Francja domaga się wyjścia USA z Iraku w 2008 roku

07-02-2007, 06:48

Premier i minister spraw zagranicznych Francji wypowiedzieli się we wtorek krytycznie na temat osiągnięć USA w Iraku i ocenili, że jedynym wyjściem umożliwiającym powstrzymanie wojny domowej w tym kraju będzie wyjście z niego sił USA i koalicji międzynarodowej do 2008 oku.

Premier i minister spraw zagranicznych Francji wypowiedzieli się we wtorek krytycznie na temat osiągnięć USA w Iraku i ocenili, że jedynym wyjściem umożliwiającym powstrzymanie wojny domowej w tym kraju będzie wyjście z niego sił USA i koalicji międzynarodowej do 2008 oku.

Najpierw premier Dominique de Villepin, a wkrótce potem szef dyplomacji francuskiej Philippe Douste-Blazy ocenili, że w sytuacji jaka powstała w Iraku jedynym wyjściem jest określenie daty opuszczenia tego kraju przez siły USA oraz koalicji i to "w horyzoncie wyznaczonym przez 2008 rok".

W pierwszych reakcjach na wypowiedzi francuskich polityków zarówno Biały Dom jak i brytyjski ministerstwo obrony oświadczyły, że nie ma mowy o jakiejkolwiek zmianie dotychczasowej polityki Waszyngtonu i Londynu wobec Iraku.

W wywiadzie dla internetowego wydania dziennika międzynarodowych sfer gospodarczych "Financial Times" de Villepin ocenił, że Stany Zjednoczone nie zdołały osiągnąć swych celów w Iraku. Podkreślił też, że społeczności międzynarodowej brakuje wyobraźni, by rozwiązać drugi kryzys, dotyczący sąsiadującego z Irakiem Iranu.

"USA zawiodły w Iraku. Ponad 3 tys. żołnierzy USA zostało zabitych od 2003 roku, tylko w 2006 roku zginęło 12 tys. cywilnych Irakijczyków. Byliśmy świadkami bardzo krwawych ataków w ostatnich dniach, w których ginęły setki osób cywilnych. Problem sprowadza się obecnie do tego, jak powstrzymać spiralę przemocy" - powiedział francuski premier.

"Jeśli nie zadeklaruje się, że za rok nie będzie już żołnierzy amerykańskich i brytyjskich na ziemi irackiej, to nic w Iraku się nie zmieni, co najwyżej przybędzie zabitych i zwiększy się kryzys" - powiedział de Villepin. Dodał, że "dzisiaj (obca) obecność wojskowa uznawana jest przez Irakijczyków za bezprawną".

"Mówienie o tym, że wojska zagraniczne opuszczą kraj, gdy w Iraku zapanuje demokracja i spokój jest absurdem" - ocenił de Villepin. "Coś takiego nigdy nie nastąpi" - podkreślił. Dlatego - jego zdaniem - należy "określić terminarz, który wyznaczałby datę, w jakiej wojska te opuszczą (Irak)".

Zarówno francuski premier, jak i jego szef dyplomacji francuskiej sformułowali katastroficzny bilans wojny w Iraku. "Diagnoza jest okrutna" - osądził premier. "Stany Zjednoczone poniosły porażkę w Iraku" - podkreślił.

Z kolei Douste-Blazy w wywiadzie dla francuskiej telewizji I- Tele oświadczył, że "w Iraku toczy się już dziś wojna domowa" i potępił "krótkowzroczność" polityki amerykańskiej w tym kraju w okresie od inwazji z 2003 roku.

Szef dyplomacji francuskiej ocenił, że "jedynym wyjściem (...) jest wyznaczenie 2008 roku jako horyzontu czasowego, w którym nastąpi wycofanie zagranicznych wojsk".

Z kolei premier przypomniał, że rząd i prezydent Francji już w przededniu amerykańskiej inwazji na Irak wiosną 2003 roku stanowczo sprzeciwiali się obcej interwencji. "W 2003 roku wraz z prezydentem Chirakiem mowiliśmy zdecydowanie, że w Iraku nie może być mowy o rozwiązaniu militarnym. To co mówiliśmy wtedy, jest nadal prawdziwe w 2007 roku" - powiedział.

Reagując na wtorkowe wystąpienia polityków francuskich Biały Dom odrzucił kilka godzin później ich propozycje, by określić datę wycofania się Amerykanów z Iraku. Rzecznik Narodowej Rady Bezpieczenstwa USA Gordon Johndroe podkreślił w nocy z wtorku na środę czasu polskiego, że wystąpienia Francuzów nie były niespodzianką. "Wypowiedzi te mieszczą się w logice ich wcześniejszych deklaracji" - powiedział.

"Terminarz wycofywania się w okresie zanim siły irackie uzyskają zdolność zapewnienia ochrony Irakijczykom doprowadziłby do nasilenia przemocy w Iraku, a na to nie możemy pozwolić" - powiedział amerykański rzecznik.

Z kolei rzecznik brytyjskiego ministerstwa obrony oświadczył po francuskich wypowiedziach, że "stanowisko Zjednoczonego Królestwa nie uległo zmianie. Pozostaniemy zaangażowani w Iraku tak długo, jak długo rząd iracki będzie uznawał, że koalicja jest niezbędna dla zapewnienia bezpieczenstwa i wspomagania irackich sił bezpieczenstwa, to jest do czasu kiedy będą one w stanie same przejąć odpowiedzialność za bezpieczenstwo i stabilizację swego własnego kraju" - powiedział.

Wtorkowe wystąpienia francuskich polityków nastąpiły po podobnych w tonie wypowiedziach prezydenta Jacquesa Chiraca, który ostatnio kilkakrotnie zajmował w kontekście Iraku stanowisko antyamerykańskie, co we Francji, znajdującej sie w gorącej fazie kampanii wyborczej, przyjmowane było z aplauzem.

W styczniu na spotkaniu z dyplomatami z innych krajów Chirac ostro skrytykował interwencję amerykańską w Iraku, określając ją mianem "awantury", która sprzyja rozwojowi światowego terroryzmu.

Krytyczne wypowiedzi francuskie zbiegły się z ogłoszoną przez prezydenta USA George'a W.Busha "nową strategią" wobec Iraku, przewidującą rozszerzenie amerykańskiej obecności wojskowej w tym kraju, wysłanie nowych żołnierzy oraz zwiększenie wydatków wojskowych.

W poniedziałek Bush przedstawił projekt nowego budżetu, w ramach którego w najbliższych dwóch latach na "światowa wojnę z terroryzmem", w tym głownie na obecność wojskowa w Iraku, przewidziano 235 mld dol.

(PAP)

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Francja domaga się wyjścia USA z Iraku w 2008 roku