Luty to okres intensywnych zmian w Grupie Virtus. Miesiąc ten spółka zaczynała jeszcze jako Raen, ale w ciągu kilku tygodni zmieniła się nazwa i wraz z tym profil działalności. Sektor odnawialnych źródeł energii (głównie fotowoltaika) nie okazał się żyłą złota, więc spółka skierowała się na nowe terytoria związane z sektorem obronnym i tzw. dual use, czyli podwójnego zastosowania. Nadzieje są duże, bo kurs akcji w krótkim czasie więcej niż się podwoił.
Dostawca kapitału
Warszawska grupa ma jasno sprecyzowany cel, chce dostarczać specjalistyczne usługi finansowe dla podmiotów związanych z wojskiem i obronnością.
- Udało się wypracować strategię. Teraz budujemy całą strukturę. Reorganizacja biznesu to duże wyzwanie, na szczęście spółka jest relatywnie mała i nie ma dużego bagażu kosztów stałych – mówi Rafał Rachalewski, prezes Grupy Virtus.
Menedżer zapowiada analityczne podejście do biznesu. W fotelu prezesa zasiada od początku grudnia, ale spółkę zna dobrze, bo wcześniej wchodził w skład rady nadzorczej Raena, a wywodzi się z sektora private equity.
- Chcemy skorzystać na fali zainteresowania rynku sektorem obronności. Zarobić na tym, a jednocześnie pomóc w rozbudowie i unowocześnieniu polskich sił zbrojnych – mówi Rafał Rachalewski.
Zastrzega jednak, że spółka nie zamierza produkować ani handlować amunicją czy sprzętem wojskowym. Nic z tych rzeczy. Chce się skupić na dostarczaniu kapitału tam, gdzie jest to potrzebne.
- Będziemy pełnić rolę operatora kapitałowego, oferując finansowanie i struktury inwestycyjne dopasowane do specyfiki sektora obronnego. Nie będziemy zajmować się produkcją, sprzedażą ani obrotem wyrobami wojskowymi. Nie zamierzamy prowadzić działalności wymagającej koncesji. Przyjęty model umożliwia współpracę z szerokim gronem partnerów krajowych i zagranicznych – wyjaśnia prezes.
Trzeba się wzmocnić, emisja w drodze
Skąd Virtus weźmie nie to pieniądze? Częściowo działalność grupy ma polegać na pośrednictwie, wtedy będzie ona kojarzyć dawców kapitału z odbiorcami. Ale Virtus zamierza angażować także własne środki.
- Będzie to wymagać dokapitalizowania firmy, prowadzimy już w tej sprawie rozmowy z inwestorami i funduszami. Zainteresowanie jest spore – mówi Rafał Rachlewski.
Analizowane są głównie dwa kierunki pozyskania kapitału. Jeden to emisja akcji, drugi - emisja obligacji partycypacyjnych, czyli takich, które pozwolą nabywcom uczestniczyć w przyszłych zyskach spółki.
Kiedy można się spodziewać pierwszych projektów?
- Już pracujemy nad kilkoma przedsięwzięciami. Jedne są bardziej zawansowane, inne mniej – twierdzi prezes.
Jego zdaniem pierwszy projekt powinien być zrealizowany jeszcze w tym kwartale.
Przychody spółki mają mieć różne źródła. Będą generowane m.in. przez udział w wynikach finansowanych projektów, wynagrodzenie uzależnione od wartości pozyskanego finansowania, marże odsetkowe z tytułu finansowania celowego i pomostowego. Poza tym Virtus liczy na cykliczne opłaty związane z leasingiem infrastruktury, obsługą kontraktów oraz monitoringiem realizowanych projektów. Zarząd zakłada, że w perspektywie długoterminowej istotna część przychodów będzie miała charakter powtarzalny i systematyczny, co sprzyjać będzie stabilności wyników finansowych oraz przewidywalności przepływów finansowych.
Zgodnie ze strategią wskaźnik IRR, czyli wewnętrzna stopa zwrotu z realizowanych projektów, ma wynosić minimum 12 proc. Pierwszy projekt, który jest już na horyzoncie, spełnia ten warunek.
Kolejka projektów jest długa
Skala działalności Virtusa na razie jest trudna do oszacowania.
- Pierwszy projekt jest raczej skromny. Na początek chcemy pokazać rynkowi coś niedużego, żeby udowodnić, że to w ogóle działa – zapowiada prezes.
Na lata 2026-28 zakładana jest realizacja przynajmniej 12 projektów.
- Nasz pipeline jest bardzo bogaty – zapewnia prezes.
Projekty te charakteryzują się wysokimi barierami wejścia, znaczeniem strategicznym oraz potencjałem generowania stabilnych, długoterminowych przychodów.
Rafał Rachalewski zakłada, że każdy projekt będzie opiewał na kilka, kilkanaście milionów złotych. Na tej podstawie skalę działalności grupy można szacować na 80-100 mln zł.
W kwestii dywidendy prezes na razie radzi cierpliwość.
- Jeszcze na to trochę za wcześnie. Myślę, że na tym etapie rozwoju lepiej zatrzymać zyski w spółce, a zarobione pieniądze reinwestować – mówi.
Jego zdaniem na razie inwestorzy, którzy postawią na akcje Virtusa, powinni cieszyć się rozwojem grupy i wzrostem wyceny akcji.
- Nie chcę komentować naszego kursu. W czasach Raena mieliśmy do czynienia ze stagnacją działalności, a cena akcji wahała się w okolicy 40 gr. Teraz mamy nowe rozdanie i nowe nadzieje – mówi Rafał Rachalewski.
Jednym z wiodących akcjonariuszy Virtusa jest Niewiadów PGM, kontrolujący ponad 10 proc. kapitału. To holding spółek przemysłu obronnego powstały w wyniku połączenia Polskiej Grupy Militarnej z Grupą Niewiadów.
