Mocno spadły też kursy Ideonu i Marki. Na dłuższą metę nerwowe decyzje inwestorów posiadających obligacje wymienionych firm wyjdą rynkowi na zdrowie, bo przypomną o znaczeniu słowa ryzyko przy inwestycjach w obligacje. Tymczasem napływ pieniędzy do funduszy obligacji korporacyjnych w lutym (629 mln zł) oraz bezpośrednio na rynek, powoli może stawać się niebezpieczny, ponieważ ani rynek pierwotny, ani tym bardziej płytki rynek wtórny nie mógł wchłonąć takiego popytu bez wpływu na ceny. Oczywiście nie spółek, które znalazły się w kłopotach, ale zapewne powodzenie ostatnich emisji obligacji (które mocno kontrastuje ze słabym popytem obserwowanym w II półroczu 2012 r.) i wzrost notowań niektórych serii to zapewne efekt napływu pieniędzy i mniej doświadczonych inwestorów na rynek.
W tym znaczeniu kłopoty niektórych emitentów pojawiają się (czy raczej — przypominają o sobie) w odpowiednim momencie, ponieważ dalsza dysproporcja między popytem i podażą papierów mogłaby prowadzić do nieracjonalnych wycen i słabszej percepcji ryzyka rynkowego.
Powyższe nie oznacza jeszcze, że los Ganta czy Marvipolu uważam za przesądzony. Rynek wychodzi z założenia, że nawet jeśli Gant jakimś sposobem sfinansuje wykup marcowej serii, to przy kolejnych może nie dać rady. „Rynek” to w tym przypadku drobni inwestorzy, o czym świadczy skala transakcji. Inwestorzy instytucjonalni zapewne zrolowaliby obligacje Ganta, ale z wykładaniem nowej gotówki na wykup papierów od drobnych inwestorów nikomu się nie będzie spieszyć. Z tym zadaniem Gant musi poradzić sobie sam.
Obligacje Marvipolu wyprzedawane są także przez drobnych inwestorów. Zdarzają się transakcje po 66 proc. nominału. Najpłynniejsza seria sierpniowa wyceniana jest już poniżej 75 proc. nominału — 33 proc. zysku w pięć i pół miesiąca z samej tylko różnicy w cenie nabycia i ewentualnego wykupu czeka na śmiałków, których jednak nie ma zbyt wielu.
Ciekawe, że w przypadku Ideonu, któremu PKO BP wypowiedział linię kredytową, skazując spółkę na bankructwo (to niezbyt dosłowny cytat komunikatu Ideonu, nie koloryzowanie), obligacje początkowo chodziły po cenach niewiele odbiegających od nominału (97-98 proc.), dopiero w piątek popyt zanikł całkowicie, a najlepszą ofertę kupna ustawiono na... 5 proc.