Od miesięcy poddawani jesteśmy "kryzysowej indoktrynacji". W pierwszym półroczu tego roku władza, specjaliści i amatorzy z parciem na "szkło" przewidywali, że kryzys w zasadzie Polski nie dotyczy. Z początkiem drugiego półrocza zmienili zdanie i przyznali, że zarówno obszar naszych instytucji finansowych, jak i świat gospodarki realnej zostaną kryzysem dotknięte. Znacząco w swych opiniach różnili się co do siły tego dotyku. Jak jest — wszyscy widzą. Jak będzie — z pewnością nikt nie wie. Ciekawym doświadczeniem okazały się jak na razie ogłoszone wyniki i prognozy spółek notowanych na GPW. 56 proc. firm zadnotowało pogorszenie wyników netto. Należy podkreślić że siła rażenia wyników trzeciego kwartału była tak gwałtowna że w większości wypadków zaważyła na pogorszeniu wyników za 9 miesięcy. Jest to tym bardziej bolesne dla rynku, że zwykle właśnie trzeci kwartał przesądzał o pozytywnym wyniku całego roku. W równym stopniu wyniki pogorszyły małe spółki, co często się zdarzało w przeszłości, jak również rekiny naszej gospodarki, co jest nowością Nadzwyczajną siłą swych wyników wykazał się sektor bankowy, który zrealizował niemalże 50 proc. wyników wszystkich firm co na tle światowego kryzysu instytucji finansowych jest fenomenem.
Jak zawsze, gdy wszystko układa się w niczym niezakłócony obrazek, w tym przypadku pełen smutku, nasuwają się wątpliwości. Kiedy o słabych wynikach zdecydowały tzw. warunki obiektywne (jeżeli w procesie gospodarczym w ogóle istnieją), a kiedy nieudolność zarządzających i nadzorujących. Analizując wyniki nie tylko w układzie finansowym, ale przede wszystkim operacyjnym, w wielu przypadkach bez zbytniego ryzyka można stwierdzić, że przyczyna tkwi w decyzjach. Członkowie organów spółek uwierzyli że życie im sprzyja i los wsadził ich w windę szczęścia, która porusza się jedynie do góry. Niektórzy nawet próbowali użyć dopalaczy, np. spekulując na rynku walutowym, nazywając to zabezpieczeniem. Inni dla uatrakcyjnia programu motywacyjnego przesadzili, kreując nierealne plany w rezultacie których przyjęli nadmierne dla spółek zobowiązania. W nieokreślonej liczbie firma niemałą rolę w obecnych kłopotach odegrali inwestorzy strategiczni, którzy "doili" swe córki licznymi daninami wewnętrznymi, zakładając, jak dzisiaj widać złudnie, że wyniki całego roku uśrednią ostateczny rezultat. Z pewnością funkcjonuje także grupa po prostu kiepskich zarządów, których członkowie uwierzyli w swe kiepskie umiejętności. Bez względu na przyczyny szczegółowe wielu, jak widać, zdecydowało się wsiąść do pociągu zwanego kryzys, który pozwolił rozładować wagony pełne błędów.
Zważywszy na skalę kryzysu, zainteresowani znaleźli się po właściwej stronie problemu i nie wyróżniając się niczym, uwolnili się od kłopotliwych następstw swych decyzji. Przybrawszy zaś zatroskane miny pełne łez, dobrze kadrują się na wspólnej fotce ofiar.
Maciej Grelowski
Przewodniczący rady głównej BCC