Polski rynek obligacji rozwija się dynamicznie w ciągu ostatnich kilku lat. Coraz więcej inwestorów jest zainteresowanych lokowaniem kapitału w emisjach prywatnych papierów wartościowych, a także inwestowaniem na rynku Catalyst.
Według danych zgromadzonych przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW), wartość emisji serii notowanych na koniec lutego wyniosła 40,1 mld zł i była o 78,6 proc. wyższa niż rok wcześniej. Liczba transakcji była wyższa o 74,4 proc. rok do roku.
Obligacje zyskują na popularności również poza granicami kraju, szczególnie te ryzykowne z wysokim oprocentowaniem. Od początku roku europejskie korporacje o niższej wiarygodności kredytowej uplasowały dolarowe obligacje o wartości sięgającej 8,8 mld USD.
Według szacunków banku Barclays Capital, do końca roku spółki mogą zebrać nawet 30 mld USD. Wzrost zainteresowania inwestorów rynkiem obligacji sugeruje również indeks cen instrumentów zabezpieczających posiadaczy amerykańskich obligacji. Wskaźnik tworzony przez ośrodek Markit jest najniższy od lipca.
Między lokatą a giełdą
Chętnych na rynek Catalyst przyciągają wyższe od oprocentowania lokaty stopy zwrotu i umiarkowane ryzyko. Przy kupnie obligacji takich spółek jak np. GPW możemy liczyć na bezpieczeństwo.
Trudno sobie wyobrazić bankructwo giełdowego operatora. Z drugiej strony większość emitentów sporo płaci za finansowanie. Wynika to z ostrożności banków. Im wyższe oprocentowanie, tym wyższe ryzyko. Na rynku Catalyst zdarzało się już, że emitent miał problemy z wypłaceniem kuponów lub wykupem obligacji.
— Obligacje na rynku Catalyst, ze względu na wyższe oprocentowanie, są dobrą alternatywą dla lokat, z których zyski pochłania inflacja. Są również mniej ryzykowne niż akcje, oczywiście pod warunkiem, że byt emitenta nie jest zagrożony i posiadają odpowiednie zabezpieczenia — mówi Jan Mazurek, główny analityk Investors TFI.
— Rynek Catalyst może oferować wyższą stopę zwrotu oraz stabilny zysk w dłuższej perspektywie czasowej — dodaje Ilona Wołyniec, dyrektor departamentu finansowania projektów inwestycyjnych PKO BP.
Nie trzeba milionów
Większość spółek na Catalyst emituje obligacje o niskich nominałach — 100 zł lub 1000 zł, co sprawia, że rynek zyskuje na popularności wśród drobnych inwestorów.
— Rynek Catalyst jest już na tyle dojrzały, że nie tyko stanowi alternatywę dla inwestora, ale może być jedną z podstawowych form lokaty kapitału — mówi Łukasz Wróbel, analityk Noble Securities.
— Bariera wejścia na Catalyst wcale nie jest wysoka. Większość domów maklerskichnie pobiera opłaty za otwarcie i prowadzenie rachunku, a prowizje są w granicach 0,25 proc. od transakcji — dodaje Kamil Artyszuk, analityk DM BPS.
Według ekspertów, zbudowanie portfela obligacji na rynku Catalyst jest w zasięgu drobnego inwestora i nie wymaga dużego kapitału. Wystarczy od kilku do kilkunastu tysięcy złotych, w zależności od ilości spółek w portfelu.
Zróżnicowanie pomaga
Na rynku Catalyst mamy do dyspozycji kilka rodzajów obligacji: skarbowe, komunalne (samorządy), korporacyjne (przedsiębiorstwa) i banków spółdzielczych. Inwestor, który obawia się rynku akcji, ale oczekuje większej stopy zwrotu niż z lokaty, może zbudować portfel w całości z różnego rodzaju obligacji.
Największym bezpieczeństwem cechują się obligacje skarbowe, tu też mamy do czynienia z najniższym oprocentowaniem. Największe ryzyko jest związane z obligacjami korporacyjnymi. Do osiągnięcia optymalnej stopy zwrotu warto dobrać kilka rodzajów papierów wartościowych.
— Ze względu na płynność atrakcyjne wydają się obligacje spółdzielcze. Gdybym miał tworzyć portfel, przeznaczyłbym 30 proc. dla obligacji spółdzielczych, a 70 proc. dla obligacji korporacyjnych. Nie brałbym pod uwagę papierów komunalnych i skarbowych — mówi Kamil Artyszuk.
Według Łukasza Wróbla, początkujący inwestor na rynku Catalyst nie powinien kierować się tylko wysokim oprocentowaniem, ze względu na ryzyko.
— Polecam bardziej konserwatywne podejście. W portfelu złożonym z samych obligacji jedną trzecią ulokowałbym w obligacje skarbowe, a resztę w korporacyjne. Tu radziłbym wybierać większych, stabilnych emitentów, z oprocentowaniem do 3-4 proc. ponad WIBOR — mówi Łukasz Wróbel.
Różnego rodzaju obligacje można też traktować jako stabilizator portfela inwestycyjnego złożonego z akcji i instrumentów pochodnych.
Na co zwracać uwagę
Głównym ryzykiem inwestycji w obligacje na Catalyst jest niewypłacalność emitentów lub problemy z regulowaniem płatności kuponowych. Dlatego przed inwestycją dobrze jest zbadać spółkę.
— Przed decyzją inwestycyjną należy dobrze przeanalizować sprawozdania finansowe emitenta i dokumenty korporacyjne. Warto zastanowić się nad przyszłością branży, w której działa firma, odpowiedzieć na pytanie, czy w trudnych czasach kryzysu popyt na produkty lub usługi emitenta nie spadnie — mówi Jan Mazurek.
— Oceniając emitenta, dobrze jest zapoznać się z jego historią na rynku instrumentów dłużnych, ratingiem, jaki posiada, wynikami finansowymi jakie generuje w ostatnich latach. Pomocne w ocenie może być też zapoznanie się z opiniami analityków, jeśli spółka jest notowana na giełdzie — dodaje Ilona Wołyniec.
Według ekspertów, ze względu na ponoszone ryzyko lepiej zrezygnować z obligacji oprocentowanych powyżej 11 proc. Chyba że inwestor zna emitenta, wierzy, że jego biznes ma przyszłość, i wyklucza możliwość upadku.
Jednak nawet wtedy nie warto lokować całego kapitału w obligacje jednej firmy. Portfel warto oprzeć na papierach dużych spółek notowanych na giełdzie, ze względu na większą stabilność emitenta. Warto zwrócić uwagę, czy zadłużenie spółki nie jest zbyt wysokie.
— Spółki, które sięgają po droższe finansowanie, mogą mieć większe problemy z wykupem obligacji. Z reguły tacy emitenci potrzebują pieniędzy na realizację ryzykownych projektów lub chcą za wszelką cenę uniknąć bankructwa, licząc na lepsze czasy — dodaje Jan Mazurek.
15%
Tyle wynosi obecnie najwyższe oprocentowanie obligacji korporacyjnych, notowanych na rynku Catalyst.
_________________________
Catalyst czy fundusze obligacji korporacyjnych?
Zalety inwestycji za pośrednictwem funduszy
Inwestor kupuje gotowy portfel/strukturę z odpowiednią dywersyfikacją i rentownością. Budowa portfela samodzielnie bezpośrednio na Catalyst trwa dłużej. Przy inwestycji w fundusze wystarczy 1000 zł, inwestycja na Catalyst wymaga portfela od kilku-kilkunastu tys. zł. Samodzielnie trudniej jest dobrze ocenić wiarygodności emitenta. Z funduszy można wyjść w każdym momencie, w przypadku samodzielnego inwestowania trudniej wyjść z rynku Catalyst, bo nie jest tak płynny jak rynek akcji.
Zalety inwestowania bezpośrednio na rynku Catalyst
Inwestor sam podejmuje decyzję, jakie papiery wybiera. Inwestor wie w 100 proc., jakie aktualnie ma papiery. W przypadku funduszy musi czekać na roczne i półroczne raporty. Inwestor może dokonywać zmian w portfelu na bieżąco. Inwestor może kupić papiery tylko jednego emitenta. Nie ma dodatkowych opłat dla funduszu.