Idąc z torbami

Karol Jedliński
opublikowano: 20-02-2008, 00:00

Zielona torba zaczyna wypierać foliową ze świadomości kupujących. Jej twórca wie, że pomysł ekologiczny, by się obronić, musi dać dochód.

Jednorazowe torby foliowe przeżywają ciężkie dni. Rozpalają wyobraźnię ekologów, a niektórzy politycy chcieliby zakazać ich używania. Supermarkety z własnej kieszeni płacą za nie średnio od 2 do 5 groszy za sztukę. Daje to kilkaset tysięcy rocznie. Przeciwnicy foliówek stawiają za wzór torbę ekologiczną wielokrotnego użytku. Andrzej Gajek, właściciel toruńskiego Gamu, pokazuje konkret: greenbag. Sprzedaje ich jakieś 150 tys. miesięcznie.

— Sprzedaż co miesiąc rośnie od 20 do 40 proc. A zaczynałem rok temu, po partyzancku — zaznacza Andrzej Gajek.

Bez lobby, z reklamą

Z partyzanckością trochę przesadził. Do promocji produktu i idącej wraz z nim ekologicznej idei zatrudnił znaną warszawską agencję PR. Biznes ma być profesjonalny, rentowny, a nie tylko efektowny.

— Z żadnym lobby marketowym i ekologicznym nie mam nic wspólnego — uważa Andrzej Gajek.

Torunianie znają go przede wszystkim z czasów Gametu, producenta i importera akcesoriów meblowych. Po latach rozwijania tego biznesu sprzedał go funduszom inwestycyjnym. Właśnie wprowadzają go na giełdę. Za to Gajek kupił dom w Australii i stamtąd przywiózł pomysł na greenbagi. Na antypodach ustawowo zakazano foliówek. Na torbach wielorazowych można było zrobić majątek.

— Handlowcy i sklepy nie wierzyli w taką torbę. Dlatego zacząłem kampanię reklamową, żeby niejako zmusić ich do greenbaga — zaznacza Andrzej Gajek.

On w greenbaga wierzy, zainwestował w niego kilka milionów złotych. Jak dotychczas torby są na minusie, ale już niedługo mają na siebie zarabiać. Zanim to nastąpi, czeka je jeszcze kilka starć. Okna toruńskiego biura Gamu wychodzą na hipermarket Real. Tam greenbagów nie uświadczysz. W Piotrze i Pawle — owszem.

— Sklepy na jednej sztuce zarabiają dużo więcej niż Gam. Mimo to ich nie chcą — mówi właściciel marki Greenbag.

Praktyczna zieloność

Strzał w kolano? Niekoniecznie. Część wielkich sieci szykuje własne odpowiedniki greenbagów. Inne wolą intratne miejsce przy kasie przeznaczyć na batony i gumy. Są też rynkowi rywale. Jeden z nich, z Augustowa, wali wprost. Na stronie internetowej ekotorba.pl torby wjeżdżają w sielski krajobraz doliny Rospudy. Konkurenci często sprzedają taniej, schodzą z marż. Jak to na wolnym rynku.

— Niech ludzie sami ocenią, które lepsze, trwalsze i ładniejsze. Jestem pewien, że wybiorą nasz produkt — przekonuje Andrzej Gajek.

Przyznaje, że idea chwyciła szybciej, niż zakładał. Marka jest coraz bardziej rozpoznawalna i pożądana.

— Ludzie doceniają ich praktyczność — podkreśla właściciel Gamu.

Jednak króluje motyw ekologiczny. Kupując greenbaga, wspierasz Światowy Fundusz dla Przyrody (WWF). Andrzej Gajek nie jest aktywnym działaczem ekologicznym. Przyznaje: tu chodzi także o biznes i nie zamierza do niego w nieskończoność dokładać. Do kupna hybrydowego Lexusa dopiero się przymierza. Wojowniczy ekolodzy podpowiedzą: mały, zupełnie niehybrydowy fiacik pali i tak dwa razy mniej. No, ale to przyspieszenie...

— Na wysypiskach foliówki zajmują zaledwie 0,5 proc. przestrzeni, więc zastąpienie ich przez większe torby typu greenbag doprowadzi do ekologicznej katastrofy — wyliczają producenci foliówek.

Jest na to kontra:

— Skoro jeden greenbag może zastąpić nawet kilkaset jednorazówek, to nie ma o czym mówić. Można go prać, jest wytrzymały i kilkakrotnie pojemniejszy — podkreśla Andrzej Gajek.

Głosowanie portfelem

Nikt jeszcze greenbaga walającego się po ulicy, pływającego w stawie czy wiszącego na drzewie nie widział.

— Jednorazowe plastikowe torby na zakupy są w tej chwili śmieciem najbardziej widocznym — ocenia dr Witold Lenart, wicedyrektor Centrum Badań nad Środowiskiem Uniwersytetu Warszawskiego.

Greenbag jako śmieć będzie fizycznie łatwiejszy do opanowania, a że niesie ekologiczne przesłanie, zwykle trafia do ludzi wyczulonych na problem śmieci . Choć ma słabe punkty: powstaje z polipropylenu, przypływa w kontenerach z Chin. Design mało chwytliwy.

— Torba jest pod kontrolą WWF. Fabryki muszą spełniać jej standardy — wyjaśnia Andrzej Gajek.

Bawełna byłaby na pewno bardziej nośna, ale mniej trwała i po prostu droższa. Co do wyglądu, to gotowe są kolejne generacje greenbagów. Niekoniecznie zielone, a w bardziej odważnym wzornictwie i kolorach. W sam raz dla ekologicznych modniś, już od 3,50 zł. n

Siatka nasza powszednia

200

sztuk Tyle toreb foliowych rocznie zużywa przeciętny konsument.

1

Tyle z nich podlega recyklingowi.

12

mln Tyle milionów jednorazówek rocznie kupuje dobrze prosperujący hipermarket.

Wielorazowy szpan

Plastikowe jednorazówki zostały zakazane między innymi w Australii, Bangladeszu, Indiach, Nowej Zelandii i na Tajwanie. W RPA za złamanie zakazu grozi kara więzienia. Opodatkowane torby są na Słowacji i w Szwajcarii. Wprowadzenie ograniczeń foliówek czeka Francję, Włochy i Wielką Brytanię. W tym ostatnim kraju powinno pójść gładko, patrząc na karierę bawełnianej torby z napisem „I’am not a plastic bag”. Stworzona przez drogą londyńską projektantkę Anyę Hindmarch w zeszłym roku podbiła serca nie tylko zakupowiczek. Pierwsze 20 tysięcy sprzedano przez sieć marketów za 5 funtów. Torba szybko osiągnęła cenę 400 funtów na aukcjach internetowych. Wraz z nową dostawą ceny spadły do 10 funtów.

Karol Jedliński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane