Ceny rosną bardzo wolno, przyspieszają płace i zatrudnienie. Podjęcie decyzji o obniżce stóp procentowych będzie trudne.
Styczniowa inflacja wyniosła zaledwie 0,7 proc. w skali roku. Od stycznia ceny nie zmieniły się — wynika z najnowszej publikacji Głównego Urzędu Statystycznego.
Jednocześnie niewielkiej (o 0,1 pkt. proc.) korekcie w dół, do 0,6 proc., uległ styczniowy indeks cen, co było wynikiem corocznej zmiany tzw. koszyka inflacyjnego GUS.
Ekonomiści spodziewali się, że lutowa inflacja będzie nieco wyższa.
— Oczekiwano 0,8-procentowego wzrostu cen. Choć to niewielka różnica w skali roku, jednak z punktu widzenia psychologii rynków finansowych może być znacząca — uważa Marcin Mrowiec, ekonomista Banku BPH.
A to dlatego, że przy tak korzystnym kształtowaniu się cen, w momencie gdy sytuacja na rynku uspokoi się, a złoty nieco się umocni, wzmogą się oczekiwania obniżek stóp procentowych NBP.
— Utrzymuje się sytuacja obserwowana już od kilku miesięcy: inflacja netto (nieuwzględniająca cen paliw i żywności) utrzymuje się na stabilnym poziomie i nie widać zagrożenia nagłym wzrostem cen — uważa Marcin Mróz, ekonomista Societe Generale (SG).
Zaskoczeniem okazały się także lepsze od prognoz dane z rynku pracy. Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło w lutym o 2,5 proc. r./r., a — co ważniejsze — płace o 4,8 proc.
— To oznacza ponad 4-procentowy wzrost wynagrodzeń realnych, a w połączeniu ze wzrostem zatrudnienia — blisko 7-procentowy realny wzrost funduszu pracy. To jeden z lepszych wyników w ciągu ostatnich lat — zauważa ekonomista SG.
Tak dobre dane mogą studzić nadzieje na obniżki stóp: wyższe płace i zatrudnienie mogą bowiem zwiastować szybszy powrót inflacji do wyznaczonego przez bank centralny celu 2,5 proc. +/- 1 pkt proc.
— Dla Rady Polityki Pieniężnej wczorajsze dane per saldo nie będą sugerowały, by spieszyć się z obniżkami. Mimo niskiej inflacji, wiele danych wskazuje na odbudowujący się popyt konsumpcyjny — uważa Piotr Bielski, ekonomista Banku Zachodniego WBK.