Niemcy realizują dokładnie to, do czego zobowiązały się w ramach NATO: do 2029 r. przeznaczą na obronność ponad 500 mld EUR, osiągając poziom 3,5 proc. PKB na wojsko znacznie szybciej, niż wymaga tego Sojusz. Choć w Brukseli jest to przedstawiane jako wzór odpowiedzialności, w kilku europejskich stolicach pojawiają się wątpliwości, czy odradzająca się Bundeswehra nie stanie się znów dominującą siłą na kontynencie — zwłaszcza w sytuacji, gdy skrajnie prawicowa Alternative für Deutschland notuje rekordowe poparcie.
Ulga i niepokój. Ambiwalentne reakcje Francji na zbrojenia Niemiec
We Francji, dysponującej jedną z najsilniejszych armii w Europie i jedynym w UE własnym arsenałem nuklearnym, nastroje są ambiwalentne. Z jednej strony pojawia się ulga, że Niemcy wreszcie przejmują większą odpowiedzialność za bezpieczeństwo. Z drugiej — rośnie obawa, że niemiecki przemysł zbrojeniowy zacznie wypierać francuskie firmy, korzystając z nieporównywalnie większej przestrzeni fiskalnej Berlina.
Czterech francuskich urzędników, wypowiadających się nieoficjalnie, przyznało, że w Paryżu narasta poczucie dyskomfortu wobec politycznej siły, jaka towarzyszy militarnemu wzmocnieniu Niemiec. — Francja jest dziś w delikatnym położeniu, a determinacja Berlina może uruchomić dynamikę, która zepchnie nas na margines — powiedział François-Xavier Bellamy, podkreślając, że wewnętrzne problemy osłabiają geopolityczną pozycję kraju.
Francja chce silniejszego rynku obronnego w Europie
François-Xavier Bellamy, związany z centroprawicową European People's Party, od lat promuje w UE hasło „kupuj europejskie” w polityce obronnej. Jego zdaniem Francja — jeden z największych eksporterów uzbrojenia na świecie — powinna w większym stopniu koncentrować się na rynku europejskim. — Skoro przez lata narzekaliśmy, że wszystko robimy sami, musimy zachować spójność — dodał.
Jak zauważyła Claudia Major z German Marshall Fund, amerykańskiego think tanku zajmującego się relacjami transatlantyckimi, historyczne doświadczenia sprawiły, że Niemcy przez dekady wolały pozostawać w cieniu politycznym, nawet gdy ich gospodarka rosła w siłę. Dziś jednak, wraz z przesuwaniem się militarnego „środka ciężkości” Europy w stronę Berlina, napięcie we Francji wyraźnie rośnie.
Koniec dawnego podziału ról między Francją a Niemcami
— Istniała niepisana umowa: Francja odpowiadała za geopolitykę, Niemcy za gospodarkę. Dziś Berlin robi jedno i drugie — i to w europejskich ramach. To stawia Paryż w trudnej sytuacji — oceniła Claudia Major.
Za rządów kanclerza Friedricha Merza Niemcy faktycznie poluzowały rygorystyczne limity zadłużenia w obszarze obrony, otwierając drogę do strumienia pieniędzy na zbrojenia i odstraszanie coraz bardziej agresywnej Rosji. Choć kraje nordyckie, bałtyckie czy Polska również gwałtownie zwiększają wydatki wojskowe, niewiele państw jest w stanie dorównać Niemcom tempem i skalą. Tradycyjne potęgi militarne, takie jak Francja, Włochy czy Hiszpania, mają znacznie mniejsze pole manewru budżetowego.
Niemcy wzmacniają wojsko w porozumieniu z NATO
Berlin podkreślił, że rozbudowa sił zbrojnych odbywa się w ścisłej koordynacji z sojusznikami. Podczas wizyty w stolicy Niemiec sekretarz generalny NATO Mark Rutte chwalił niemiecką determinację jako wzorcową. Jednocześnie Paryż poczuł się pominięty przy prezentacji European Sky Shield Initiative, a irytację pogłębiła decyzja byłego kanclerza Olafa Scholza o zakupie 35 amerykańskich myśliwców Lockheed Martin F-35 zamiast maszyn europejskich.
Choć Niemcy za rządów Friedricha Merza przyhamowały zakupy amerykańskiego uzbrojenia — również w reakcji na napięcia w relacjach z Waszyngtonem — współpraca wojskowa z Francją wciąż pozostaje problematyczna. Flagowy europejski program budowy myśliwca nowej generacji (FCAS) ugrzązł w sporach o podział prac między francuskim koncernem Dassault Aviation a Airbusem.
Rosnąca siła wojskowa daje Niemcom większe wpływy zarówno w UE, jak i w NATO. Berlin forsuje wzmocnienie roli Europejskiej Agencji Obrony, którą kieruje niemiecki generał.
Polska bardziej obawia się niemieckiej polityki niż armii
Polska również uważnie obserwuje niemiecki awans. — Dopóki Niemcy są w UE i NATO, bardziej obawiam się ich niechęci do zbrojeń niż samej niemieckiej armii — podkreślił wicepremier Radosław Sikorski.
Berlin jest także najlepiej przygotowany, by rozwijać tzw. strategiczne zdolności wsparcia — od obrony powietrznej i przeciwrakietowej po rozpoznanie satelitarne i logistykę. Europa wciąż w dużej mierze zależy w tych obszarach od USA, co budzi niepokój w kontekście niepewnych sygnałów płynących z Waszyngtonu, m.in. wokół Grenlandii. — Z punktu widzenia NATO i zdolności przemysłowych sensowne jest, by Niemcy odegrały tu kluczową rolę — powiedział gen. Markus Laubenthal.
Mimo to niemiecka polityka wewnętrzna nadal budzi niepokój w Europie. Rosnące poparcie dla Alternative für Deutschland, która w części sondaży wychodzi na prowadzenie, stawia pytania o przyszłość tej potężnej machiny wojskowej. — Coraz częściej pojawia się obawa, co stałoby się z tak silną armią, gdyby władzę przejęła AfD — ostrzegła Jana Puglierin z Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych.
