Kończy się ulgowataryfa dla dłużników

Marek Wierciszewski
23-11-2011, 00:00

Dług publiczny Japonii na wiosnę sięgnie biliarda jenów. Podobnie jak Europę, kraj czeka zaciskanie pasa

Kryzys zadłużenia ograniczał się do tej pory do krajów peryferyjnych strefy euro, a oszczędzał inne, często dużo bardziej zadłużone. Nie jest jednak powiedziane, że inwestorzy będą skłonni pożyczać dłużnikom wagi ciężkiej w nieskończoność.

Choć światowy kryzys zadłużeniowy zaostrza się od wielu miesięcy, dotychczas na radarach spekulantów nie pojawił się najbardziej zadłużony kraj świata — Japonia. Wręcz przeciwnie, obligacje skarbowe emitowane przez rząd w Tokio stały się jeszcze bardziej rozchwytywaną lokatą kapitału. To o tyle zaskakujące, że Japonia jest druga na liście największych dłużników świata (ustępuje tylko Stanom Zjednoczonym, których ludność jest 2,5-krotnie większa). Pod względem relacji zadłużenia do PKB zajmuje już jednak niekwestionowane pierwsze miejsce.

Jak prognozuje japoński rząd, na koniec roku obrachunkowego kończącego się w marcu zadłużenie publiczne sięgnie astronomicznej kwoty 1 000 000 000 000 000, czyli biliarda jenów. Za dwa lata dług będzie sięgał 228 proc. PKB, dwukrotnie więcej niż średnia dla 20 największych gospodarek świata.

Tymczasem paradoksalnie, w czasie gdy kryzys ogarnął Włochy i Hiszpanię, a także zagroził Francji i Belgii, rentowności 10-letnich papierów japońskich spadły poniżej granicy 1 proc. Jeszcze w kwietniu rząd pożyczał, płacąc 1,3 proc., co i tak nie było wygórowanym kosztem.

Rynki nie wywierają na rząd najmniejszej presji, a przed ryzykiem niewypłacalności można zabezpieczyć się taniej niż w wielu innych krajach. Wykupienie ubezpieczenia obligacji wartych 10 mln jenów rocznie kosztuje jedynie 116 tys. jenów. To znacznie mniej od kosztu ubezpieczenia papierów francuskich. To jednak nie oznacza, że Japończycy mogą spać spokojnie. — To, co dzieje się w Europie, może powtórzyć się kiedyś w Japonii — ostrzega Hirohisa Fujii, były minister finansów Japonii.

Choć o równie drastycznych krokach jak w krajach strefy euro na razie się nie mówi, to jednak niemal przesądzone jest, że Japończycy będą oddawać fiskusowi znacznie więcej niż do tej pory. W maju Międzynarodowy Fundusz Walutowy zalecił Japonii podniesienie stawki podatku VAT. Najbardziej bolesne może być podniesienie podatku obrotowego, obecnie wynoszącego5 proc. Dotychczas planowano, że w ciągu czterech lat wzrośnie ona dwukrotnie, jednak w kręgach rządowych pojawiają się sugestie, że osiągnie nawet 17 proc.

Rządowe plany wywołują ogromne kontrowersje w społeczeństwie. Za podwojeniem stawki tej daniny jest 50 proc. wyborców, a jedynie nieco mniej stanowczo sprzeciwia się temu rozwiązaniu. Przed tak drastycznym krokiem premier Yoshiko Noda zapowiedział rozpisanie nowych wyborów parlamentarnych. — Cały krajowy system opieki społecznej zbudowany jest na górach długu — z rozbrajającą szczerością powiedział w wywiadzie Hirohisa Fujii. Pocieszeniem jest jednak to, że wreszcie japońscy politycy przestali udawać, że problem nie istnieje.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Kończy się ulgowataryfa dla dłużników