KBC poszło w ślady Uniona

Jagoda Fryc
opublikowano: 2016-06-09 22:00

Towarzystwo pozazdrościło sukcesu rywalowi i sięgnęło 
po tę samą broń. Inwestorom, którzy będą wierni funduszom przez rok, dopłaci nawet 2 proc.

Nic tak nie działa na wyobraźnię Polaków jak wiadomość, że dostaną coś za darmo. Na tym bazuje wakacyjna promocja KBC TFI. Zasady są proste: wystarczy wpłacić do wybranego funduszu z parasola KBC FIO co najmniej 2 tys. zł i dochować mu wierności przez rok, aby otrzymać nie tylko cały zysk wypracowany przez zarządzającego, ale także inwestycyjną premię (w postaci dodatkowych jednostek), której wysokość zależy od wybranej strategii.

W przypadku funduszu pieniężnego, papierów dłużnych i obligacji korporacyjnych bonus wyniesie 0,5 proc., a decydując się na produkty mieszane i akcyjne, można zgarnąć od 1 do 2 proc. Promocja potrwa do 8 września i żeby z niej skorzystać, należy otworzyć nowy rejestr za pośrednictwem platformy (Fund Inwestor), dostępnej na stronie internetowej towarzystwa.

Skuteczny wabik
Z początkiem marca z podobną kampanią wystartowało Union Investment TFI, promując w ten sposób strategię obligacji korporacyjnych — UniLokata. Zasady były te same: należało wpłacić do funduszu 10 tys. zł 
i poczekać 100 dni, aby otrzymać premię sięgającą 1 proc. netto.

Rywale, choć Unionowi kibicowali, to jednak nie dawali promocji dużych szans na powodzenie, tłumacząc, że obecnie żadna siła nie przekona Polaków do inwestowania w TFI. Tymczasem ten prosty przekaz solidnie pobudził wyobraźnię klientów. W ciągu dwóch miesięcy do UniLokaty krajowi inwestorzy wpłacili łącznie prawie 290 mln zł, a aktywa funduszu rozrosły się do 1,7 mld zł.

Ponieważ sukces smakuje, towarzystwo promocję wydłużyło i uatrakcyjniło — osoby, które do końca maja założyły promocyjny rejestr i poleciły UniLokatę znajomym (poprzez specjalny formularz), mają otrzymać dodatkowo 0,5 proc. zysku netto od wpłaconej kwoty. Łącznie bonusowy zysk wyniesie więc 1,5 proc. Tym razem jednak rezultat był marny. W kwietniu i w maju z funduszu wyparowało na czysto 86 mln zł.

Rynek wymusza
Do kampanii promocyjnych skłania TFI niesprzyjające otoczenie rynkowe, które zniechęca Polaków do zmiany swoich preferencji inwestycyjnych. Na miliardy zalegające na depozytach polowało w przeszłości Skarbiec TFI, kusząc drogimi nagrodami, jak samochód, elektronika i wycieczki zagraniczne. Pojawiały się też przejściowo niższe koszty zarządzania.

Dodatkową premią za wierność funduszowi kusiły też banki. W maju ubiegłego roku do kupowania jednostek namawiał Deutsche Bank. Wówczas wabikiem był zwrot 1 proc. zainwestowanego kapitału, a żeby skorzystać z promocji, należało zainwestować w fundusze minimum 5 tys. zł i trzymać pieniądze na rachunku co najmniej rok.

Oferta działała jednak wyłącznie wtedy, gdy klient posiadał rachunek osobisty wraz z kartą debetową MasterCard. Przed trzema laty promocyjne 1 proc. rozdawał mBank w zamian za zakup jednostek wybranych funduszy akcyjnych, mieszanych lub aktywnej alokacji.

Możesz zainteresować się również: