Hongkong Jędrzeja Wittchena

Agnieszka Michalak
04-11-2011, 00:00

Wraca tam, bo kocha włóczyć się po nowoczesnych dzielnicach miasta. Bawi go obstawianie na wyścigach konnych i ufa tylko chińskiej medycynie. Jędrzej Wittchen o swojej fascynacji Dalekim Wschodem

Jak w labiryncie. Po raz pierwszy pojawiłem się w Hongkongu w połowie lat 90. Widziałem wiele miast, ale żadne nie było tak idealnie przystosowane do prowadzenia biznesu – perfekcyjna komunikacja, doskonała informacja, tanie taksówki i brak korków. Można przylecieć rano, szybko dojechać do hotelu, załatwić kilka spraw i wieczorem zdążyć na powrotny samolot. Hongkong był perłą w koronie Wielkiej Brytanii. Pod koniec XIX wieku tę małą wioskę rybacką na niewielkiej wyspie Anglicy wydzierżawili od Chińczyków na sto lat. Przekształcili ją w okno na świat dla Chin. Rozwój Hongkongu rozpoczął się w latach 70. i 80. To był znakomity czas, żeby miasto zaprojektować od nowa, wiedząc o tym, że problemem cywilizacji wkrótce staną się korki. Dlatego zorganizowano tam ruch na wielu poziomach. Pod ziemią jest rozbudowane metro, są też szybkie kolejki naziemne, autobusy, statki, obwodnice i ruch kołowy na paru poziomach. Dziś Hongkong to przecież nie tylko wyspa, ale też część lądu i regiony Koulun oraz Nowe Terytoria. Wyspę z lądem łączy kilka podwodnych tuneli o wielopasmowym ruchu.

Jak w mrowisku. Ponieważ Hongkong położony jest na górzystym terenie, by uzyskać płaską powierzchnię, rozbierano i wysadzano góry, a skały wrzucano do morza (tworzono tak nowe terytoria). Dlatego każdy metr jest tam na wagę złota. Przez to, że na niewielkim obszarze dużo trzeba było zmieścić, w Hongkongu jest duża gęstość zaludnienia, jedna z największych na świecie – 6,2 tys. osób na kilometr kwadratowy. Miejscami dochodzi nawet do 43 tys. na kilometr kwadratowy. Niemal przy każdej ulicy stoją spektakularne 100-piętrowe biurowce. A bloki mieszkalne liczą po 50, 60 pięter, zwykle w środku wbudowany jest plac. To miasteczka w mieście.

Po godzinach. Hongkong nie ma ani starówki, ani zabytków i świątyń. Na historyczną część miasta składają się jedynie zachowane fragmenty wioski, którą był ponad sto lat temu. Ale za to miasto oferuje wiele nowoczesnych miejsc, w których można zapoznać się z historią ziemi czy ze zwierzętami. Jest tu mnóstwo teatrów i scen operowych. Hongkong żyje 24 godziny na dobę i jest mocno osadzony w kulturze Chin, która intensywnie zaczyna się odradzać. Widać to zwłaszcza w malarstwie, budownictwie, rzeźbie czy architekturze. Chiny to przecież kraj z wielotysięczną historią. W Hongkongu jest mnóstwo kameralnych uliczek, po których lubimy godzinami włóczyć się z żoną. Roi się tam od kawiarenek, łaźni, galeryjek, tradycyjnych miejsc, gdzie robi się masaż. Najurokliwsza jest Hongkong Island – właśnie tam należy szukać początków miasta. Tam też jest jego fragment wybudowany na wzgórzach – ulice pną się w górę, jeżdżą po nich stare tramwaje. Ale nowoczesne dzielnice też mają swój czar i… mnóstwo sklepów ze wszystkimi markami świata. Dlatego Hongkong jest świetnym miejscem na zakupy, zresztą w Japonii, Tajlandii i Singapurze są organizowane wyjazdy tylko w tym celu. Jest tam tanio, bo nie ma ceł ani VAT. W Hongkongu odbyła się także druga część naszego wesela dla chińskich przyjaciół i partnerów biznesowych.

Kurze łapki. Mieszkania są bardzo drogie (dziesięciokrotnie droższe niż w Warszawie) i wieloosobowe rodziny zwykle mieszkają na powierzchni 20–30 metrów kwadratowych, która służy przede wszystkim do spania. Przeciętny Chińczyk żyje więc w pracy, na ulicy i w restauracjach. Dlatego częsty widok w Hongkongu to kilkupokoleniowa rodzina w ogromnej jak boisko piłkarskie knajpie przy okrągłym, obrotowym stole, na którym stoi mnóstwo półmisków. Chińczycy uwielbiają jeść, piją też dużo herbaty oraz ziół. Jedzą wszystko, nawet robaki – to spadek po częstych okresach głodu w Chinach. Tworzono wówczas przepisy, według których przyrządzano do spożycia to, co nie było mocną trucizną. Dlatego tam niczego się nie wyrzuca. Kurczaka je się z łapkami, głową i wnętrznościami. Rarytasem jest zupa z języków bądź grzebienia koguta. Mięsa nigdy nie luzuje się z kości. Zresztą tam przywiązuje się dużą wagę do jedzenia. Przecież nadrzędną zasadą medycyny chińskiej jest to, że zdrowie człowieka zależy od tego, jak i co się je. Lekarze chińscy (w Chinach i Hongkongu są uniwersytety, które ich szkolą) sporządzają diety na różne pory roku i leczą ziołami. U nas lekarzowi płaci się z góry za wizytę, wyleczenie. A chiński lekarz dostaje pieniądze, gdy utrzymuje pacjenta w zdrowiu, a kiedy pacjent zaczyna chorować, przestaje mu się płacić. Od wielu lat leczymy się z żoną u tamtejszych medyków, bo są bardzo skuteczni. Badają przede wszystkim na podstawie pulsu. Patrzą na człowieka jako na całość.

Biegnij, koniu, biegnij! Chińczycy uwielbiają pieniądze i hazard. W Hongkongu jednak nie ma kasyn, ale tuż za miastem jest Makau, czyli stara kolonia portugalska, gdzie skupione są wyłącznie kasyna. Chińczycy jeżdżą tam, by przepuszczać pieniądze. Najbardziej popularną formą hazardu są jednak wyścigi konne. Hongkong jest drugim miejscem na świecie, po Tokio, gdzie na taką skalę jest rozwinięty ten „sportowy interes”. Istnieją dwa tory wyścigów – Happy Valley przy Hongkong Island i Sha Tin na Nowych Terytoriach. Najczęściej w środy gonitwy odbywają się na Happy Valley, a w niedziele na Sha Tin. Wyścigi śledzą z trybun dziesiątki widzów. W sklepach, kioskach, domach handlowych, metrze także ogląda się relacje na żywo z biegów. Dlaczego? Bo wydając na nie dolara, można zostać multimilionerem. Czasami też dla zabawy obstawiam. Zdarzyło mi się nawet kilka lat temu wygrać ponad tysiąc dolarów.

Przydatne informacje:

Do Hongkongu nie można lecieć bezpośrednio z Warszawy. Najpierw trzeba się dostać do Londynu, Frankfurtu, Amsterdamu, Zurychu lub Moskwy. Lot stamtąd trwa 10 godzin. Bilet można kupić już za ok. 2 tys. złotych.

Jędrzej Wittchen

W 1990 roku założył firmę Wittchen. Dziś marka jest liderem na rynku ekskluzywnej galanterii skórzanej. W 2009 otrzymał tytuł Europejczyka Roku oraz Medal Solidarności.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Michalak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Hongkong Jędrzeja Wittchena