Inwestor zamiast kredytu

Sylwia WedziukSylwia Wedziuk
opublikowano: 2013-01-08 00:00

Finansowanie: Bank tylko pożyczy pieniądze, a inwestor pieniądze da i pomoże je pomnożyć. Chociaż nie za darmo

Banki otwarcie deklarują, że zaostrzają politykę kredytową w stosunku do małych i średnich firm. Dotyczy to szczególnie rodzaju i jakości akceptowanych przez nich zabezpieczeń. Ale poszerza się także lista branż całkowicie wykluczonych z finansowania oraz o podwyższonym ryzyku. To przede wszystkim budowlanka i powiązane z nią firmy.

— Obecnie banki wymagają aby sytuacja przedsiębiorstwa była w 100 proc. jasna, czysta i klarowna. W przypadku jakichkolwiek wątpliwości, niepewności, ciężko jest przekonać bank do swoich racji i jakichkolwiek odstępstw — mówi Łukasz Wiejak, kierownik produktu w Gold Finance.

Lepszy niż giełda

Nie mają więc czego szukać w bankach firmy z jakimikolwiek problemami. Pieniądze dostaną te, które mają się dobrze, a zastrzyku gotówki potrzebują głównie po to, żeby mieć się jeszcze lepiej.

A wielu przedsiębiorcom, których ogromny potencjał na chwilę został przyćmiony problemami wynikającymi z wielu niezależnych od nich samych powodów, zastrzyk gotówki mógłby uratować życie. Na szczęście takimi podmiotami mogą się zainteresować inwestorzy finansowi. Trzeba się tylko liczyć z tym, że funduszowi private equity albo też venture capital trzeba będzie oddać kawałek tortu w postaci udziałów. W zamian dostaje się wsparcie, nie tylko finansowe.

— Coś za coś — mówi Radosław Tadajewski, prezes Grupy Trinity. Dlatego też kredyt bywa postrzegany jako mniej obciążająca forma finansowania. — Gdybym był przedsiębiorcą, też w pierwszej kolejności poszedłbym po pieniądze do banku, bo finansowanie dłużne jest tańsze i nie rozwadnia kapitału firmy — mówi Grzegorz Bielowicki, prezes Tar Heel Capital. Jeśli jednak w banku nic się nie da wskórać, a firma potrzebuje wsparcia, lepiej pomyśleć o funduszu.

— W sytuacji, kiedy nie można zaciągnąć długu w banku, dla większości przedsiębiorców fundusz jest lepszym rozwiązaniem niż giełda — zwłaszcza dla firm, które mają kilkanaście, do kilkudziesięciu mln zł sprzedaży — twierdzi Grzegorz Bielowicki. Tym bardziej że w ostatnim czasie na giełdzie też nie dzieje się zbyt dobrze.

— Dzisiaj pozyskiwanie kapitału z giełdy jest bardzo trudne — rynek obligacji korporacyjnych jest w tarapatach, banki zaostrzają politykę kredytową, zostają fundusze — twierdzi Radosław Tadajewski.

Nie tylko kasa

Ale czy na pewno fundusze to tylko ostatnia deska ratunku? Wręcz przeciwnie — przekonują ich przedstawiciele. To często lepsze rozwiązanie zarówno od kredytu jak i giełdy, choć wymaga też pewnych wyrzeczeń.

— Przedsiębiorcy zwykle obawiają się dzielenia udziałami w firmie, traktując to jako oddanie jej kawałka w obce ręce. Oczywiście, trzeba się podzielić, tyle że my inwestujemy w firmy, które dopiero rozkwitają na rynku. Wyróżniają się potencjałem, ale tak naprawdę nie mają się jeszcze czym dzielić, oprócz problemów. Inwestujemy, wierząc, że to się zmieni w przyszłości — mówi Marek Rusiecki, prezes Xevin Investments. Ponadto fundusz jest skłonny zainwestować w daną firmę znacznie więcej, niż mógłby pożyczyć bank. Co więcej, w przypadku banku na pieniądzach się kończy, a w przypadku funduszu — to dopiero początek.

— Ogromne znaczenie ma także wsparcie merytoryczne funduszu, który już z niejedną firmą współpracował. Podzieli się swoim doświadczeniem, kontaktami i know-how. Otwarcie drzwi do zagranicy, załatwienie kontraktów, które szybko mogą dać pieniądzę czy klienta, który ustawi tę spółkę, są często dużo ważniejsze niż sama wysokość inwestycji — twierdzi Marek Rusiecki.

— Fundusz na pewno może pomóc w rozmowach z bankami, we właściwym strukturyzowaniu bilansu, popatrzeć i zastanowić się, jak można podnieść rentowność, co można w firmie poprawić,jak umożliwić jej rozwój na nowych rynkach — dodaje Grzegorz Bielowicki.

Dobre przykłady

Dobrym przykładem jest Mennica Wrocławska. Dzięki inwestycji Grupy Trinity stała się drugim graczem na rynku złota. Założyli ją bracia, którzy chwilę wcześniej zrezygnowali z pracy w korporacji i nie mieli doświadczenia w zarządzaniu firmą.

— Konsultowali z nami, w którym kierunku iść, w jaki sposób się rozwijać, żeby budować wartość przedsiębiorstwa. Dostali kapitał, który pomógł przyspieszyć rozwój, dostali też kontakty. Kiedy Mennica szukała wejścia do sieci bankowych, odwiedziliśmy zarządy prawie wszystkich banków w Polsce. Wiele z nich nam odmówiło, ale dzisiaj Mennica Wrocławska to największy dystrybutor złota w sieciach bankowych w Polsce. Właśnie dlatego, że pozwoliliśmy im skrócić tę drogę — opowiada Radosław Tadajewski. Marek Rusiecki podaje przykład Red Sky, firmy kilka lat temu założonej przez 24-letnich ludzi.

— Jesteśmy w tej spółce 3 lata i od momentu inwestycji urosła ona 15-krotnie pod względem zysków i obrotów, rozbudowała się z 5 osób do ponad 100. Uczestniczyliśmy w większości strategicznych decyzji jej założycieli i oni raczej nie mają wrażenia, że musieli nam oddać udziały — mówi Marek Rusiecki.

Idą na łowy

Fundusz będzie też cierpliwy. — Nas interesuje dłuższa perspektywa i rozumiemy, że pierwsze lata mogą być trudne, bo firma inwestuje i efektów jeszcze nie ma. Ważne, ile będzie warta za kilka lat — mówi Grzegorz Bielowicki. Ponadto, w przeciwieństwie do banku, funduszu nie interesują tylko finanse firmy.

— Często bywa tak, że przychodzą do nas przedsiębiorcy, którzy skarżą się, że przeinwestowali, teraz są na minusie, ale pieniądze uratowałyby im życie. Jeśli rzeczywiście widzimy, że dzięki zastrzykowi gotówki firma wystartuje, damy jej pieniądze — mówi Radosław Tadajewski. Fundusze często nie szukają zatem firm, które bardzo dobrze się mają, tylko takich, które mogą się bardzo dobrze mieć.

— A ponieważ teraz jest dużo przedsiębiorców, którzy już są albo za chwilę będą w trudnej sytuacji, myślę, że przyszły rok to będzie prawdziwy czas łowów dla funduszy. Dużo usłyszymy o transakcjach, które zrobią — mówi Radosław Tadajewski.

Żadnych konsekwencji

Obecność funduszu pomaga także w inny sposób — dzięki temu i banki, i giełda patrzą na nią przychylniej.

— Bank może dać więcej pieniędzy i łatwiej można uplasować obligacje — zauważa prezes Grupy Trinity. Najważniejsze jednak, że bank wyciągnie konsekwencje, jeśli firmie pomimo pożyczki się nie powiedzie. Na przykład przejmie zabezpieczenia, bez których kredytu nie udziela. A co jeśli firma nie spełni warunków, na które umówiła się z funduszem?

— Nie ma żadnych konsekwencji. Podajemy sobie ręce i rozchodzimy się. Ryzyko jest wpisane w naszą działalność. Fundusze zwykle tak mają, że na 10 inwestycji połowa idzie w piach, 1-2 wychodzi na zero, a 3 są sukcesem — mówi Marek Rusiecki. Jednak taki scenariusz jest możliwy, tylko jeśli firma dobrze się z funduszem umówi.

Znane są przecież, przynajmniej w środowisku funduszy, przypadki przedsiębiorców, którzy zostali przez inwestora wykorzystani. Dlatego trzeba zatrudnić dobrego prawnika przed podpisaniem umowy. I liczyć się z tym, że liczne wymienione tutaj plusy współpracy z funduszem okupione są również faktem, że zwykle taka transakcja trwa dłużej niż oczekiwanie na wypłatę pieniędzy z banku.

Możesz zainteresować się również: