Rozpoczęta w ubiegłym tygodniu ofensywa popytu znacznie podniosła poprzeczkę oczekiwań. Jej dynamiczny postęp wzmacniał nadzieję, że tym razem warszawski rynek zawędruje znacznie powyżej szczytu z początku kwietnia. Nieznaczna korekta notowań pod koniec tygodnia nie zmąciła dobrego nastroju. Spodziewano się szybkiego powrotu trendu wzrostowego.
Ostatnie dwie sesje dowiodły jednak, że siła kupujących nie jest tak duża, jak się wydawało. Znacznie zmalała aktywność inwestorów. Wartość obrotu tylko minimalnie przekroczyła wczoraj poziom przyzwoitości, czyli próg 1 mld zł. Również zachowanie indeksów bardzo rozczarowało. Po silnej zwyżce za oceanem wydawało się, że popyt będzie miał ułatwione zadanie. Zamiast jednak wzrosnąć, niemal wszystkie indeksy spadły, choć na szczęście spadek ten nie zagroził najbliższym poziomom wsparcia.
Warszawska giełda okazała się zbyt słaba, by rosnąć na przekór dominującej w Europie tendencji. Dobry nastrój po zwyżce na Wall Street szybko wyparował po porannej serii złych wieści z kilku europejskich banków. Znowu pojawiły się informacje o stratach, odpisach i konieczności podniesienia kapitału. Na dodatek spore obawy wzbudził niespodziewanie duży skok brytyjskiego wskaźnika inflacji.
Widok tracących na wartości indeksów głównych rynków Europy podziałał odstraszająco. WIG20 także szybko znalazł się pod kreską. Straty były jednak niewielkie, a nieco więcej blue chipów zyskiwało, niż traciło, więc indeks niezbyt wiernie oddawał rzeczywistą sytuację. Rynek wszedł w jałowy bieg i zaczął wielogodzinną konsolidację. Widząc jednak niewielką skalę przeceny, można było mieć nadzieję, że jakiś pozytywny impuls z zewnątrz zmieni jeszcze wynik sesji.
Na czynniki wewnętrzne nie można było liczyć. Tylko dwie spółki z WIG20 — GTC i TVN — dyskontowały swoje kwartalne raporty. GTC okazał się gwiazdą indeksu, zyskując 5 proc. po zdecydowanie lepszym od prognoz wyniku finansowym. Na przeciwnym biegunie znalazły się walory medialnego koncernu, przecenione o blisko 3 proc, gdyż zysk spółki nie sprostał wyśrubowanym oczekiwaniom.
Nadzieje odżyły na krótko po publikacji informacji o lepszym wyniku sprzedaży detalicznej w USA. Zagraniczne indeksy odbiły się od sesyjnego dna, a WIG20 wrócił do wartości z otwarcia. Wtedy jednak aktywność popytu zamarła, a nieznaczny spadek amerykańskich indeksów na początku notowań przypieczętował negatywny wynik WIG20. Indeks na finiszu stracił 0,3 proc. Także
mWIG40 osunął się o 0,6 proc.,
ale WIG zanotował symboliczny wzrost o 0,1 proc.
Włodzimierz Uniszewski