego Towarzystwa Akcyjnego Przemysłu Chemicznego (produkcja barwników oraz konfekcjonowanie medykamentów z Bazylei). Po kampanii wrześniowej okupant przyjął, że fabryka należy do Szwajcarii. Dlatego nie zagrabił jej na rzecz skarbu III Rzeszy. Szwajcarzy wprawdzie nie zapobiegli przejęciu zakładów w 1947 r. przez rząd komunistyczny, ale nastąpiło to na zasadzie wykupu majątku.

Granat w formalinie

Jedynym zakładem farmaceutycznym, który przed wojną należał do skarbu państwa, była obecna Polfa Grodzisk. Jej prawna poprzedniczka — Fabryka Chemiczna Georg Krell i S-ka — powstała w 1885 r. Na początku lat 30. XX wieku jej właściciele szukali skutecznej drogi rozwoju. Wojsko polskie potrzebowało fabryki wytwarzającej artykuły farmaceutyczne na jego potrzeby. Wybór padł na Grodzisk. Państwowy Bank Gospodarstwa Krajowego przejął nad nim kontrolę. Grodziska fabryka jako jedyna w kraju produkowała m.in.: aceton, alkohol metylowy, formalinę, urotropinę i masy plastyczne. W czasie okupacji, wykorzystując dostęp do substancji chemicznych, pracownicy-konspiratorzy wytwarzali w zakładach np. granaty ręczne (w laboratorium badawczym), urządzili w nich magazyn broni oraz ulokowali radiostację.

Recepta na sukces

Po II wojnie światowej wszystkie zakłady farmaceutyczne zostały znacjonalizowane. Na szczęście dla branży Polska w systemie gospodarki reglamentowanej pełniła rolę producenta leków i środków farmaceutycznych dla całego obozu socjalistycznego. Dlatego wiele fabryk szybko podnoszono z ruin. I budowano nowe.

— Do 1989 r. polski przemysł farmaceutyczny był silnie scentralizowany. Państwo przydzielało pozwolenia na produkcję czy prace badawcze nad nowymi cząsteczkami. Fabryki wytwarzały leki według przestarzałych patentów, ale miały nowoczesne urządzenia i wykształconą kadrę. Umożliwiło to nawiązanie współpracy z zagranicznymi partnerami branżowymi lub pozyskanie inwestorów kapitałowych. Dzięki temu do dziś przetrwały wszystkie duże zakłady farmaceutyczne. To jedyna branża, w której nie było spektakularnych bankructw — podkreśla Krzysztof Kouyoumdjian z Polfy Kutno.

W latach 30. XX wieku powstało wiele zakładów farmaceutycznych w Polsce. Do dziś działają m.in. Pliva Kraków — d. Polfa Kraków (1931), Polfa Kutno — d. Motor-Alkaloida z Kutna, a także Zakłady Farmaceutyczne Polfa w Łodzi, założone w 1933 r. przez Towarzystwo Przemysłowo-Handlowe Scott et Bowne. Dorobek i tradycja się ostały.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Janas

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Prawo / Fabryka życie warta