Kolorowy świat Inglota

Producent kosmetyków z Przemyśla usuwa ostatnie białe plamy z mapy Europy. Nie próżnuje też na innych kontynentach i w laboratoriach

Ostatnie otwarcie w Egipcie, kolejne w Bangladeszu — Inglot, makijażowa marka z Przemyśla, nie zwalnia tempa i zamalowuje kolejne obszary na mapie świata.

Milena i Grzegorz Inglotowie to drugie pokolenie budujące markę. Do kosmetyków do makijażu, na których firma wyrosła na skalę globalną, dokładają produkty do pielęgnacji twarzy, a w dłuższej perspektywie myślą o następnym brandzie.
Zobacz więcej

KOLOR, BIEL I MARKA:

Milena i Grzegorz Inglotowie to drugie pokolenie budujące markę. Do kosmetyków do makijażu, na których firma wyrosła na skalę globalną, dokładają produkty do pielęgnacji twarzy, a w dłuższej perspektywie myślą o następnym brandzie. Marek Wiśniewski

— Obecnie działa około 800 punktów sprzedaży. Otwieramy około 80-100 rocznie i zamierzamy utrzymać tempo. Coraz większą wagę przywiązujemy też do sprzedaży internetowej. W ten sposób zadebiutowaliśmy w tym roku we Francji — mówi Grzegorz Inglot, doradca zarządu Inglota. Francja jest powszechnie uznawana za najbardziej konkurencyjny rynek kosmetyczny świata. Inglot chce tam zagościć także w stacjonarnych punktach sprzedaży.

— We Francji już od dwóch lat jesteśmy partnerem Kenzo na pokazach mody — odpowiadamy za przygotowanie paznokci. Uznaliśmy, że jesteśmy gotowi do debiutu sprzedażowego na tym rynku. Rozwój sklepu internetowego przekonuje nas do pojawienia się także w wersji offline, szukamy miejsc — również w domach towarowych. Chcielibyśmy je otworzyć w przyszłym roku — mówi Milena Inglot, doradzająca zarządowi spółki. Na mapie Europy Inglotowi brakuje jeszcze Słowenii, Słowacji, Danii oraz Węgier (gdzie trwają zaawansowane rozmowy).

— Pracujemy też nad rozbudową sieci tam, gdzie już jesteśmy — zaznacza Grzegorz Inglot. Łącznie polski szyld widać już w ponad 80 państwach. — W planach mamy kraje afrykańskie oraz Tajlandię, Paragwaj i Brazylię — deklaruje Milena Inglot.

Spółka sygnalizowała, że rozwój na tak odległych rynkach wymaga rozważenia budowy zakładu produkcyjnego za granicą. Dziś ponad 95 proc. asortymentu jest wytwarzane w Przemyślu.

— Na razie produkcja poza krajem została odłożona, a ruszyły prace nad konstrukcją nowych laboratoriów w Przemyślu — tłumaczy Milena Inglot. Obecnie w fabryce i biurach firmy pracuje 700 osób. Wyrosłą na makijażu markę coraz bardziej ciągnie ku tzw. białym kosmetykom. Dwa tygodnie temu do oferty, w której ma serum, dołożyła olejki. W przyszłym roku zadebiutuje z kremami do twarzy.

— Takie poszerzenie portfela wydaje się naturalnym krokiem. Chcemy cały czas uzupełniać tę część oferty. W końcu piękny makijaż prezentuje się najlepiej na wypielęgnowanej skórze — twierdzi Grzegorz Inglot. Szczegółów nie ujawnia. Przyznaje, że w długiej perspektywie spółka rozważa wprowadzenie nowych marek.

— Nasi główni konkurenci mają po kilkanaście brandów. My skupialiśmy się na jednym. Logicznym kierunkiem wydaje się dodanie kolejnych i produkowanie kosmetyków dla węższych grup odbiorców. Nie jest to jednak kwestia najbliższej przyszłości — zaznacza Grzegorz Inglot.

TRZY PYTANIA DO MARTY MARCZAK, LIDERA ZESPOŁU STRATEGII MARKI W PWC

Opóźniony start Polaków

1. Trudno znaleźć przykłady polskich marek detalicznych, które podbiły świat. Mijają lata i niewiele się zmienia. Z czego to wynika?

Wiele lat izolacji od reszty świata w poprzednim systemie gospodarczym sprawiło, że jesteśmy spóźnieni. Po otwarciu się gospodarki długo byliśmy przekonani, że sami nie osiągniemy globalnego sukcesu. Pojawiali się pojedynczy wizjonerzy, dziś śmiałków jest coraz więcej. Mamy wiele ciekawych młodych firm w różnych branżach — również w tych, które wydawały się już mocno nasycone, np. kosmetycznej. To na razie biznesy małe, ale ich właściciele postawili od razu na to, na co wiele starszych się nie zdecydowało, czyli na markę — na historię, emocje itd. Na zbudowanie wizerunku za granicą potrzebują jeszcze czasu.

2. Wiele branż uchodzi za polskie specjalności — oprócz kosmetyków to np. żywność i meble. Mamy ogromną skalę, ale próżno szukać rozpoznawalnych globalnie marek.

To kwestia decyzji producentów, żeby najpierw zbudować skalę, a potem wziąć się za tworzenie marki. Dostrzegają taką potrzebę, bo rozumieją,że konkurowanie samą ceną się kończy. Marka to wyższa marża i lojalność klientów, ale też długoterminowe inwestycje, które wymagają konsekwencji. Francuzi kojarzą się z ekskluzywnymi kosmetykami i stylem, a Włosi z designem. Polacy natomiast mają carte blanche. Jestem przekonana, że europejskie lub światowe marki mogą zbudować nie tylko w kosmetykach, żywności i meblach. Pole do popisu mają też np. w jubilerstwie i ceramice.

3 Na co polska marka z ambicjami powinna zwrócić uwagę?

M.in. na rosnący patriotyzm konsumencki. Może niekoniecznie warto manifestować kraj pochodzenia produktu. Inglot kojarzy się z bogatą ofertą, jakością, profesjonalizmem, ale w komunikacji nie odwołuje się do miejsca produkcji. To, że jest polski, ważne jest dla lokalnych konsumentów, ale nie dla Amerykanów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Kolorowy świat Inglota