Frank przez rok będzie górą

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 29-04-2010, 00:00

Szwajcarzy nie będą szaleć ze stopami procentowymi. Przez rok rata frankowego kredytu spadnie o 0,4 proc.

Rata kredytów w euro wzrośnie o 10 proc., we frankach zmaleje

Szwajcarzy nie będą szaleć ze stopami procentowymi. Przez rok rata frankowego kredytu spadnie o 0,4 proc.

Statystyki bankowe pokazują, że Polacy coraz chętniej zadłużają się w euro, a coraz rzadziej biorą franki. Ale w najbliższych kwartałach to osoby zadłużone w szwajcarskiej walucie będą w najlepszej sytuacji. Ich rata będzie stabilna albo nawet trochę niższa niż obecnie. Kredytobiorcy, którzy zdecydowali się na euro, muszą przygotować się na wyraźny wzrost rat.

Szwajcarski spokój

Jeśli sprawdzą się bankowe prognozy (w obliczeniach opieraliśmy się na ankietach własnych wśród ekonomistów i agencji Bloomberg) dotyczące rynkowych stóp procentowych i kursów walut, przeciętna rata kredytu we frankach (300 tys. zł na 30 lat) będzie na koniec pierwszego kwartału 2011 r. o 6 zł niższa niż obecnie (spadnie z 1380 zł do 1374 zł). Czyli przez rok rata frankowego kredytu spadnie o 0,4 proc.

— Należności kredytów we frankach będą bardzo stabilne. Spodziewany wzrost stóp procentowych w Szwajcarii będzie bowiem na tyle niewielki, że ich negatywny wpływ będzie w całości rekompensowany umocnieniem złotego — tłumaczy Paweł Majtkowski, główny analityk Expandera.

Tymczasem zobowiązania przy kredytach w euro będą coraz wyższe. Rata takiego samego kredytu w unijnej walucie wzrośnie przez rok o 153 zł (z 1583 zł do 1735 zł), czyli o 9,6 proc. Skąd ten skok? Ekonomiści oczekują, że w strefie euro podwyżki stóp procentowych będą znacznie wyższe niż w Szwajcarii. Stawka LIBOR 3M (to od niej uzależnione jest oprocentowanie kredytu) dla franka szwajcarskiego ma przez rok wzrosnąć o 0,5 pkt proc. (czyli z obecnych 0,24 proc. do 0,75 proc.). Tymczasem LIBOR 3M dla euro pójdzie w górę o 1,2 pkt proc. (z 0,64 proc. do 1,87 proc.). Zapowiadane umocnienie złotego nie będzie więc kredytobiorcom zadłużonym w euro rekompensowało wyższego oprocentowania.

Złoty każe płacić

Na tym tle stosunkowo nieźle wypadają kredyty złotowe. W tym przypadku rata wzrośnie przez rok o 99 zł (z 1837 zł do 1936 zł), czyli o 5 proc. To o połowę mniejszy wzrost niż przy kredytach w euro, bo w Polsce stopy procentowe będą rosły wolniej, a pierwsze podwyżki pojawią się później niż w strefie euro i Szwajcarii. Większość ekonomistów spodziewa się, że Rada Polityki Pieniężnej zacznie dokręcać monetarną śrubę najwcześniej na przełomie 2010 i 2011 r.

— Członkowie RPP nie chcą śpieszyć się z podwyżkami. Inflacja spada, a nawet kiedy pod koniec roku zacznie rosnąć, i tak będzie to niski poziom. Wzrost gospodarczy nadal będzie natomiast słaby. W takich warunkach nie ma potrzeby zaciskania polityki pieniężnej — wyjaśnia Aleksandra Świątkowska, ekonomistka PKO BP.

Jednak rata kredytów złotowych jest i pewnie jeszcze długo będzie wyższa niż kredytów walutowych. Obecnie zadłużeni w złotych płacą ratę o 457 zł (33 proc.) wyższą niż zadłużeni we frankach i o 254 zł (16 proc.) wyższą niż zadłużeni w euro. I to jest powód, dlaczego część kredytobiorców zrywa z zasadą "zadłużaj się w walucie, w której zarabiasz".

— Kredyt w złotych ma swoje zalety: brak ryzyka kursowego czy niższą marżę (z którą zostaniemy nawet po wejściu do strefy euro). Jednak ja skłaniałbym się raczej ku kredytom walutowym. W perspektywie kilku lat stopy procentowe powinny być niższe niż w Polsce, a złoty powinien się umacniać — mówi Paweł Majtkowski.

Dziś trudno znaleźć ekonomistę, który zakładałby inny scenariusz niż umocnienie złotego.

— Tendencja jest jasna, bo wskazują na to fundamenty. Gospodarka jest stosunkowo silna i konkurencyjna. Zbiera się po kryzysie szybciej, niż oczekiwano. To powinno ściągać kapitał na tyle mocno, by wspierać naszą walutę — mówi Marta Petka-Zagajewska, ekonomistka Raiffeisen Banku.

Polscy kredytobiorcy mogą być spokojni

Pierwsze podwyżki stóp zobaczymy najwcześniej pod koniec roku — prognozują ekonomiści w ankiecie "PB".

Stopy procentowe Narodowego Banku Polskiego (NBP), zgodnie z oczekiwaniami, zostały bez zmian. Główna stopa nadal wynosi więc 3,5 proc. Kredytobiorcy zadłużeni w złotych przez kilka miesięcy mogą spać spokojnie. Według ekonomistów, Rada Polityki Pieniężnej (RPP) zdecyduje się na pierwsze podwyżki dopiero pod koniec roku.

— W najbliższych miesiącach inflacja będzie dalej się obniżać. Prawdopodobieństwo ukształtowania się wskaźnika cen powyżej i poniżej celu inflacyjnego jest zbliżone — argumentował pozostawienie stóp bez zmian Piotr Wiesiołek, przewodniczący RPP.

Stopy postoją

Inflacja nie powinna być zagrożeniem jeszcze długo. Najwcześniejszy termin pierwszej podwyżki stóp procentowych wymieniany przez ekonomistów to IV kwartał 2010 r. Są i takie zespoły analityczne — np. ekonomiści PKO BP — które początku zacieśniania polityki pieniężnej spodziewają się dopiero w II kwartale 2011 r.

— Dopiero na przełomie 2010 i 2011 r. pojawią się przesłanki do podwyżek stóp. Inflacja zacznie wyraźnie rosnąć, a gospodarka będzie już na tyle silna, że dokręcenie monetarnej śruby będzie możliwe — mówi Adam Czerniak, ekonomista Invest-Banku.

W efekcie na koniec I kwartału 2011 r. główna stopa procentowa będzie na poziomie 4 proc. Taka jest mediana prognoz, które zebraliśmy w naszej ankiecie wśród 10 ekonomistów bankowych. W praktyce oznacza to, że analitycy spodziewają się przez rok dwóch podwyżek stóp po 25 pkt bazowych.

— Jednak w dalszej części 2011 r. stopy będą dalej rosły. Rynek będzie oczekiwał kolejnych ruchów. Łącznie w całym cyklu powinniśmy zobaczyć cztery-pięć podwyżek — twierdzi Marcin Mróz, główny ekonomista Fortis Banku.

NBP na posterunku

Od podwyżek stóp członków RPP — oprócz inflacji — odstrasza też umacniający się w ostatnich miesiącach złoty (podwyżki stóp sprzyjają umacnianiu złotego, a im mocniejszy złoty, tym mniejsza presja inflacyjna). Rada już teraz sygnalizuje, że będzie bronić eksporterów przed nadmierną siłą naszej waluty. Piotr Wiesiołek sugerował wczoraj, że NBP jest gotowy do kolejnych interwencji na rynku walutowych.

— NBP będzie wykorzystywał wszystkie dostępne instrumenty, żeby zapewnić stabilność złotego — mówił przewodniczący RPP.

To nawiązanie do decyzji NBP (jeszcze pod kierownictwem zmarłego prezesa Sławomira Skrzypka) z 9 kwietnia 2010 r., kiedy bank centralny pierwszy raz od upłynnienia złotego oficjalnie wszedł na rynek walutowy. Ekonomiści wierzą, że taką polityką bankowi centralnemu uda się wyhamować tempo umocnienia, ale nie odwróci tendencji.

— Gotowość NBP do interwencji powinna powstrzymywać złotego przed gwałtownym nabieraniem siły. Jednak pewnego umocnienia należy się spodziewać. Za rok cena euro powinna być o kilkanaście groszy niższa niż obecnie — twierdzi Piotr Kalisz, ekonomista Citi Handlowego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane