Kapitulacja popytu jest bezwarunkowa, a wyprzedaż akcji trwa w najlepsze bez oglądania się na ceny.
Takie gwałtowne przyspieszenie spadków często sygnalizuje zbliżanie się przynajmniej średnioterminowego dna. W przypadku GPW dodatkowym argumentem na rzecz takiego scenariusza mogła być dzisiaj dodatkowo bliskość tegorocznego minimum indeksu największych spółek. W pierwszych godzinach sesji pojawiła się więc nadzieja, że popyt zdoła skutecznie obronić wsparcie dla Wig20 na poziomie 2700 pkt. i być może przejść do kontrataku.
W kontekście kolejnego neutralnego zamknięcia na Wall Street, gdzie taniejąca ropa uratowała indeksy przed spadkiem, wczorajsza głęboka przecena w Warszawie wydawała się grubo na wyrost. Sprzyjało to stronie popytowej, która na otwarciu notowań rzeczywiście spróbowała skorzystać z okazji i narzucić swoje warunki gry.
Początkowy wzrost okazał się jednak zaledwie krótkotrwałym odreagowaniem, a indeksy mniejszych spółek błyskawicznie wylądowały pod kreską. Z Wig20 podaż miała większy problem. Dobra postawa Telekomunikacji oraz kilku innych gigantów parkietu wzmacniała indeks, dzięki czemu niemal do południa utrzymywał się on na plusie. Obroty były znacznie niższe niż dzień wcześniej, co można było interpretować jako znak wyczerpania energii podaży.
Przedłużająca się stagnacja ośmieliła w końcu podaż, a jej niewielkie początkowo sukcesy podsyciły na nowo pesymizm i wywołały kolejną falę ucieczki z rynku. Do sprzedaży akcji dopingował wzrost notowań ropy, która drożała w oczekiwaniu na raport o stanie zapasów paliw w USA. Związane z tym osłabienie zagranicznych i indeksów i kiepskie otwarcie za oceanem jeszcze bardziej podsyciło wyprzedaż w Warszawie. Wig20 bez trudu przełamał wsparcie i zakończył dzień na poziomie 2672, tracąc 2,2 proc. Znowu niestety warszawski indeks zajął ostatnie miejsce w Europie.
Spośród blue chipów ocalała jedynie TP. Największe straty poniosły Asseco i Getin, zniżkujące o 6 i 7 proc. Niemal 17 proc. stracił na zamknięciu sesji debiutujący wczoraj Pozbud. Indeksy mniejszych spółek poniosły tym razem mniejsze straty. Statystyka nieco się poprawiła, gdyż spadło tylko 60 proc. walorów w porównaniu z ponad 80 proc. we wtorek. Obroty zmalały i wyniosły 1,18 mld. zł.
Amerykańskie indeksy spadały mocno jeszcze długo przed publikacją raportu Departamentu Energii. Spadek zapasów ropy wyniósł 4,6 mln. baryłek i znacznie przekroczył prognozę. Nieco bardzie wzrosły za to zapasy benzyny. Pierwszą reakcją rynku był wzrost ceny ropy do poziomu niemal 136 USD za baryłkę. Potem jednak emocje opadły i realizacja zysków sprowadziła notowania surowca w pobliże 134 USD. Dzięki temu amerykańskie indeksy nie pogłębiły jak dotąd sesyjnych minimów ustanowionych tuż po publikacji raportu, ale oczywiście do końca sesji daleko i biorąc pod uwagę nerwowość inwestorów niższe zamknięcie na Wall Street nie jest wykluczone. Nowego impulsu może oprócz ropy dostarczyć także Beżowa Księga Fed publikowana o godz.20. Szczególne obawy budzi możliwość pojawienia się dokumencie sformułowań świadczących o wyraźnym nasileniu presji inflacyjnej.
Wig20 zanotował dzisiaj najniższe zamknięcie w tym roku. Dzięki swojemu zachowaniu w ostatnich tygodniach zdobył niezbyt chwalebny tytuł najsłabszego indeksu regionu w skali 12 miesięcy. Porównanie z indeksami Czech, Słowacji, Węgier, Rumunii, Bułgarii i Turcji nie pozostawia niestety złudzeń – to Warszawa okazała się w tym okresie inwestycyjną czarną dziurą Europy. Nieco lepiej wygląda to zestawienie w okresie 3 lat, ale już w pięcioletniej perspektywie Wig20 znowu ląduje na szarym końcu z najmniejszym zyskiem.
Statystyka rocznych dokonań funduszy inwestycyjnych przez najbliższy miesiąc będzie prezentować się szczególnie źle ze względu na wysoki poziom odniesienia. Te dane połączone z hiobowymi informacjami płynącymi z giełdy mogą wywołać kolejną falę umorzeń jednostek, być może już ostatnią w tym cyklu hossy i bessy. Zachowanie rynku w tym okresie pokaże, jaka część akcji znalazła się już w silniejszych rękach..