Idzie fala upadłości w biznesie

opublikowano: 27-12-2022, 20:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

W ciągu dwóch kolejnych lat z rynku zniknie znacznie więcej firm niż w ostatnim czasie – przestrzega kancelaria PMR Restrukturyzacje. Problem dotknie przede wszystkim kilku branż.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • jak duży wzrost liczby upadłości w 2023 i 2024 r. prognozuje PMR Restrukturyzacje
  • z czego ma to wynikać
  • które branże są najbardziej zagrożone i dlaczego
  • co nadejście fali bankructw oznacza dla innych firm oraz konsumentów

W ostatnich tygodniach było głośno o złożeniu wniosku o ogłoszenie upadłości przez notowanego na NewConnect Mr Hamburgera. To działająca od wielu lat sieć gastronomiczna znana przede wszystkim na Górnym Śląsku. Spółka mierzyła się ze stratami od lat, a dobił ją m.in. wzrost kosztów działalności (pracy, energii, surowców itd.). To przypadek jeden z wielu, a zdaniem ekspertów w najbliższym czasie jeszcze ich przybędzie.

Skokowy wzrost upadłości

W III kw. niewypłacalność ogłosiło 750 firm, czyli o jedną czwartą więcej niż w poprzednim kwartale – wynika z danych Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej (COIG). O tym, że problem narasta, świadczy rekordowa liczba uruchomionych postępowań restrukturyzacji zadłużenia w październiku (282).

Zdaniem kancelarii PMR Restrukturyzacje będzie tylko gorzej. Liczba restrukturyzacji będzie coraz większa, a upadłości, których do października ogłoszono 303, przybędzie skokowo. W 2023 r. ma być ich więcej o 30-40 proc. niż w całym 2022 r. (liczba może się okazać rekordowa), a w 2024 r. wzrost r/r znów ma wynieść 30-40 proc.

To oznaczałoby odwrócenie trendu, ponieważ o ile liczba restrukturyzacji w 2021 i 2022 r. wzrosła kilkakrotnie w porównaniu do poprzednich lat, to liczba upadłości zmniejszyła się dwucyfrowo (z powodu wprowadzenia tzw. uproszczonej restrukturyzacji).

– W ostatnich miesiącach obserwujemy skokowy wzrost liczby przedsiębiorstw, które nie radzą sobie z długofalowymi, skumulowanymi problemami, narastającymi od 2020 r. Mowa o firmach, które przetrwały zamrożenie gospodarki i ograniczenia w handlu, a dziś mierzą się z rosnącymi cenami energii i surowców, spadkiem popytu oraz presją płacową ze strony pracowników – mówi Małgorzata Anisimowicz, prezeska PMR Restrukturyzacje.

Podkreśla, że w obliczu trudnej sytuacji gospodarczej – spotęgowanej dwucyfrową inflacją – przedsiębiorcom coraz trudniej przenosić koszty na klientów, a przez to rośnie ich zadłużenie.

– W wyniku zachwiania płynności finansowej przedsiębiorcy coraz częściej nie regulują bieżących zobowiązań. W konsekwencji wierzyciele nie są w stanie dłużej zwlekać z egzekucją należności i składają wnioski o ogłoszenie upadłości kontrahentów. Skala tego zjawiska niestety narasta – stwierdza Małgorzata Anisimowicz.

Zagrożone m.in. budownictwo i transport

W ocenie Kancelarii PMR Restrukturyzacje problemy dotykają przede wszystkim branż, które najmocniej ucierpiały na początku pandemii i już wtedy utraciły oszczędności lub aktywa. Za najbardziej narażone na masowe problemy z niewypłacalnością uważa: budownictwo, transport, przemysł metalurgiczny, meblarstwo, handel (w galeriach handlowych), hotelarstwo i turystykę oraz gastronomię.

– Pierwsze kwartały przyszłego roku będą szczególnie trudne dla sektora gastronomicznego i turystycznego. Wiele osób odpuści sobie ferie zimowe i wakacje w wyższym standardzie, a wyjścia do restauracji doraźnie zastąpi gotowaniem w domu. Zmaleje także popyt na zajęcia dodatkowe w zakresie szkolnictwa, w tym również na szkoły językowe – mówi Małgorzata Anisimowicz.

Zwraca uwagę, że o ile więksi gracze sobie poradzą, to dla MŚP bez zaplecza finansowego nadchodzi czas próby. Prognozuje, że znaczny ich odsetek stanie przed olbrzymim wyzwaniem utrzymania rentowności.

Warto walczyć do końca:
Warto walczyć do końca:
Małgorzata Anisimowicz, prezeska PMR Restrukturyzacje, zwraca uwagę na potrzebę zmiany mentalności przedsiębiorców. Przytłoczeni problemami nie mają sił, by zawalczyć o firmę, a tymczasem skuteczność restrukturyzacji jest duża, sięga nawet 85 proc. Ponadto obecnie trwa ona kilka miesięcy, a przed laty był to rok albo nawet dwa.
materiały prasowe

Strata dla większości rynku

Skokowy wzrost upadłości to złe wieści dla biznesu. Przedstawicielka kancelarii wyjaśnia, że nawet jeżeli większa liczba bankructw w danym okresie dotyczy wybranych branż, to w dłuższej perspektywie zawsze odbija się negatywnie na dużej części rynku.

– Chodzi przede wszystkim o pogorszenie sytuacji płynnościowej kontrahentów – zazwyczaj upadłość jednego podmiotu pociąga za sobą osłabienie kondycji finansowej współpracujących firm i nierzadko doprowadza do kolejnych upadłości. Odwołując się do zasad ekonomii, popytu i podaży, nie spodziewam się, aby zmniejszenie konkurencji wpłynęło w dużym stopniu pozytywnie na sytuację pozostałych podmiotów z danego sektora – uważa szefowa PMR Restrukturyzacje.

Uspokaja, że konsumenci nie muszą obawiać się ograniczenia wyboru produktów i usług, ponieważ rozwinięty rynek zazwyczaj zapewnia dostęp do nich w wystarczającej mierze. Trzeba się jednak liczyć z redukcją etatów.

– Część zwolnionych pracowników znajdzie pracę u konkurencji, natomiast część – zwłaszcza przy dużej skali upadłości – będzie musiała się przekwalifikować. Wszystko zależy od koniunktury w danej branży i aktualnego zapotrzebowania na nowych pracowników – mówi Małgorzata Anisimowicz.

Sprawdź dwa razy

W biznesie, jak w życiu, trzeba być ostrożnym. 750 niewypłacalnych firm w III kw. 2022 r. zostawiło po sobie 47,4 mln zł zobowiązań – wynika z danych Krajowego Rejestru Długów (KRD). Jednak aż jedna trzecia bankrutów i co piąta firma podejmująca się restrukturyzacji widniała w rejestrze od dwóch lat.

  • Przedsiębiorstwa rzadko upadają z dnia na dzień. Najczęściej problemy narastają przez wiele miesięcy, a nawet lat. Takie niepokojące symptomy można jednak wcześniej wychwycić. Długi to podstawowy sygnał ostrzegawczy w biznesie. Jednak nie wszystkie firmy korzystają z tej podpowiedzi. Większość zadłużonych firm, które ogłosiły niewypłacalność, miała więcej niż jednego wierzyciela. To oznacza, że mimo dostępnej informacji o zadłużeniu znalazł się kontrahent, który tego nie sprawdził lub ten fakt zignorował. W efekcie nie zobaczył swoich pieniędzy. Teraz, gdy taki dłużnik ogłosił niewypłacalność, droga do ich odzyskania będzie niezwykle trudna komentuje Adam Łącki, prezes KRD.
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane