Boss kontra Temida, czyli nie ma bata na pirata

05-02-2015, 00:00

Adam G., właściciel MT Kiosku, od kilku lat jeździ jak pirat drogowy — i to bez prawa jazdy. W żywe oczy kpi z wymiaru sprawiedliwości, unikając grzywien, komorników i aresztu

Czy można w kilka lat popełnić ponad 50 wykroczeń drogowych i nadal jeździć samochodem? Czy można otrzymać trzydzieści grzywien i prawie żadnej nie zapłacić? Czy wreszcie możliwe jest, by wielokrotnie usłyszeć wyrok aresztu i ani razu nie stawić się w zakładzie karnym? Dzięki zadziwiającej postawie sądu z Bydgoszczy odpowiedź niestety brzmi: trzy razy tak. Adam G. to nie byle kto — ma na karku zarzuty prania pieniędzy i kierowania zorganizowaną grupą przestępczą specjalizującą się w nielegalnym hazardzie. Akcję rozbicia jego gangu w kwietniu 2013 r. przez CBŚ sama policja nazwała „największą operacją wymierzoną w przestępczość hazardową w historii”. Zaangażowanych w nią było aż 2,5 tys. policjantów.

Wyświetl galerię [1/4]

…a od października 2013 r. jest prezesem i wspólnikiem spółki Bitcoin Technologies, której siedziba mieści się w wartej ponad 1,2 mln zł kamienicy na toruńskiej starówce.

Hazard na drodze

Okazuje się, że to niejedyne problemy Adama G. z prawem. Co najmniej od 2008 r. jeździ samochodami bez ważnego prawa jazdy. Był zatrzymywany w oplu, audi, citroenie, volkswagenie, toyocie, mercedesie, BMW, chevrolecie i ferrari. Większość z tych aut to modele niedostępne dla Kowalskiego. Drogowe przewinienia hazardowego bossa, prowadzącego działalność gospodarczą pod marką MT Kiosk, nie ograniczają się tylko do braku prawa jazdy. Wielokrotnie przekraczał dopuszczalną prędkość, nawet o 90 km/h, łamał zakazy wjazdu, zatrzymywania czy ruchu w obu kierunkach, wyprzedzał na podwójnej ciągłej, przejściu dla pieszych i skrzyżowaniach, jeździł bez świateł i z dzieckiem na siedzeniu bez fotelika, stwarzając zagrożenie na drodze — dla siebie i innych. Biznesmen pirat drogowy pochodzi z Solca Kujawskiego, a od niedawna mieszka w Bydgoszczy. Większość z ponad 30 jego spraw sądowych prowadził XIV wydział karny sądu rejonowego w mieście nad Brdą. Zajrzeliśmy do akt. Ich lektura jest przygnębiająca. Już w 2009 r. policjanci z Solca Kujawskiego we wniosku o ukaranie Adama G. napisali, że był wielokrotnie karany i z premedytacją unika kontaktu ze stróżami prawa. Rok później sąd w uzasadnieniach kolejnych wyroków pisał o „nagminności popełniania czynów zabronionych przez obwinionego”, „lekceważącym stosunku do obowiązujących przepisów” i o tym, że G. „uczynił sobie sposób na życie z jazdy bez uprawnień”. Na pirata nakładane były kolejne grzywny. Bydgoski sąd ukarał go w ten sposób co najmniej 27 razy, na łączną kwotę ponad 66 tys. zł. Ile z tych grzywien G. zapłacił? Dotarliśmy do jednego takiego przypadku! W październiku 2014 r. uiścił 800 zł, zapewne dlatego, że kwota była niska, a dwa dni później w związku z niezapłaceniem tej grzywny miał stawić się w areszcie.

Czeski film

Unikanie przez drogowego pirata grzywien owocuje tym, że bydgoski sąd kieruje kolejne sprawy do komorników, zanadto się z tym zresztą nie spiesząc. Ci stwierdzają, że Adama G. „pod adresem zameldowania nie można zastać”, a on sam „na liczne wezwania nie reaguje”. Puenta? Zawsze ta sama — „majątku nie ustalono”. Komornicy, kuratorzy i sąd opierają się przy tym głównie na twierdzeniach samego Adama G. — a ten zapewnia, że nie pracuje, utrzymuje się z pomocy rodziny, nie ma majątku i nie osiąga dochodów. Jeśli już do jakichś się przyznaje, to do rzędu 1,5-3 tys. zł miesięcznie. Tymczasem w 2013 r. w sprawie hazardowej prokuratura na jednym z kont bankowych zabezpieczyła około 400 tys. zł należących do Adama G. Czasem szef MT Kiosku zeznaje, że ma dwa samochody: Ferrari 360 i Audi A4. Co komornicy robią w tej sprawie? Wykonują „czynności terenowe”, w trakcie których… aut nie zastają. I tyle! Podobnie wnikliwi są w innych kwestiach. Choć wiedzą, że Adam G. prowadzi (od maja 2009 r.) działalność gospodarczą Forum Kancelaria Prawa Finansowego (to ona, według prokuratury, zajmuje się nielegalnym hazardem), to nie pytają np. urzędów skarbowych o zeznania podatkowe czy numery kont bankowych.

Nie reagują też na fakt, że Adam G. „nie figuruje w ZUS”, czyli nie płaci obowiązkowych przecież składek. W żadnej ze spraw nie znaleźliśmy też choćby wzmianki o tym, że od października 2013 r. Adam G. jest prezesem i wspólnikiem spółki Bitcoin Technologies. Czy opłacił udziały w tej firmie? Czy pobiera w niej pensję? Nikt tego nie sprawdza, nikogo to nie interesuje. Najwyraźniej w ogóle nikt o tym nie wie.

Teoretyczne areszty

W tych okolicznościach komornicy umarzają egzekucje prawie wszystkich grzywien. Sądy zamieniają je więc na prace społecznie użyteczne — zazwyczaj są to dwa miesiące po 30, 40 godzin. Adam G. prac jednak nie wykonuje. Kiedy od każdego z kolejnych orzeczeń mija około roku, niespiesznie reagują kuratorzy. Piszą, że mimo kolejnych obietnic Adam G. nie stawia się w pracy, i wnoszą o zamianę prac społecznych na areszt. Wtedy, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, do sądu docierają zaświadczenia o wykonaniu prac z Zakładu Gospodarki Komunalnej (ZGK) w Solcu Kujawskim — cokolwiek wątpliwe, bo pojawiające się jak na zawołanie tuż przed tym, jak nad Adamem G. zaczyna wisieć groźba aresztów. Areszty, a właściwie teoretyczne areszty, to osobny rozdział w relacjach Adama G. z bydgoskim sądem. Pierwszy raz sąd zamienił mu jedną z grzywien na karę izolacyjną już w lutym 2011 r. Pierwszy prawomocny wyrok aresztu hazardowy naśladowca Froga usłyszał rok później, sąd wezwał go nawet do dobrowolnego stawienia się w więzieniu — na 23 kwietnia 2012 r. I tym razem pojawiło się jednak zaświadczenie z ZGK w Solcu Kujawskim, że Adam G. wykonał orzeczone wcześniej prace społeczne. I areszt został uchylony.

Zabawa w kotka i myszkę

Czytając akta kolejnych spraw, odnosi się wrażenie, że dla Adama G. są one swego rodzaju zabawą z wymiarem sprawiedliwości — i że bydgoski sąd bezmyślnie mu na tę zabawę pozwala. W jednej ze spraw w listopadzie 2009 r. Adam G. zeznał, że nie mógł popełnić wykroczeń polegających na zakazie parkowania i parkowaniu na pasach, bo w lipcu i wrześniu 2009 r. nie było go w kraju, gdyż prowadził firmę przeprowadzkową w Londynie. Zaledwie miesiąc później w innej sprawie stwierdził, że w Wielkiej Brytanii nie był ani razu. Kiedy policjanci obwinili go o parkowanie w niedozwolonym miejscu, Adam G. przekonywał, że zdjęcia zrobione przez funkcjonariuszy zostały przerobione w Photoshopie, a samochód (replika Ferrari 360) miał uszkodzony silnik. Sąd go uniewinnił, bo policjanci nie widzieli, kto parkował. Innym razem zaparkował na przejściu dla pieszych, choć ze zdjęć wynika, że mógł to zrobić tuż obok, nie łamiąc przepisów. Sąd ukarał go grzywną 400 zł, Adam G. jej nie zapłacił i sprawa została umorzona, bo minimalna grzywna, którą sąd może zamienić na areszt, to… 500 zł. Jeszcze inny przykład. W październiku 2013 r. w ciągu 10 dni straż miejska w Białym Borze złapała szefa MT Kiosku na radar… 15 razy. W obszarze zabudowanym przekroczył dozwoloną prędkość o 62, a nawet 90 km na godzinę. Rok później sąd za to wszystko wymierzył mu 3 tys. zł grzywny, których Adam G. oczywiście nie zapłacił.

 

Jak Adam G. (nie) rozmawiał z „Pulsem Biznesu”

O komentarz do ponad 30 spraw o wykroczenia drogowe, jakie w ostatnich latach zawisły przed bydgoskim sądem, poprosiliśmy zainteresowanego. Rozmowy telefoniczne, a także kontakty esemesowe i e-mailowe niewiele dały. Adama G. bardzo interesowało, skąd wiemy o całej sprawie — w to, że z akt sądowych, nie chciał uwierzyć. Zapewniał, że nie wodzi sądów za nos i posiada ważne prawo jazdy wydane przez Republikę Liberii. Sugerował też, że „PB” pisze na zamówienie i za pieniądze jakiegoś podmiotu z branży hazardowej, co jest interesujące w kontekście zapewnień Adama G., że działalność jego firmy żadnego związku z hazardem nie ma. Pytaliśmy m.in. o to, jakie prace społeczne wykonał w Zakładzie Gospodarki Komunalnej w Solcu Kujawskim, czy jego historia to swego rodzaju zabawa z wymiarem sprawiedliwości i jak tłumaczy to, że z jednej strony — twierdzi konsekwentnie od kilku lat, że nie osiąga dochodów lub osiąga minimalne, a z drugiej — utrzymuje kolejne partnerki i trójkę dzieci, mieszka w luksusowym mieszkaniu, jeździ luksusowymi samochodami i podróżuje za granicę. Wszystkie te pytania biznesmen pozostawił bez odpowiedzi, a nasze kontakty zakończył oświadczeniem, w którym nie wyraził zgody na wykorzystanie w tekście żadnych jego wypowiedzi ani na samą publikację, jeśli ta pozwoli na jego identyfikację. Do bydgoskiego sądu kilka dni temu dotarło sążniste pismo, w którym Adam G. domaga się, by nikomu nie udostępniać akt sądowych jego licznych spraw. Za późno…

 

JUŻ PISALIŚMY: „PB” 29.06.2012 r.

KRÓTKA KARIERA: Dwa i pół roku temu ujawniliśmy, że część wycofywanych z rynku automatów o niskich wygranych zastępowana jest przez łudząco podobne maszyny, rzekomo umożliwiające inwestycje na rynku walutowym, a największym operatorem takich urządzeń jest firma Adama G. On sam zapewniał, że jego działalność nie narusza prawa. Niecały rok później został zatrzymany.

JUŻ PISALIŚMY: „PB” 29.06.2012 r.

KRÓTKA KARIERA: Dwa i pół roku temu ujawniliśmy, że część wycofywanych z rynku automatów o niskich wygranych zastępowana jest przez łudząco podobne maszyny, rzekomo umożliwiające inwestycje na rynku walutowym, a największym operatorem takich urządzeń jest firma Adama G. On sam zapewniał, że jego działalność nie narusza prawa. Niecały rok później został zatrzymany.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Boss kontra Temida, czyli nie ma bata na pirata