Fidel Castro zamiast giełdy

Wojciech Chmielarz
11-08-2008, 00:00

Fundusze hedge to podstawowa oferta dla klientów szukających alternatywy dla giełdy. Ale są też inne ciekawe propozycje.

Hedge i private equity nie wyczerpują listy alternatywnych rozwiązań finansowych

Fundusze hedge to podstawowa oferta dla klientów szukających alternatywy dla giełdy. Ale są też inne ciekawe propozycje.

Analitycy giełdowi różnią się w ocenach, czy wciąż trwa bessa, tymczasem zarządzający funduszami alternatywnymi przekonują, że nawet w tak trudnej sytuacji potrafią zarabiać. Na czym?

— Podstawowym celem funduszy alternatywnych jest osiąganie zwrotów wtedy, gdy standardowe fundusze przynoszą straty. Inwestują one w instrumenty możliwie nisko związane z rynkiem akcji — np. kontrakty terminowe na surowce, akcje nienotowanych na giełdach spółek oraz instrumenty pochodne związane z rynkiem akcji — np. kontrakty czy opcje na akcje i indeksy — mówi Katarzyna Siwek, kierownik działu analiz w firmie doradztwa finansowego Expander.

Zakład o zysk

Wyróżniamy dwa podstawowe rodzaje funduszy alternatywnych: hedge i private equity.

Kontrakty terminowe, na których opierają się hedge, to rodzaj zakładu. Sprzedający podpisuje umowę, że np. za trzy miesiące sprzeda ropę za 130 dolarów za baryłkę. Jeśli po tym czasie okaże się, że ropa kosztuje 200 dolarów, to traci. Jeśli cena spadła do 100 dolarów, to zyskuje 30 dolarów.

— Na polskim rynku mamy bardzo skromny wybór funduszy alternatywnych. Zauważalna jest jednak wzmożona aktywność różnych podmiotów rynku inwestycyjnego. Bez wątpienia w najbliższych latach obserwować będziemy dynamiczną rozbudowę oferty — mówi Mateusz Walczak, prezes New World Alternative Investments.

Fundusze alternatywne oferują Superfund TFI, Opera TFI, Investors TFI. W niektórych przypadkach barierę wejścia stanowi wysoki minimalny wkład — np. dla Opery FIZ wynosi on 40 tys. euro. Są też fundusze private equity, jak np. Investors LBO FIZ, które inwestują w akcje przedsiębiorstw nienotowanych na giełdzie. Fundusz taki dąży do szybkiego wzrostu wartości przedsiębiorstwa. Inwestycja kończy się zazwyczaj sprzedażą spółki.

Jeszcze egzotyczniej

Hedge i private equity nie wyczerpują listy alternatywnych rozwiązań. Inwestować można niemal we wszystko — w znaczki, monety, wino, stare samochody, komiksy, sztukę, antyki. Warunek sukcesu? Trzeba się na tym znać. Z inwestycyjnego punktu widzenia stare samochody to nie maluch z 1980 roku (choć może i ten model kiedyś doczeka się uznania na jednej z aukcji), wino to nie alpaga, a monety to nie dwuzłotówka, którą wydała nam pani w sklepie.

Dlatego także na takich egzotycznych rynkach pojawiły się wyspecjalizowane firmy doradcze i fundusze. Na przykład Ipopema TFI stworzyła fundusz winny.

— Najciekawszą instytucją, z której przedstawicielami rozmawiałem, była brytyjska firma wyspecjalizowana w przygotowywaniu inwestycji w znaczki pocztowe oraz autografy. Osiągała znaczne kwoty zwrotu, często przekraczające 40 proc. w skali roku. Średnia inwestowana tam jednorazowo kwota oscyluje wokół sumy 100 tys. funtów. Możliwe jest też samodzielne inwestowanie w historyczne autografy, z pomocą brokera gwarantującego ich autentyczność. Tego typu instytucje działają za oceanem, gdzie nabycie dokumentu podpisanego przez Fidela Castro lub Martina Luthera Kinga wiąże się z wydaniem minimum kilkunastu tysięcy dolarów — opowiada Krzysztof Maruszewski, prezes Stilnovisti, firmy specjalizującej się w doradztwie przy inwestycjach w sztukę i wino.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wojciech Chmielarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Surowce / Fidel Castro zamiast giełdy