Kapitalizm się przejadł

opublikowano: 23-12-2021, 10:38
aktualizacja: 24-12-2021, 15:23

Najbardziej palących problemów współczesnego świata nie da się rozwiązać, dopóki wrażliwość i etyka nie wezmą góry nad maksymalizacją zysków i nadmierną konsumpcją. Przykładem świecić powinny rządy i korporacje.

Angielska ekonomistka Kate Raworth, autorka głośnego w ostatnich latach konceptu „ekonomii obwarzanka“ w książce o tym samym tytule pisze, że od ponad 70 lat ekonomię ogarnia obsesja PKB, czyli produktu krajowego brutto, który uznaje się za najważniejszą miarę postępu. Ale za jaką cenę? Według niektórych wskaźnik ten jest wystarczającym uzasadnieniem dla skrajnych nierówności dochodowych i majątkowych oraz niespotykanej skali niszczenia świata. Dlatego, żeby odkryć, jak dobrze żyć w równowadze, zdaniem naukowczyni, w pierwszej kolejności trzeba porzucić PKB.

Nie ona jedna zwraca uwagę na palącą potrzebę odejścia od starej ekonomii — dyskusja na ten temat wartko się toczy od uniwersyteckich sal po media głównego nurtu. W październiku tego roku w ramach pierwszej edycji mistrzowskiej debaty pod patronatem NASA i Obserwatorium Watykańskiego międzynarodowi liderzy i eksperci rozmawiali o tym, jaka powinna być dwudziestopierwszowieczna gospodarka. Wydarzenie zorganizowano z inicjatywy polskiej Fundacji Centrum Twórczości Narodowej, która na co dzień wspiera talenty w rozwijaniu pasji, a jej sztandarowe hasło brzmi: „otwieramy okna tam, gdzie zamknięte są drzwi". Od początku (czyli od 2002 roku) fundacją kieruje Marek Ratajczak, wcześniej przez lata związany ze światem finansów. Jego, a także Pawła Nizińskiego, rodzimego popularyzatora ruchu B Corp (o którym więcej w dalszej części tekstu) oraz partnera regionalnego B Lab Europe, europejskiego reprezentanta globalnej fundacji, która certyfikuje biznes pod kątem etycznym, pytamy, co zrobić, żeby wrażliwość i etyka wzięły górę nad maksymalizacją zysków i nadmierną konsumpcją.

Miłość i szacunek

— CSR to za mało w kontekście wyzwań XXI w., w tym kryzysu klimatycznego i gigantycznych nierówności społecznych. Rozwój zrównoważony także nie wystarczy. Brakuje w nim rzeczywistego pragnienia zmiany świata na lepszy — mówi Paweł Niziński.

Przywołuje anegdotę zestawiającą zrównoważony rozwój z małżeństwem.

— Czy chciałaby pani, żeby pani małżeństwo było zrównoważone? Bo ja nie. Chciałabym, żeby relacja była gorąca! Podobnie rzecz ma się z rozwojem zrównoważonym – bez pełnego pasji zabrania się za naprawienie tego, co zostało zepsute przez dekady gospodarki opartej na wzroście konsumpcji i zużywającej zasoby planety fundujemy następnym pokoleniom katastrofę — stawia sprawę jasno propagator etycznego i zrównoważonego biznesu.

Ekspert od wizerunku:
Ekspert od wizerunku:
Paweł Niziński jest propagatorem ruchu B Corp i partnerem regionalnym B Lab Europe, europejskiego reprezentanta globalnej fundacji, która certyfikuje biznes pod kątem etycznym. Ma kilkunastoletnie doświadczenie w budowaniu i wdrażaniu strategii biznesowych dotyczących zrównoważonego rozwoju.
materiały prasowe

Według naszych rozmówców, mamy pieniądze, wiedzę, technologię i możliwości, lecz wciąż brakuje nam holistycznego myślenia i wrażliwości. Gigantyczny kryzys, będący skutkiem „nienażartego kapitalizmu”, w zatrważającym tempie niszczy planetę, a opanować go może, ich zdaniem, sojusz rządów z korporacjami.

Wspólny cel

Paweł Niziński i Marek Ratajczak nie znali się wcześniej. Już po kilku minutach rozmowy z nimi wiadomo, że grają w tej samej drużynie.

— Kapitalizm, jaki znamy, czyli nastawiony na zysk i polegający na ciągle rosnącej konsumpcji, wypalił się. Nie rozwiązuje palących problemów współczesnego świata, zarówno dla nas, jak i dla przyszłych pokoleń. Kwestionują go młodzi, którzy pytając starszych: jak zamierzacie utrzymać wzrost oparty na konsumpcji i jednocześnie uratować planetę przed zniszczeniem? — pyta zwolennik ruchu B Corp.

Problem nie jest ani nowy, ani łatwy do rozwiązania. Uwagę na to w trakcie październikowej debaty z udziałem międzynarodowych ekspertów zwrócił Jeffrey David Sachs (amerykański ekonomista w Polsce znany ze swego wkładu w przekształcenia gospodarcze po upadku komunizmu, potocznie zwanego planem Balcerowicza). Robią to również rozmówcy „PB”. Wspominają Szczyt Ziemi z roku 1992, gdy do Rio de Janeiro zjechali się przedstawiciele 172 rządów i około 2,4 tys. osób reprezentujących organizacje pozarządowe. Wypunktowali najważniejsze problemy ówczesnego świata, w tym m.in. kryzys klimatyczny, pogłębiające się nierówności społeczne, skrajne ubóstwo itp. Stwierdzili, że idący w tryliony dolarów majątek zgromadzony przez ówczesnych miliarderów wystarczy, żeby naprawić to, co zepsuliśmy i odwrócić zły trend. Wydarzenie powtórzono w 2012 r. Wnioski? Przez tyle lat nie naprawiliśmy tego, co zepsuliśmy, a niektóre problemy, w szczególności dotyczące klimatu, mocno pogłębiliśmy.

— Skoro przez tyle lat nie rozwiązano palących problemów, to może trzeba spróbować dobrać się do nich inaczej, na przykład od strony duchowej. Bez dodania wymiaru moralnego do dyskusji ekonomistów nie ruszymy z miejsca w procesie przekonywania całej globalnej populacji do zmiany podejścia do kwestii zagrożeń klimatycznych — uważa Paweł Niziński.

Wiara czyni cuda

Zwolennik etycznego i zrównoważonego biznesu popiera apel papieża Franciszka do przywódców religijnych, żeby włączyli się do debaty na ten temat. Wtóruje mu prezes Fundacji Centrum Twórczości Narodowej.

— Zamieniliśmy ideę zbawienia na bożka rozwoju i teraz ponosimy tego konsekwencję — stwierdza Marek Ratajczak, powołując się na „Króla liczb” Bartosza Kuśniarza, filozofa, który stawia tezę, że człowiek nie jest stworzony do kapitalizmu.

Łowca talentów:
Łowca talentów:
Marek Ratajczak stoi za sterami Fundacji Centrum Twórczości Narodowej, której misją jest pomaganie ludziom w dochodzeniu do wielkości, do jakiej zostali przeznaczeni. Wspierają wszystkich, którzy mają marzenia i odwagę, by zmieniać świat na lepsze.
materiały prasowe

Nawiązanie do wiary może wydać się nietrafione. Fundamenty kościoła kruszą się pod ciężarem skandali. Do tego w tłumie fałszywych proroków giną autorytety. Tymczasem.

— Od liderów zależy czy firmy i projekty wzrastają lub upadają. Kilka lat temu amerykańska agencja Edelman zbadała, kto jest najbardziej autentycznym liderem świata i wyszło, że papież Franciszek cieszy się aż ponad 70-procentowym uznaniem globalnego społeczeństwa, zostawiając polityków daleko w tyle. Dlatego uważam, że jego głos w tej i innej debacie jest ważny i potrzebny — uzasadnia autorytet głowy kościoła katolickiego Marek Ratajczak.

Jedno z wystąpień papieskich sprzed kilku lat dotyczyło chorób, które niszczą kościół (w tym m.in. przekonanie, że jesteśmy niezastąpieni, rywalizacja i próżność, obojętność, zamknięty krąg). Przemówienia do kardynałów wysłuchał Gary Hamel, amerykański konsultant i założyciel firmy doradczej Strategos. Następnie w artykule na łamach Harvard Business Review sparafrazował słowa głowy kościoła, kierując je do menedżerów i firm.

Trafnych spostrzeżeń najwyższych hierarchów kościelnych historia pamięta znacznie więcej. W encyklice „Rerum novarum” z końca XIX w. Leon XIII odrzucił marksistowski socjalizm i ślepy kapitalizm. Sześć lat temu papież Franciszek w „Laudatio si” dokonał przeglądu aspektów kryzysu ekologicznego pod kątem wyzwań przed jakimi stoi ludzkość, gdzie — zdaniem głowy kościoła katolickiego — środkiem do celu nie są pieniądze, lecz moralność.

Zagubieni

Nawiązując do rozważania papieża nad moralnością, Paweł Niziński zwraca uwagę na gigantyczny problem cywilizacyjny, jakim jest „zagubienie” kompetencji umożliwiających ludziom odróżnianie dobra od zła, uleganie populizmom, co przekłada się na banalizację zła. Za zagrożenie dla współczesności uważa natomiast dominację gigantów technologicznych, którzy w imię zysków czerpanych z polaryzacji postaw pochłaniają naszą uwagę bez opamiętania i zamykają w informacyjnych bańkach.

Jasną stronę technologii dostrzega nasz drugi rozmówca.

— Być może dzięki technologii rozpoczniemy nowy etap rozwoju, a sztuczna inteligencja sprzęgnie ludzkie umysły w jeden, co być może pozwoli nam znaleźć odpowiedzi na pytania, z którymi się borykamy [quo vadis świecie — red.], a także nauczy nas zarządzania i egzekwowania zasad etyki — mówi Marek Ratajczak, powołując się na analizy futurysty Mika Walsha.

Nie podziela tej opinii zwolennik ruchu B Corp (dotychczas certyfikat przyznano ponad 4 tys. firm, w tym również kilku polskim — m.in. Netguru, ANG, Too good to go), wywodzącego się z USA. Ruch ten powstał kilkanaście lat temu z inicjatywy kilku absolwentów uniwersytetu Stanforda, którzy stworzyli organizację pozarządową pod nazwą B Lab, zrzeszającą firmy pragnące nie tyle być najlepsze na świecie, ile być najlepszymi dla świata. Zdarzyło się to w odpowiedzi na zjawisko greenwashingu — czyli fundowania sobie listka figowego w postaci komunikowanej w mediach takiej czy innej akcji CSR-owej, żeby przykryć zawstydzające praktyki z życia przedsiębiorstwa.

— Ostrożnie podchodzę do oczekiwań wobec sztucznej inteligencji. Myślę, że tutaj może zadziałać reguła podobna tej dotyczącej pieniądza, gdy zły zawsze wypiera dobry. Niestety mamy skłonność do tego, żeby wygrywała nasza ciemna strona mocy. Mimo oczywistych korzyści z postępu technologicznego np. w medycynie, dostępie do informacji, czy podejmowaniu decyzji odnośnie do rozmaitych kwestii w oparciu o big data itd. widzę wielkie zagrożenia, np. dla funkcjonowania naszych systemów społecznych — twierdzi Paweł Niziński.

Drogowskaz

Niepokoi go niszczenie demokracji m. in. przez media społecznościowe, które zamykają ludzi w bańkach, ale nie tylko. Również to, że programistami tworzącymi sztuczne inteligencje w większości są biali mężczyźni pochodzący z zamożnej części świata. Wśród architektów algorytmów brakuje mu np. kobiecej wrażliwości, na co zwraca uwagę wielu krytyków współczesnego podejścia do technologii, nieuwzględniającej w wystarczający sposób różnorodności globalnego społeczeństwa.

W rzeczywistości wirtualnej olbrzymią rolę odgrywają firmy technologiczne. Microsoft i IBM w ubiegłym roku podpisały dokument papieża Franciszka w sprawie etycznego rozwoju sztucznej inteligencji.

— Dla świata to dobry sygnał, że ci ludzie, którzy tworzą algorytmy, mają poczucie zagrożeń i wyzwań — komentuje Marek Ratajczak.

Zmiana jest nieuchronna

Najedzonych łatwiej przekonać do zmiany. Z głodnym znacznie trudniej rozmawiać o tym, żeby nad cel własnego bogacenia się przedłożył dobro świata, i przystąpił do zwolenników nowej ekonomii.

— Myślę, że jeszcze jedna rzecz jest warta j refleksji. Otóż, wydaje się mi, że w tych środowiskach, które zadają sobie to ważne pytanie o przyszłość naszej cywilizacji, i to, co przekazujemy następnym pokoleniom, chyba niestety zaczął dominować mit, że odpowiedzialność spoczywa na każdym z nas indywidualnie i samym kolektywnym wysiłkiem uda nam się naprawić świat. Wystarczy, że pilnie segregujemy odpady, wyłączamy zbędne żarówki, zakręcamy kran z wodą itd. Tę odpowiedzialność powinniśmy oczywiście mieć, bo oprócz śladu środowiskowego w ten sposób wychowujemy nasze dzieci, które będą być może liderami, albo tylko obywatelami, konsumentami. Jednakże bez udziału państw i wielkich korporacji w tym przedsięwzięciu, nie naprawimy świata. Przykład musi iść z samej góry — mówi Paweł Niziński.

— Trzeba walić do drzwi i powtarzać jak mantrę, że najwyższy czas odesłać na emeryturę starą ekonomię, nawyki, biznes, które są takim samymi barbarzyńcami, jak kiedyś papieski kat — dodaje Marek Ratajczak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane