I minister syty, i samorządy całe

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2011-06-07 00:00

Samorządy przygotowały mechanizm, który może zadowolić wszystkie strony sporu.

Jest szansa, że kłótnię o deficyty uda się rozwiązać bez drastycznych cięć inwestycji

Samorządy przygotowały mechanizm, który może zadowolić wszystkie strony sporu.

Organizacje samorządowe wypracowały wstępną propozycję mechanizmu ograniczania zadłużenia, z którą pójdą na rozmowy do Ministerstwa Finansów. Samorządowcy chcą, by deficyt całego sektora samorządowego w 2012 r. nie przekraczał 10 mld zł, a w 2013 r. — 6 mld zł. W następnych latach limit wynosiłby 2,5 proc. dochodów lub 0,6 proc. PKB. Jeśli regionalne izby obrachunkowe stwierdzą, że te progi mogą zostać przekroczone, minister finansów miałby prawo zmusić samorządy do ograniczania deficytów.

Deficyty jak minuty

— Propozycji było kilka, ale ta jest najpoważniejsza i ma największe poparcie. Takie rozwiązanie powinno usatysfakcjonować ministra finansów, a jednocześnie nie wpłynie na ograniczenie inwestycji w samorządach — mówi Marek Wójcik, dyrektor Związku Powiatów Polskich.

Samorządowcy chcą też, by "niewykorzystany" deficyt — jak niewykorzystane minuty w abonamentach telefonicznych — przechodził z roku na rok.

— Deficyt w samorządach zaciągane są głównie na realizację wieloletnich programów inwestycyjnych. Dlatego pewne przesunięcia między jednym rokiem a następnym powinny być dopuszczalne. To nie jest żaden nowo zaciągany dług, więc nie tworzy dodatkowego ryzyka — tłumaczy Marek Wójcik.

Pomysłodawcy mechanizmu chcą też, by limity były podnoszone w wypadku klęsk żywiołowych.

— Te propozycje dają gwarancję, że wszystkie zaplanowane i zakontraktowane inwestycje w samorządach będą realizowane zgodnie z planem. Nie trzeba będzie ciąć żadnych projektów — mówi Andrzej Porawski, dyrektor Związku Powiatów Polskich.

Propozycja do końca tygodnia będzie dyskutowana wśród władz samorządowych i na początku przyszłego zostanie przesłana rządowi.

Upewnienie sceptyka

O wypracowanie mechanizmu zbijania deficytu stronę samorządową poprosił w maju premier Donald Tusk. Wcześniejsza propozycja ministra finansów (4 proc. deficytu poszczególnych samorządów do dochodów w 2012 r. i co roku o 1 pkt proc. mniej aż do 1 proc. w 2015 r.) wywołała bowiem gwałtowny sprzeciw samorządowców i doprowadziła do zerwania rozmów. Oznaczała bowiem, że wiele miast czy powiatów — tych, które planowały największe inwestycje — musiałoby drastycznie ciąć wydatki.

Nowa propozycja pozwoliłaby na spokojne dokończenie wszystkich projektów. Sektor samorządowy nie powinien mieć bowiem w przyszłym roku problemu z utrzymaniem deficytu poniżej 10 mld zł.

— Już w 2011 r. deficyt spadnie do około 8 mld zł — prognozuje Marek Wójcik.

Jak to zatem możliwe, że propozycja ma szansę na akceptację resortu finansów, skoro jeszcze niedawno chciał on zmusić samorządy do gwałtownych cięć budżetowych? Bo nowy mechanizm daje ministrowi finansów poczucie stabilizacji. Ministerstwo Finansów podchodzi bowiem do prognoz samorządowców z dużą nieufnością. Resort obawia się, że bez żadnego mechanizmu dyscyplinującego istnieje ryzyko nagłego, niekontrolowanego wystrzału lokalnego zadłużenia. Dziś nikt nie zarządza deficytem sektora samorządowego jako całości. Pewność, że deficyt nie przekroczy 10 mld zł, daje ministrowi finansów choć częściowe poczucie bezpieczeństwa.