Japońska hossa ma się dobrze

  • Jagoda Fryc
opublikowano: 25-02-2015, 00:00

Dopóki gospodarka jest pod kroplówką z banku centralnego, giełda w Tokio będzie zwyżkować — przekonują specjaliści.

Indeks Nikkei znalazł się w ubiegłym tygodniu na najwyższym poziomie od 15 lat. Entuzjazm inwestorów wzbudziły dobre dane o wymianie handlowej Japonii. Deficyt handlowy Kraju Kwitnącej Wiśni spadł w styczniu do 1,2 bln JPY, podczas gdy przed rokiem sięgał 2,8 bln JPY. Eksport rósł o 17 proc. w ujęciu rocznym, a import spadł o 9 proc.

Globalni gracze wybrali się więc na zakupy, a największym ich beneficjentem były banki. Branżowy indeks Topix Banks od początku roku wzrósł już ponad 11 proc. Zdaniem specjalistów, rajd na giełdzie w Tokio potrwa dłużej.

— Zwyżki indeksów są w największym stopniu stymulowane poprzez luzowanie ilościowe w polityce pieniężnej tamtejszego banku centralnego. Osłabienie jena pozytywnie wpłynęło na eksporterów. Ta korzystna sytuacja może utrzymać się także w kolejnych miesiącach, tym bardziej że Bank Japonii jest przekonany o słuszności swojego podejścia — uważa Marek Buczak, dyrektor ds. rynków zagranicznych w Quercus TFI.

Podobnego zdania jest Paweł Cymcyk, ekonomista ING TFI, który dodaje, że dalsze zwyżki na giełdzie w Japonii, przeplatane korektami, są uzasadnione także przez ograniczenie restrykcyjności polityki fiskalnej (odłożenie podwyżek podatków) oraz niską cenę ropy.

— Ponadto oczekuję odbicia produkcji przemysłowej, wydatków inwestycyjnych przedsiębiorstw oraz dalszego wzrostu prywatnej konsumpcji — dodaje Paweł Cymcyk.

Uwaga na korekty

Japoński rynek od początku roku jest na 7 proc. nad kreską, a w skali roku 25 proc. Przez ostatnie 2,5 roku giełda w Tokio wzrosła natomiast o prawie 130 proc.

— Jeżeli akceptujemy wysokie ryzyko, to nadal są argumenty za zwyżkami. Szczególnie dobra może być końcówka pierwszego kwartału tego roku, kiedy japońskie firmy będą tuż przed sezonem wyników finansowych za 2014 r. Inwestorzy mogą w nich znaleźć sporo pozytywnych niespodzianek — przekonuje Paweł Cymcyk.

Tomasz Bursa, wiceprezes Opti TFI, choć dostrzega pozytywne czynniki, wspierające gospodarkę i giełdę do końca tego roku, to jednak spodziewa się korekty notowań.

— Oczekuję korekty w krótkim terminie. Po pierwsze ostatnie zwyżki były dosyć dynamiczne. Ponadto rynek nie jest już tani — wskaźnik C/Z wynosi ponad 20 i jest na poziomie historycznych średnich. Po trzecie, kapitał inwestujący na rynkach azjatyckich może zostać przesunięty w kierunku tańszych rynków Azji Południowo-Wschodniej, które będą korzystać z niskich cen surowców — uważa dr Tomasz Bursa.

Bez kroplówki

Główne problemy rynku japońskiego to wciąż niezbyt dynamiczny wzrost gospodarczy, na poziomie około 1-1,5 proc., i obciążanie gigantycznym długiem publicznym.

— Japonii nie udało się wygenerować znacząco wyższej inflacji, która obniżyłaby realny dług publiczny. Problemem rynku jest również bardzo niski zwrot z kapitału własnego spółek na poziomie około 9-10 proc., podczas gdy np. w USA jest on 4-5 pkt. proc. wyższy — zwraca uwagę dr Tomasz Bursa. Marek Buczak przekonuje, że stymulowanie gospodarki przez bank centralny nie rozwiązuje tych problemów strukturalnych i w momencie, gdy kroplówka zostanie odcięta (lata 2016-17), giełda boleśnie to odczuje, jeśli w tym czasie nie zostaną przeprowadzone reformy.

Tak zainwestujesz w Japonii

W Kraju Kwitnącej Wiśni można zainwestować za pośrednictwem funduszy. Spośród polskich powierników wyspecjalizowane produkty są w ofercie ING TFI oraz PKO TFI. ING Japonia przez ostatni rok zyskał prawie 25 proc., a PKO Akcji Rynku Japońskiego zarobił w tym czasie nieco ponad 19 proc. Atrakcyjnym z punktu widzenia kosztów są też fundusze ETF, które naśladują zachowanie indeksu. Te narzędzia dostępne są w ofercie rodzimych domów maklerskich.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jagoda Fryc

Polecane