KNF: Rozkrok spreadów jest w sam raz

Eugeniusz Twaróg
02-12-2008, 10:05

Spready są szerokie, bo widełki na rynku też się rozwarły. Kropka. Taka uroda kredytów walutowych. Komu się nie podoba, niech idzie do kantoru. Tak mówi nadzór kierowany przez Stanisława Kluzę.

Spread – to słowo na stałe już weszło do słownika kredytobiorców zadłużonych w walutach obcych. Wcześniej, kiedy różnice między ceną kupna np. franka szwajcarskiego, a ceną sprzedaży były niewielkie, nikt nie zawracał sobie nimi głowy. Do października. Wtedy widełki nagle i szeroko się rozwarły, podwyższając wysokość rat kredytowych. Posypały się skargi do Komisji Nadzoru Finansowego (KNF).

- Bank, który chce udzielić kredytu walutowego, musi najpierw sam pozyskać z rynku odpowiednią ilość waluty, nie unikając kosztów związanych ze spreadem. Następnie ustala cenę, po której sprzeda walutę klientowi, zawierającą prowizję za usługę wymiany waluty. Ważne jest w tym momencie, czy ta ostatnia marża jest fair, czy też jej wysokość jest nieuzasadniona i traktowana jako dodatkowe źródło zysku dla banku – mówi dr Andrzej Stopczyński, szef pionu nadzoru bankowego w KNF.

Odpowiedź na pierwszą część pytania jest twierdząca. Dyrektor Stopczyński wyjaśnia, że zasadniczym powodem rozwarcia się widełek cenowych jest trudna sytuacja na rynkach finansowych.

Monitoring sytuacji w branży nie wykazał, żeby dochodziło do sztucznego nadmuchiwania spreadów.

- Z wcześniejszych analiz wynika, że kursy walut w bankach odzwierciedlały ceny, jakie same płaciły na rynku. Obserwowaliśmy nawet zawężenie spreadów w niektórych przypadkach – mówi dr Andrzej Stopczyński.

Jak na razie tylko raz, i to na dodatek wiosną, nadzorca zwrócił uwagę jednemu z banków, że bez uzasadnienia rozszerza widełki kursowe. Skąd zatem skargi klientów?

- Klient widzi tylko końcowy spread. Nie wie, jakie czynniki mają wpływ na ustalanie kursu waluty. Nie zmienia to faktu, że moim zdaniem doszło do poważanych zaniedbań w zakresie informowania kredytobiorców o znaczeniu widełek kursowych w przypadku kredytów walutowych – stwierdza dyrektor Stopczyński.

Dlatego Komisja chce nałożyć na banki obowiązek dokładnego tłumaczenia, na czym polega spread: że może się zmieniać i znacząco podwyższać wysokość miesięcznej raty. Wszystko to powinno się znaleźć w procedurach wewnętrznych banków.

Administracyjne narzucanie cen, czyli także wysokości kursów, nie wchodzi w grę.

- Nie możemy ingerować w politykę cenową banków. Poza tym, efekt takich działań mógłby być przeciwny do zamierzonego: maksymalizacja spreadów i zanik konkurencji  – tłumaczy dr Andrzej Stopczyński.

KNF ma jednak pomysł na ukrócenie zapędów banków do sztucznego rozszerzania spreadów walutowych. Nadzór sugeruje umożliwienie klientom spłaty rat w walucie, także przy kredycie indeksowanym do waluty obcej (zaciągany w walucie, spłacany w złotych). Mogliby je kupić w kantorze, wybierając najkorzystniejszy dla siebie kurs. Propozycja KNF znalazła się w nowej wersji rekomendacji S, którą w piątek banki dostały do konsultacji.

Więcej w dzisiejszym „Pulsie Biznesu”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Banki / KNF: Rozkrok spreadów jest w sam raz