Jeśli wierzyć deklaracjom przedsiębiorców, zdecydowana większość małych i średnich firm w Polsce stara się działać proekologicznie. Jak wynika z badania „PB”, aż 77 proc. Gazel Biznesu twierdzi, że w ostatnich trzech latach wprowadziło w swojej działalności przynajmniej jedno rozwiązanie na rzecz ochrony środowiska. Tylko jedna przepytana drobna firma na cztery otwarcie (23 proc.) przyznaje, że nie podejmuje żadnych wartych uwagi prób działania proekologicznego.

Gra w zielone
— Prawdopodobnie w większości przypadków są to bardzo drobne działania, np. wymiana oświetlenia na bardziej energooszczędne czy oddawanie papieru na makulaturę. Duże proekologiczne inwestycje, np. wprowadzenie nowych technologii produkcji, to rzadkość. Ale dobre i to. To ważne, że drobne firmy chcą być „eko” i starają się podejmować jakiekolwiek, nawet drobne działania — mówi Maria Huma ze Związku Stowarzyszeń Polska Zielona Sieć.
Przepytane przez nas Gazele najczęściej podejmują działania związane z gospodarką odpadami — segregacją odpadów, utylizacją itp. Aż 39 proc. Gazel twierdzi, że w ostatnich trzech latach osiągnęło w tej dziedzinie jakiś postęp. Dość często firmy starają się też oszczędzać energię (36 proc.), zmniejszać zużycie papieru (34 proc.). Rzadziej inwestują w zielone technologie produkcyjne (23 proc.) czy w bardziej wydajną gospodarkę wodną (21 proc.).
— Świadomość ekologiczna wśród przedsiębiorców jest dość wysoka i ostatnio rośnie. Nie wynika to tylko z edukacji, ale też po prostu z sytuacji gospodarczej. Ekologia zwykle idzie bowiem w parze z ekonomią — recykling odpadów czy oszczędzanie energii na dłuższą metę po prostu przynosi firmom oszczędności — przekonuje Maria Huma.
Zakupowa kakofonia
Gazele nie mają jednak złudzeń — na ekologii można zaoszczędzić, ale dodatkowych przychodów z niej nie będzie. Tylko 4 proc. przebadanych przez nas przedsiębiorców uważa, że dla klienta duże znaczenie ma to, że produkt został stworzony w sposób ekologiczny lub czy producent działa ekologicznie. Pozostałe 96 proc. firm jest zdania, że klient na zakupach ekologią się nie przejmuje albo przejmuje się nią w niewielkim stopniu. Dlatego Gazele dość rzadko wykorzystują ekologię w swoich działaniach marketingowych. Tylko 17 proc. małych i średnich firm deklaruje, że eksponuje na opakowania czy reklamach fakt, że wyrabia swoje produkty w trosce o ochronę przyrody. Pozostali najwyżej delikatnie o tym wspominają.
Według ekologów, producenci mają sporo racji — dla konsumentów rzeczywiście ochrona środowiska nie jest priorytetem. Zwykle przegrywa z ceną i jakością.
— Faktem jest, że Polakom wyrabia się świadomość ekologiczna, jednak na zakupach nadal kierują się głównie portfelem. Nawet jeśli określają siebie gorącymi zwolennikami ochrony środowiska i postaw proekologicznych, na zakupach i tak zwykle wygrywa ekonomia, wybierają produkty najtańsze lub tanie, a dość dobrej jakości — mówi Jacek Bożek, prezes Klubu Gaja.
Ponadto, polscy konsumenci nawet jeśli chcą kupować „ekologicznie”, często nie są w stanie tego robić, bo na zakupach dopada ich informacyjny chaos. Niektóre firmy, które działają ekologicznie, nie komunikują tego konsumentowi. Inne — przeciwnie, deklarują się jako skrajnie ekologiczni producenci, a w rzeczywistości takimi nie są.
— Trzeba mieć naprawdę dużą wiedzę, żeby na zakupach połapać się w tym całym gąszczu oznaczeń, certyfikatów i nazw chronionych prawem. Zwykły konsument czasem jest przekonany, że kupuje produkt ekologiczny, a w rzeczywistości dał się nabrać manipulacji producenta. Bo np. jajko nie jest „bio”, tylko „bjo”. Klienci czują się przez to bezradni — mówi Maria Huma.