Przemysław Gosiewski zapewnia, że w całym zamieszaniu wokół hazardu odgrywa rolę sędziego.
„Puls Biznesu”: Do prac nad nowelizacją ustawy hazardowej powołano specjalny zespół międzyresortowy. Docierają jednak do nas informacje, że i pan odgrywa znaczącą rolę w przygotowywaniu tej noweli…
Przemysław Gosiewski: To jakieś nieporozumienie. Ja tylko koordynuję prace nad tym projektem, tak jak nad wieloma innymi. Wiem, jakie są postępy w jego przygotowywaniu, ale to wiedza ogólna, pochodząca z jednego spotkania sprzed dwóch tygodni z przedstawicielami resortów: finansów (wiceminister Marian Banaś), skarbu państwa (wiceminister Paweł Szałamacha) i sportu (minister Tomasz Lipiec).
Z naszych informacji wynika jednak, że był pan też na innym spotkaniu w podobnym gronie: u premiera Kaczyńskiego, z przedstawicielami Totalizatora Sportowego (TS).
— Nie pamiętam tego. Nie mogę jednak wykluczyć, że do takiego spotkania doszło.
Podobno przekonywano na nim ministra Banasia, żeby propozycje z projektu były korzystne dla TS. Tymczasem w ostatnich wersjach noweli pojawiają się zapisy sprzyjające prywatnym firmom hazardowym. Nasi informatorzy twierdzą, że to efekt agresywnego lobbingu z ich strony. Dowodem ma być rezygnacja z pracy Grzegorza Maja, który w Totalizatorze Sportowym odpowiadał za prace nad nowelizacją.
— Mnie lobbyści nie naciskają, a o rezygnacji pana Maja dowiedziałem się przypadkowo (rozmawialiśmy zaledwie dzień po jego decyzji — przyp. aut.), jednak nie znam jej powodów.
— A jak skomentuje pan pojawiające się plotki, że pracom nad nowelizacją towarzyszy pana konflikt z ministrem Banasiem?
— Nic o tym nie wiem. Jak wspomniałem — ja koordynuję to wszystko. Nie jestem więc stroną sporu, raczej sędzią.