Hazardowy boss wodzi sąd za nos

opublikowano: 05-02-2015, 00:00

Adam G. nie ma majątku ani dochodów, ale mieszka w ekskluzywnym apartamentowcu, jeździ luksusowymi autami i często wyjeżdża za granicę

Nie stać mnie na żłobek dla dziecka ani na zatrudnienie nikogo w firmie, „moja rodzina nie posiada płynności i ma problemy nawet z zakupem żywności” — twierdzi Adam G. W aktach sądowych jego licznych spraw znaleźliśmy więcej. Kiedyś takie tłumaczenia przyczyniały się do umarzania egzekucji kolejnych orzekanych przez sąd grzywien. Dziś mają służyć odroczeniu bądź zawieszeniu kar aresztu.

Egzotyczne wycieczki

12 października 2014 r. Adam G. zamieścił na swoim profilu na jednym z portali społecznościowych zdjęcie z opisem: „Dzisiaj do supermarketu przyjechałem dwoma autami: Rolls-Royce-em Phantom Coupe oraz (z tyłu) Lamborghini Murcielago”. Z informacji „PB” wynika, że w tym czasie biznesmen był w… Zjednoczonych Emiratach Arabskich (ZEA). Od sierpnia 2013 r., kiedy wyszedł za kaucją (0,5 mln zł!) z aresztu, orzeczonego w jego sprawie hazardowej, zagranicznym podróżom oddaje się z lubością. Odwiedził nie tylko ZEA, ale też Europę Zachodnią, Tajlandię, Maltę czy Liberię.

Od kilku miesięcy Adam G. posługuje się dowodem rezydenta i prawem jazdy tego afrykańskiego kraju. W jednej ze spraw sądowych stwierdził o Liberii: „do niedawna stanowiła ośrodek moich interesów życiowych”, w innej: „chcę tam prowadzić działalność gospodarczą, ale nie chcę o tym teraz mówić”. Policjanci twierdzą, że liberyjskie dokumenty nie uprawniają Adama G. do kierowania autem w naszym kraju. Stróże prawa i sądy nie uznawały też australijskiego prawa jazdy, którym hazardowy boss posługiwał się kilka lat temu, i brytyjskiego, na posiadanie którego się powoływał. Z kolei polskiego prawa jazdy Adam G… nie miał nigdy. To dlatego zapewne bezczelnie przekonywał sąd, że jeździ bezpiecznie i nie łamie przepisów, bo „nie figuruje w ewidencji kierowców naruszających przepisy ruchu drogowego”.

Czeski wątek

Jak na człowieka z trudem wiążącego koniec z końcem Adam G. mieszka nietypowo — w jednym z nielicznych w Bydgoszczy ekskluzywnychapartamentowców. Kuratorów zapewnia, że mieszkanie należy do „znajomej matki konkubiny”, a za najem płaci przebywająca za granicą „teściowa”, która „pomaga finansowo i rzeczowo”. Równocześnie Adam G. zapewnia, że utrzymuje byłą żonę, dwie konkubiny i łącznie trójkę dzieci. Z czego? Nie klaruje. Zapewne nie z prowadzonej od 2009 r. działalności gospodarczej, bo ta, według jego twierdzeń, nie przynosi przecież dochodów.

Od października 2013 r. Adam G. jest też prezesem i wspólnikiem spółki Bitcoin Technologies, której siedziba mieści się w kamienicy na toruńskiej starówce. Z ustaleń „PB” wynika, że budynek, wart ponad 1,2 mln zł, należy do zarejestrowanej w Czechach w 2012 r. firmy Deep Blue Investment (DBI). Na tę samą spółkę zarejestrowanych jest też kilka samochodów, którymi porusza się Adam G. Jedynym udziałowcem DBI jest firma Crown Investgroup Corp. z Seszeli, znanego raju podatkowego. Dyrektorem zarządzającym czeskiej spółki jest natomiast… Adam G.

Dużo więcej znajdziesz w serwisie Puls Biznesu Premium >>

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu