GetBack: niech politycy i KNF nacisną na banki

opublikowano: 12-09-2018, 22:00

Z 31 do 47 proc. może wzrosnąć spłata drobnych wierzycieli. Zarząd windykatora wskazuje, jak do tego doprowadzić

Gdy kurator obligatariuszy GetBacku, a potem rada wierzycieli, przedstawili propozycje układowe zakładające zwrot obligatariuszom w gotówce 50,5 proc. pieniędzy zainwestowanych w obligacje, zarząd windykatora nie krył zdziwienia. „Bardzo chcielibyśmy, aby propozycja kuratora była realna (…). Nie chcemy jednak kontynuować polityki koloryzowania rzeczywistości. Uważamy, że obligatariusze zasługują na to, żeby mówić im prawdę, nawet jeśli jest ona dla nich trudna. (…) w naszym przekonaniu dzisiejsza kondycja finansowa GetBacku nie pozwala na zwrot w gotówce 50,5 proc. zainwestowanych środków” — czytamy w oświadczeniu zarządu GetBacku sprzed miesiąca.

Najważniejszym zadaniem, które znacznie wpłynęłoby na poprawę warunków propozycji układowej, jest doprowadzenie do sytuacji, w której obligatariusze zabezpieczeni, czyli banki i inne instytucje finansowe, zgodzą się wejść w ramy układu — mówi Przemysław Dąbrowski, prezes GetBacku.
Wyświetl galerię [1/2]

BANKI SĄ KLUCZOWE:

Najważniejszym zadaniem, które znacznie wpłynęłoby na poprawę warunków propozycji układowej, jest doprowadzenie do sytuacji, w której obligatariusze zabezpieczeni, czyli banki i inne instytucje finansowe, zgodzą się wejść w ramy układu — mówi Przemysław Dąbrowski, prezes GetBacku. Fot. Marek Wiśniewski

Ostatnie propozycje układowe, jakie zgłosiła sama spółka, zakładają zwrot w gotówce 31 proc. kapitału zainwestowanego w obligacje. Przemysław Dąbrowski, prezes Getbacku, uważa jednak, że mogłoby to być 47 proc. Warunkiem jest wejście do układu wierzycieli zabezpieczonych. Co do zasady do układów przystępują dobrowolnie, mogą bowiem zaspokajać swoje roszczenia z posiadanych zabezpieczeń. Ich niechęć do uczestnictwa w układzie GetBacku oznacza w praktyce, że przystępując do układu dostaliby mniej, niż mogą otrzymać z egzekucji zabezpieczeń — choć rzesza innych wierzycieli dostałaby więcej.

Prawo po stronie banków

Prezes GetBacku nawołuje obligatariuszy, by nie stali z założonymi rękami, ale wywierali presję na Komisję Nadzoru Finansowego (KNF) i polityków.

„Najważniejszym zadaniem, które znacznie wpłynęłoby na poprawę warunków propozycji układowej, jest doprowadzenie do sytuacji, w której obligatariusze zabezpieczeni, czyli banki i inne instytucje finansowe, zgodzą się wejść w ramy układu. Jest to oczywiście bardzo trudne zadanie, bo wymaga zbudowania silnego nacisku zarówno ze strony innych obligatariuszy, którzy są dzisiaj w dużo gorszym położeniu prawnym, ale także ze strony KNF i polityków” — napisał w liście otwartym do obligatriuszy prezes GetBacku.

Przyznał jednocześnie, że kwestia przystąpienia wierzycieli zabezpieczonych do układu rozgrywa się na poziomie dobrej woli. „Banki bowiem, zgodnie z zawartymize starym zarządem umowami, mają pełne prawo wymagać od GetBacku spłaty całości zobowiązań. Rezygnacja ze scenariusza sanacyjnego dodatkowo umocniła ich pozycję. Nie znaczy to oczywiście, że scenariusz, w którym instytucje te zdecydują się na >>haircut jest całkowicie nierealny, ale wymagałby pełnego skupienia sił w ostatnim miesiącu przed posiedzeniem sądu, właśnie na tym froncie walki o lepsze warunki spłaty zobowiązań GetBacku” — podkreśla Przemysław Dąbrowski.

Społeczna odpowiedzialność

Wbrew pozorom nie tylko banki mają jednak obligacje zabezpieczone. Takie papiery o wartości około 80 mln zł ma prywatny fundusz Sebastiana Buczka, prezesa Quercus TFI. Jest on członkiem rady wierzycieli i deklaruje, że zrezygnuje z zabezpieczeń, jeśli inni też to zrobią.

— Szacujemy, że banki mają około 500 mln zł zabezpieczonych kredytów, 200 mln zł zabezpieczonych obligacji jest w posiadaniu innych instytucji finansowych. Jeśli wszyscy zgodziliby się na zwolnienie zabezpieczeń, to 700 mln zł znalazłoby się we wspólnej puli i byłoby podzielone między wierzycieli na równych zasadach. Oznaczałoby to, że inwestorzy indywidualni odzyskaliby zdecydowanie więcej — mówi Sebestian Buczek.

Odwołuje się do społecznej odpowiedzialności instytucji finansowych.

— Niektóre banki na współpracy z GetBackiem zarobiły duże pieniądze — sprzedając mu portfele wierzytelności w dobrych cenach, dystrybuując obligacje czy pracując przy IPO. Upadłość tej spółki to problem całego rynku i wszyscy powinniśmy się poczuwać do jego rozwiązania, by inwestor indywidualny, który czasem nie do końca świadomie kupił obligacje GetBacku, nie był najbardziej poszkodowany. Wszyscy finansowaliśmy GetBack, ale jedna grupa inwestorów — banki — była bardziej doświadczona, miała departamenty ryzyka i bardzo dobrze się zabezpieczyła. To prawda, że w sensie prawnym i ekonomicznym racja jest po stronie banków — prawidłowo zadbały o zabezpieczenie. Ale duże instytucje lubią mówić o tym, że są wrażliwe społecznie. Teraz mogą pokazać, że to nie tylko słowa. Oprócz strony prawnej jest wrażliwość społeczna, sprawiedliwość i solidarność ze słabszymi — podkreśla Sebastian Buczek.

— Zarząd GetBacku nie ma siły oddziaływania, która sprawiłaby, żeby banki i inne instytucje finansowe same z siebie zrezygnowałyby z części swoich należności. Tylko kilka instytucji finansowych odpowiedziało pozytywnie na nasze wezwania w tej sprawie. Większość odmówiła jednak udziału w układzie. Dlatego bardzo liczymy na wsparcie Komisji Nadzoru Finansowego — podsumowuje Przemysław Dąbrowski.

WSZYSTKO O GETBACKU SPRAWDŹ NA: www.pb.pl/temat/getback

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki, Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Banki / GetBack: niech politycy i KNF nacisną na banki