Centrum miasta związane było z handlem od niepamiętnych czasów. To tu, na obszarze chronionym przez mury, w centralnym punkcie miasta rozkładali swe kramy miejscowi i przyjezdni kupcy. Do dziś w wielu językach europejskich centralny plac starego miasta nosi tradycyjną nazwę „rynku”.
Na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat — a w Polsce od lat piętnastu — nasilała się tendencja do wynoszenia handlu poza miasto, poza jego ścisłe centrum. Wielkopowierzchniowe placówki handlowe powstałe w tym czasie były budowane na peryferiach albo poza granicami miast. Choć przyczyny tego procesu są uzasadnione — zwłaszcza w przypadku dużych aglomeracji — skutki nie zawsze są pozytywne. Ludzie starają się podążać tam, gdzie mogą zaspokoić swoje potrzeby — śródmieścia więc pustoszeją.
Od końca lat 90. w wielu krajach Europy widać jednak przeciwną tendencję: handel wielkopowierzchniowy zaczyna wchodzić do centrum miasta. Jeżeli tylko właściwie rozwiąże się kwestie dojazdu i parkowania, śródmieście daje ciekawsze warunki rozwoju usług i handlu niż „hangar” stojący w szczerym polu. Śródmiejskie centra rozrywkowo-handlowe, podobnie jak supermarkety, umożliwiają umieszczenie pod jednym dachem wielu funkcji rozrywkowych, usługowych i handlowych. Centrum śródmiejskie jest łatwo osiągalne pieszo. Ponadto lokalizacja obiektu w centrum w naturalny sposób katalizuje rozwój innych placówek usługowych i handlowych w przylegających ulicach i na pobliskich placach. Dzięki temu powstaje swego rodzaju „wirtualny supermarket”, obejmujący część śródmieścia. W przeciwieństwie do podmiejskich hipermarketów, które konkurują z miejscowymi kupcami, centrum śródmiejskie może ich wspierać, przyciągając potencjalnych nabywców z okolicznych miejscowości.
Powrót handlu do miast ma jeszcze jeden ważny aspekt. W śródmieściach zwykle nie ma wolnego miejsca, ale niejednokrotnie stoją tam zabudowania dawnych obiektów przemysłowych pochodzących z XIX lub początku XX w. Te budowane wówczas na przedmieściach zakłady przyczyniały się do tworzenia siły i pomyślności lokalnej społeczności. Dziś, wchłonięte przez rozrastające się miasta, często opuszczone i zaniedbane, stanowią głównie kłopotliwy bagaż. Odtworzenie ich pierwotnej funkcji jest dziś niecelowe, a renowacja i utrzymanie obiektu — kosztowne. Tymczasem przebudowa starej fabryki w nowoczesne centrum rozrywkowo-handlowe w znacznej mierze umożliwia zachowanie niepowtarzalnego charakteru takiego miejsca i przywrócenie mu ważnej roli w życiu społeczności. Taka adaptacja pozwala zarazem na nadanie obiektowi handlowemu własnego, niepowtarzalnego i specyficznie lokalnego charakteru — jakże odmiennego od podobnych do siebie hipermarketów.
Choć w Europie tendencja ta jest już wyraźna w takich państwach jak Wielka Brytania, Francja czy Hiszpania, w Polsce tego typu realizacje nadal są rzadkością. Pierwszą zapowiedzią zmian były Stary Browar w Poznaniu, łódzka Manufaktura czy Stara Papiernia w Konstancinie koło Warszawy. Tego typu obiektów będzie jednak coraz więcej, zwłaszcza w średniej wielkości miastach. Z pięciu centrów Focus Park budowanych przez Parkridge, cztery pozwolą na uratowanie fragmentów poprzemysłowej spuścizny architektonicznej. W Bydgoszczy — stare zakłady mięsne, w Gliwicach — dawna huta, w Rybniku — dawny browar i w Zielonej Górze — dawna fabryka wełny. Również inni inwestorzy myślą podobnie, choć projekty Parkridge’a są najbardziej zaawansowane i najbliższe realizacji. Być może w ten sposób koło historii się zamyka... Mieszkańcy znów będą mogli zrobić zakupy w dogodnej odległości od domu.
Jarosław Fijałkowski prezes Parkridge CE Retail