Prywatne urzędy pracy? Nowa tendencja powoli dociera do Polski
Brytyjczycy idą na całość — przerzucają walkę z bezrobociem do firm. Nad Wisłą zmiany rodzą się w bólach.
Wielka Brytania komercjalizuje walkę z bezrobociem. Rząd Davida Camerona chce, by za aktywizację osób bez pracy odpowiadały nie państwowe urzędy pracy, lecz zewnętrzne agencje zatrudnienia. Administracja wyłoniła w ubiegłym tygodniu osiemnaście organizacji, którym powierzy to zadanie.
— Wybraliśmy głównie firmy prywatne, ale też instytucje samorządowe i organizacje pozarządowe. Nie wnikamy w ich sposób pracy i metody aktywizacji bezrobotnych. Ważne, że wynagrodzenie uzależnione będzie od osiąganych wyników — tłumaczy Jeremy Groombridge, dyrektor Jobcentre Plus, rządowej agencji zatrudnienia.
Zatrudniasz — zarabiasz
Osiemnaście zwycięskich instytucji pobierać będzie trzy rodzaje wynagrodzenia. Pierwsze — uzależnione od liczby bezrobotnych, których obsłuży i nakłoni do współpracy. Drugie — związane ze skutecznością aktywizacji, tzn. z odsetkiem bezrobotnych, którym udało się znaleźć pracę. Trzecie wynagrodzenie powiązane będzie z czasem, jaki zatrudnieni bezrobotni przepracują w nowym miejscu pracy. Pośrednik zarobi, jeśli ten czas wyniesie przynajmniej 12 miesięcy.
— Nie chodzi tylko o to, by znaleźć bezrobotnemu pracę. To tylko połowa sukcesu, zadanie jest wykonane dopiero wtedy, gdy uda się bezrobotnego osadzić na rynku pracy na stałe — tłumaczy Jeremy Groombridge.
Reforma budzie na Wyspach emocje, bo oznacza ograniczenie zadań sektora publicznego i redukcję zatrudniania w rządowych urzędach pracy. Mimo to brytyjski rząd forsuje zmiany, licząc, że przyniosą oszczędności w budżecie i zwiększą efektywność walki z bezrobociem. David Cameron przekonuje, że prywatna agencja zatrudnienia ma lepsze zrozumienie potrzeb biznesu niż publiczny urząd i nie jest obciążona procedurami biurokratycznymi.
— Dotychczasowy system zakładał tak potężną biurokrację, że ludzie przychodzący do urzędu pracy czuli się jak numerki. Nowy, oparty na mierzeniu efektywności, system zmusi służby zatrudnienia do większej dbałości o klienta — tłumaczy David Cameron.
Bitwa na bezrobotnych
Podobne partnerstwo publiczno-prywatne w walce z bezrobociem, choć w bardziej ograniczonej formie, wykorzystują już m.in. USA, Australia, Holandia i Dania. W Polsce podobne pomysły pojawiają się od kilku lat, ale nadal daleko do realizacji.
— W rządzie i rządowych strategiach pojawiają się podobne pomysły. Brakuje jednak determinacji, by przełożyć to na konkretne działania — mówi Małgorzata Rusewicz, ekspert PKPP Lewiatan.
Opór stawia głównie część urzędów pracy. Powód — ten sam, co w Wielkiej Brytanii.
— Pracownicy obawiają się, że delegowanie zadań do sektora prywatnego odbierze im pracę. Nie sądzę, by tak się stało. W Polsce jest tak wiele osób długotrwale bezrobotnych, że nie damy rady wszystkich skutecznie aktywizować bez pomocy firm prywatnych — twierdzi Lech Antkowiak, wicedyrektor Urzędy Pracy w Warszawie.
W Gdańsku od grudnia 2010 r. prowadzony jest pilotażowy projekt, w którym Powiatowy Urząd Pracy przekazuje 300 wyselekcjonowanych bezrobotnych agencji pracy Randstad. Eksperyment ma pokazać, czy prywatna firma będzie miała lepsze wyniki niż urząd publiczny.
— Przekazywanie na zewnątrz służb zatrudnienia to rozwiązanie z zasady dobre. Jednak w tym przypadku program opiera się na konkurencji między publiczny-mi a prywatnymi służba- mi. Większą efektywność można uzyskać, kiedy oba sektory ze sobą współpra- cują — przekonuje William Smith, dyrektor zarządzający Ingeus Europe, największego kontrahenta brytyjskiego rządu z wyłonionej osiemnastki.