Kryzys 2009-10 zadziałał jak dopalacz dla branży faktoringowej, która w tamtym czasie była we wstępnej fazie rozwoju. Zatory płatnicze sprawiły, że przedsiębiorcy zaczęli chętniej sięgać po nowy instrument finansowy, pozwalający podtrzymać płynność. Obecny kryzys jednak może podciąć skrzydła faktoringowi, który w ciągu dekady zwiększył udział w finansowaniu faktur z 30 mld do 280 mld zł. Branżę może pogrążyć... tarcza antykryzysowa.

Kredytowy rywal
W ramach rządowego programu wspierania płynności firm powstał fundusz gwarancji dla kredytów o wartości 3,5-250 mln zł. 80 proc. finansowania gwarantuje BGK.
— Kiedy poznaliśmy kilka dni temu szczegóły, zrozumieliśmy, że dla branży faktoringowej oznacza to śmierć — mówi przedstawiciel sektora.
Faktorzy boją się, że ich finansowanie przegra konkurencję z kredytem, zwłaszcza że gros rynku faktoringowego należy do spółek bankowych.
— Jeśli bank będzie miał do wyboru udzielić kredytu gwarantowanego przez BGK lub przejąć niezabezpieczoną fakturę, to raczej wybierze mniejsze ryzyko, czyli kredyt — mówi menedżer z branży faktoringowej.
Kalkulacja jest prosta. Przedsiębiorca ma limit u faktora w wysokości np. 1 mln zł, w ramach którego sprzedaje mu faktury kontrahentów. Kiedy dłużnicy przestają płacić, firma faktoringowa próbuje ściągnąć należności, a jeśli nie zdoła, wraca po pieniądze do klienta. Bada, czy będzie w stanie spłacić limit, a jeśli odpowiedź jest negatywna, zwija finansowanie. Z kredytem problem jest mniejszy. Bank bada zdolność kredytową klienta według uproszczonych zasad i udziela finansowania, które w 80 proc. gwarantuje BGK.
Podtrzymanie obrotu
Bez sztucznego stymulowania faktoring dobrze sobie radzi w konkurencji z kredytem, czego dowodzi rozwój rynku w ciągu ostatniej dekady. Zdaniem naszego rozmówcy to bardziej intuicyjna forma finansowania obrotu gospodarczego — także w kryzysie. Świadczy o tym obrót w marcu — według nieoficjalnych informacji nastąpił boom. Rynek urósł r/r o kilkanaście procent. W reakcji na rozwijającą się epidemię koronawirusa firmy chętniej niż zazwyczaj sprzedawały faktury, żeby kumulować gotówkę. W kwietniu obroty zmalały. Po pierwszych tygodniach epidemii w gospodarce nie widać jeszcze zatorów.
— Obecnie firmy są w stanie sprzedawać towary i usługi, ale często muszą udzielać odroczonego terminu płatności, bo w przeciwnym razie nie znajdą odbiorcy. On z kolei nie ma pewności, kiedy towar sprzeda. My utrzymujemy płynność — dostawca dostaje gotówkę od ręki, a odbiorca ma 60-90 dni na sprzedanie towaru. To pozwala podtrzymać obrót gospodarczy w niepewnych czasach. Dostawca ma pieniądze na pokrycie bieżących zobowiązań, w tym wynagrodzeń, a odbiorca ma towar, którym może handlować — stwierdza nasz rozmówca.
Faktura z parasolem
Na rynku faktoringowym, tak jak w bankowości, klienci mogą skorzystać z wakacji, czyli wydłużyć termin płatności za fakturę z obecnych 60 dni o kolejne dwa miesiące. Z oferty może skorzystać każdy niemal z automatu. Wakacje jednak problemu nie rozwiązują. Branża faktoringowa proponuje, żeby w celu przeciwdziałania zatorom obrót fakturami objąć gwarancjami.
Nie chodzi o cały rynek, ale faktoring niepełny i odwrotny, czyli około połowy. Jak miałoby to wyglądać w praktyce? W przypadku firmy z milionowym limitem faktor dostawałby gwarancje państwowe na 80 proc. wartości obrotu. W razie problemów nie zwracałby się jednak do klienta i nie weryfikował jego sytuacji, lecz występował do BGK.
— W ten sposób wystawca faktury nie musiałby się obawiać, że nie otrzyma zapłaty — mówi nasz rozmówca.
Według naszych informacji BGK jest otwarty na rozmowy. Mówiła o tym zresztą Beata Daszyńska-Muzyczka, prezes banku, w poniedziałkowym wywiadzie dla „Pulsu Biznesu”. Na razie odbyła się jedna wideokonferencja przedstawicieli branży i BGK.
Związek Firm Faktoringowych przygotowuje listę postulatów, które zamierza przedstawić bankowi. Branża liczy, że gwarancje znajdą się w nowelizacji tarczy antykryzysowej.