Sąd nad sądem

opublikowano: 13-02-2015, 00:00

Resort sprawiedliwości i sąd okręgowy zareagowały na doniesienia „PB” o łaskawości bydgoskiej Temidy dla Adama G.

Tydzień temu opisaliśmy historię jednego z największych bossów podziemia hazardowego, który od lat jeździ jak pirat drogowy, i to bez prawa jazdy, a skutecznie unika grzywien, komorników i aresztów. Nasz artykuł nie pozostał bez echa.

Akta ponad 30 spraw Adama G., jakie przez ostatnie lata rozpatrywał XIV Wydział Karny Sądu Rejonowego w Bydgoszczy, trafiły już pod lupę sędziego wizytatora z bydgoskiego sądu okręgowego.

— Spraw jest dużo, na ich kwerendę wizytator potrzebuje czasu. Na razie nic więcej nie mogę powiedzieć — ucina Włodzimierz Hilla, rzecznik Sądu Okręgowego w Bydgoszczy. Zareagowało też Ministerstwo Sprawiedliwości (MS).

— Wystąpiliśmy do prezesa Sądu Apelacyjnego w Gdańsku z prośbą o podjęcie czynności w ramach wewnętrznego nadzoru administracyjnego w celu zbadania sprawności postępowań w pierwszej i drugiej instancji oraz postępowań wykonawczych, a także działań organów wykonujących orzeczenia (komorników i kuratorów) — informuje Patrycja Loose, rzecznik MS.

Przedstawiciele resortu sprawiedliwości i bydgoskiego sądu okręgowego zgodnie podkreślają, że w ramach audytów badane mogą być jedynie „administracyjne strony działalności” sądu, takie jak sprawność prowadzenia postępowań, dotyczących Adama G.

Weryfikowane więc będzie, czy w opisywanych w „PB” sprawach nie dochodziło do opieszałości postępowań (tak w zakresie orzekania kar, jak i późniejszego ich wykonywania). Merytoryczne treści poszczególnych orzeczeń sądów, a także wysokość i rodzaj kar, nie będą podlegały żadnym ocenom — ze względu na niezawisłość sędziowską.

A byłoby co oceniać. Już trzecie podobne wykroczenie pozwala sądowi na wymierzenie kary aresztu. W przypadku Adama G. bydgoski sąd w trakcie orzekania w kilkudziesięciu kolejnych sprawach z takiej możliwości nie skorzystał. Biznesmen-pirat usłyszał około trzydziestu wyroków grzywien za różne wykroczenia drogowe. Jak ujawniliśmy — prawie żadnej z nich nie zapłacił, bo zapewniał sąd, komorników i kuratorów, że nie ma majątku i nie osiąga dochodów. Nikt jego twierdzeń nie sprawdzał, co sprawiło, że egzekucje kolejnych grzywien były umarzane.

Sądy zamieniały je więc na prace społecznie użyteczne, których G. w wyznaczonym terminie nie wykonywał. Kiedy od każdego z kolejnych orzeczeń mijał około rok, niespiesznie reagowali kuratorzy, wnosząc o zamianę prac społecznych na areszt.

Wtedy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki do sądu docierały zaświadczenia o wykonaniu prac z Zakładu Gospodarki Komunalnej (ZGK) w Solcu Kujawskim. Przyjrzała się im Prokuratura Apelacyjna w Rzeszowie, która zarzuca G. pranie pieniędzy i kierowanie gangiem, specjalizującym się w nielegalnym hazardzie.

I okazało się, że zaświadczenia są nieprawdziwe (podobnie zresztą jak australijskie prawo jazdy, którym posługiwał się pirat-biznesmen). Sąd akceptował dokumenty, choć były przypadki, gdzie np. roczny okres pracy był przez G. rzekomo wykonywany w trzy miesiące. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu