Falstart Arcusa daje do myślenia

Sebastian Gawłowski
opublikowano: 11-09-2007, 00:00

Spółka dnia Nerwowi inwestorzy oddawali akcje debiutanta nawet ze stratą około 20 proc.

Spółka dostarczająca systemy IT do zarządzania dokumentami i korespondencją masową zadebiutowała w fatalnym stylu. Cena emisyjna Arcusa wyniosła 17 zł. Tymczasem kurs na otwarciu wyniósł 14,20 zł, a w trakcie sesji spadał nawet do 13,5 zł. Na zamknięciu pierwszego dnia cenę ustalono na 13,75 zł, czyli 19,1 proc. poniżej emisyjnej. Słabiutki debiut jeszcze długo będzie powracał czkawką nowicjuszowi i inwestorm.

„PB” wskazywał wcześniej, że cena 17 zł nie uwzględnia dyskonta w związku z chociażby pogorszeniem się koniunktury giełdowej i niskiej dynamiki prognozowanych zysków na koniec tego roku. Spółka zdecydowała się ustalić cenę emisyjną na maksymalnym poziomie widełek. Efektem były problemy ze sprzedażą wszystkich akcji w ofercie. Inwestorzy objęli w ofercie publicznej prawie 2,3 mln akcji z łącznej puli 2,5 mln. Spółka argumentowała, że cena z górnych widełek pozwoli uzyskać optymalną kwotę 42 mln zł, która zapewni realizację strategii giełdowej. Efekt? Nie sprzedała wszystkich akcji w ofercie, przez co nie uzyskała tej kwoty. Część funduszy nie zdecydowała się złożyć zapisów w ofercie publicznej. Za to AIG TFI wziął duży pakiet dający 8,22 proc. głosów (600 tys. papierów z całkowitej liczby 688 tys. w transzy dużych inwestorów). Wczorajszy początek inwestycji tego funduszu, delikatnie mówiąc, nie wypadł okazale.

Spory pakiet akcji, wcześniej przeznaczonych dla instytucji, przesunięto do transzy inwestorów indywidualnych. Co ciekawe, na łamach prasy już przed debiutem prezes mówił, że „nie chodzi o to, by zarabiać na pierwszej sesji”. Dodał, że skorzystają ci, którzy zwiążą się ze spółką na dłużej. Problem w tym, że inwestorzy indywidualni, na których firma postawiła w ofercie publicznej, to nie jest stabilny, wierzący w długoterminowy wzrost wartości spółki akcjonariat. Drobni gracze uczestniczą w ofertach publicznych pchani głównie nadzieją na szybkie zyski. A kiedy się im tego nie dostarcza, sprzedają walory natychmiast i tracą zaufanie do emitenta.

Cele emisyjne zakładają, że większość pieniędzy (27 mln zł) pójdzie na przejęcia. O szczegółach planowanych akwizycji w ofercie nie było mowy. Po debiucie władze spółki zapowiedziały, że trwają rozmowy i pierwsze transakcje są możliwe jeszcze przed końcem tego roku.

Arcus nie jest pierwszym debiutantem w tym roku, który zawiódł w premierze. Takie wypadki zdarzają się coraz częściej, gdyż nastroje na rynku są coraz bardziej rozchwiane, a optymizm inwestorów topnieje. Lepiej radzą sobie debiutanci, którzy dyktują ceny uwzględniające pogarszającą się koniunkturę, jak np. Oponeo.

co dalej

Rynek robi swoje

Początek giełdowej kariery Arcusa to duży falstart. Nowicjusz będzie musiał się mocno napracować, by odzyskać zaufanie inwestorów, którzy wczoraj sprzedawali akcje. Przy obecnym kursie szacowane na koniec 2007 r. P/E wynosi 15,1. Rynek sam uwzględnił dyskonto w wycenie spółki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sebastian Gawłowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu