Po początkowym spadku, indeksy poszły w górę dzięki lepszemu odczytowi indeksu ISM, by znowu osunąć się pod wpływem informacji o kiepskiej sprzedaży samochodów raportowanej m.in. przez Forda, który sprzedał w USA aż o 28 proc. pojazdów mniej w skali roku. I gdy kolejne straty indeksów wydawały się pewne, koncern General Motors pochwalił się znacznie mniejszą redukcją sprzedaży niż zakładano. W zadziwiający sposób informacja ta zmieniła rynkowe nastroje i pojawił się popyt, który ostatecznie wyciągnął indeksy na plus. Ta reakcja doskonale obrazuje obecny stan rynku będący połączeniem strachu, wyprzedania i nadziei na obronę wsparcia.
Szaloną zmienność wczorajszej sesji doskonale oddają notowania indeksów branżowych. Sektor finansowy tracił blisko 3 proc., by w końcu zamknąć się z 1-proc. zyskiem. Także spółki technologiczne silnie odreagowały poniedziałkową przecenę. Po sesji nie napłynęły na rynek żadne istotne informacje. Akcje Starbuckcs rosły 6 proc. po informacji o planie zamknięcia 600 nierentownych kawiarni. Wyprzedawano papiery Legg Mason, z powodu kłopotów z prowadzonymi przez tę firmę funduszami pieniężnymi wymagającymi finansowego wsparcia w wyniku zaangażowania się w komercyjne papiery dłużne zabezpieczone aktywami. Obecnie kontrakty na indeks DJIA są neutralne i sygnalizują płaskie otwarcie.
Zwyżka w Nowym Jorku nie poprawiła nastrojów w Azji, gdzie większość rynków spadła, a Nikkei zanotował dziesiątą z rzędu przecenę. Indeks ciągnęły w dół notowania producentów samochodów – Nissana i Toyoty, po danych świadczących o spadku sprzedaży w USA. Rynki w Europie powinny zareagować nieco cieplej – Dax zacznie dzień najprawdopodobniej z minimalnym zyskiem. Trudno jednak spodziewać się entuzjazmu, gdy cena ropy waha się w okolicach 142 USD, a kurs euro znowu pokonał poziom 1,58 w stosunku do dolara. Taka cenowa sekwencja bardzo źle kojarzy się inwestorom i trudno będzie oczekiwać od nich zwiększenia zakupów akcji. W takiej sytuacji można liczyć na symboliczne odbicie w Warszawie, ale powrót WIG20 w okolice 12600 pkt. będzie niemożliwy bez wyraźnej poprawy na wciąż wystraszonych rynkach zagranicznych. Wczorajsza wyprzedaż na GPW poszła chyba za daleko i rynek mógłby odreagować na zasadzie zbyt mocno rozciągniętej sprężyny, ale ponieważ sesja za oceanem nie była przełomowa mimo obrony wsparcia na S&P500, przełomu nie należy się spodziewać także w Warszawie.