
Christopher Wood, szef działu strategii kapitałowej w Jefferies uważa, że perspektywa szerszego otwierania się gospodarek (abstrahując od ryzyka związanego z nowym wariantem Omikron koronawirusa) będzie dużym wsparciem dla surowca w kolejnych miesiącach.
Biorąc pod uwagę, że ceny ropy przebiły ostatnio poziom 80 USD/b, a wiele znaczących gospodarek, w tym w Azji nadal pozostaje w dużym stopniu zamkniętych, można sobie wyobrazić jakie będzie przyszłe zapotrzebowanie na surowiec. Przy pełnym otwarciu globalnej gospodarki cena baryłki może dojść do 150 USD – wyjaśnia Wood.
Strateg podkreśla, że presja na transformację energetyczną z jaką mamy do czynienia w ostatnich latach zniechęciła do inwestowania w sektorze paliw kopalnych, a przecież zapotrzebowanie pozostaje ogromne. Aż 84 proc. światowego zapotrzebowania na energię w 2020 r. było zaspokajane z paliw kopalnych. Tymczasem inwestycje w poszukiwania i wydobycie ropy systematycznie się zmniejszają.
Cena ropy wzrośnie w całkowicie ponownie otwartym świecie, ponieważ nikt nie inwestuje w ropę, ale świat nadal zużywa paliwa kopalne. Ropa więc może znacznie podrożeć, a to z pewnością może eskalować strach przed inflacją – powiedział Wood.